27 maja 2015

Nowe posty, maj 2015

Przepraszam za obsunięcie

http://kroniki-wygnania.blogspot.com
(Kroniki Wygnania autorstwa Omegona Alphariusa; dark fantasy)

– Nie zbóje to, Wasza Cysorska Mość… Bestia jakowaś schodzi z gór. – Dopiero teraz głos staruszka trochę zadrżał. – Bana… Najsampirw bydle rozgrzebywało groby, obgryzając umrzyków… Zasadziło się kilku chłopów z toporami i widłami coby przegnać diabelstwo, ale nie dali rady. Znaleźlimy ich później… Stary ja żołnierz, nie jedną jatkę widział… Ale podobnego krwawego burdelu, za przeproszeniem Waszej Cysorskiej Mości, nie pamiętam jak żyje! Kiszki porozwlekane po nagrobkach, mięso oddarte od kości… Wszystko cuchnące juchą i paskudztwem zostawionym przez maszkarę na trupach…
– Troll. To przeważnie padlinożercy!
– Też takeśmy myśleli… – Wieśniak pokiwał głową. – Zebraliśmy się kupą i poszliśmy na jaskinie… Znaleźlimy bestyję – spała po sutym posiłku. Ktoś znalazł w grocie dziecięcą sukienkę, rozdartą i poplamioną… – Hrodgar zacisnął szczęki, aż zęby poczęły mu zgrzytać, nie przerwał jednak opowieści. – Wtedy chłopy nie wytrzymały… Kopnęli się zaraz do wioski po linę, nie budząc stwora. Co się działo później… Włosy dęba stają!
 


www.opowiadaniafantasyz.blog.pl
(Kwestia skutków autorstwa Rocky Drago; high fantasy)

— Gdzie mój łuk?! Gdzie mój miecz?! — krzyczał Ervill, w popłochu dopadając konia, do którego przytroczony winien być jego oręż. Avaret uczynił podobnie, świadom jednak tego, że prawdopodobnie nie zdąży dobyć broni na czas.

— Do kurwy nędzy! — warknął wściekle, gdy dzik znajdował się już w odległości ledwie kilku kroków od nich. Spłoszone konie poderwały się do biegu, uniemożliwiając najemnikom dobycie broni. Sytuacja wydawała się beznadziejna.

Nagle dzik zakwilił żałośnie, wytracając gwałtownie impet, z jakim szarżował w ich kierunku. Nogi ugięły się pod nim, on sam upadł na ryj, z jego boku zaś zaczęła sączyć się krew, która prędko wmieszała się w błotnistą drogę. W miejscu, z którego wypływała, tkwiła strzała.


 
(Pawlilandy, czyli historie od Jameryki po Australlon autorstwa Dominikaa Rafacza; zbiór opowiadań fantasy)

– Czemu Giwer tak się trzęsie? – głos Zoplitzy wyrwał Yrwina z konsternacji. Jedyne, co sierżant ochotników widział, to puszka konserwy i jej ciemnoróżowa zawartość (nie był pewien, czy było to, jak głosił napis na pożółkłej etykiecie, mięso, czy może odpady z maszyny parówej, wolał o tym nie myśleć). Miał w nogach jakieś trzydzieści, może czterdzieści kilonóg. Dwadzieścia pieć kilonóg szlakiem haniebnego odwrotu okupionego potwornymi stratami. I wcale nie był pewien, czy nie będą musieli cofnąć się jeszcze bardziej... Ale o tym też nie myślał. Wszystkie wyobrażenia, cały sens życia skupiał się teraz na tej marnej, cynowej puszce, wyciągniętej z magazynów wojskowych Horanpola i cudem dostarczonej jednostkom na pierwszej linii. I w tej właśnie chwili Zoplitza przywołał go z powrotem do świata rzeczywistego. Pytanie wymagało chwili zastanowienia, gdyż Yrwin nie widział nieszczęśnika, lecz kiedy ujrzał kołyszącego się w pozycji embrionalnej ochotnika, znał od razu odpowiedź – nerwica. Detonacje, w połączeniu z makabrycznymi widokami ginących towarzyszy sprawił, że nieszczęśnikowi poprzestawiały się klepki w głowie. Na tym właśnie polega okrucieństwo wojny – słabi giną lub wariują, a ci, którzy potrafią wyłączyć myślenie, żyją, choć ich egzystencja traci jakikolwiek głębszy sens.
 

1 komentarz:

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.