27 marca 2015

Przegląd animacji pełnometrażowych (cz.2/10)

Witam w drugiej odsłonie przeglądu animacji. Przypominam, iż uwzględniam jedynie produkcje wytwórni Disney, DreamWorks i Pixar, a prezentowane animacje dobieram losowo przy pomocy generatora liczb (każda bajka ma własny numerek, tym razem padły: 22, 37, 60, 63, 72, 78, 80).

Sindbad. Legenda Siedmiu Mórz (2002), DreamWorks. Pełna przygód i niebezpieczeństw podróż Sindbada, kapitana piratów, wiedzie aż nad krawędź świata, za którą ma się znajdować mityczny Tartar, królestwo bogini niezgody Eris. Sindbad, oskarżony o kradzież Księgi Pokoju, chce ocalić życie księcia Proteusza, przyjaciela z młodzieńczych lat, który nadstawił za łotrzyka karku przed Radą Dwunastu Miast. W misji pomaga mu zgrana załoga, wierny pies oraz Marina - narzeczona Proteusza, marząca o żegludze po otwartym morzu. W tej bardzo rozrywkowej bajce każdy znajdzie coś dla siebie, animacja spodoba się zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom. Opowieść o odwadze, honorze, odkrywaniu własnych słabości i pokonywaniu ich, a także o dobrym sercu. Humorystyczne, niezwykle trafne życiowo, jak i adekwatne do sytuacji teksty zapadają w pamięć. Animacja ma to do siebie, że praktycznie każda postać wzbudza sympatię widza, łącznie ze złą boginią, bawiącą się nieszczęściem śmiertelników. Postać greckiej Eris została przedstawiona wyjątkowo trafnie. Złośliwa wredna, wiecznie ironizująca kobieta, lecz jednocześnie pełna zapału, by coś namieszać, a jednocześnie piękna i pociągająca. Choć osobiście największą sympatią darzę Szczura, przezabawnego Hiszpana (Włocha?) z załogi Sindbada. Dodatkowa ciekawostka: w polskiej wersji imię głównego bohatera nawiązuje do utworu Bolesława Leśmiana "Przygody Sindbada żeglarza", w oryginalnej zaś brzmi ono Sinbad (nasuwa się pytanie, czy zestawienie słów sin oraz bad było celowe).

Robin Hood (1973), Disney. Znaną wszystkim legendę angielskiego (nie)prawego rzezimieszka, który "kradł bogatym i dawał biednym", wytwórnia Disneya przedstawiła przy pomocy personifikacji zwierząt. Nie z byle powodu. Inspirując się bajkami Ezopa, twórcy idealnie odwzorowali charaktery bohaterów. Robin, jako ten sprytny i przebiegły, został przedstawiony, oczywiście, jako lis. Co za tym szło - jego ukochana również powinna być lisicą, choć trochę nie trzyma się to kupy, gdyż wywodziła się z rodziny lwów (mówimy, rzecz jasna, o Ryszardzie Lwie Serce i jego bracie Księciu Janie). Mały John (cecha dobrego serca), przewrotnie, jest niemałym niedźwiedziem, a najbardziej niegodziwa postać w owej bajce, doradca uzurpatora - wężem Sykiem. Animacja została przeznaczona raczej dla młodszych widzów, uczy niesienia innym pomocy, altruizmu, współczucia i bezinteresowności w czynach. Mówi o tym, że nawet najbiedniejsi spotkają w końcu swoje wielkie szczęście, jeśli tylko będą potrafili je dostrzec. Co ciekawe, produkcja pochodzi z czasów, kiedy rysownicy Disneya byli jeszcze odrobinę leniwi, więc by zaoszczędzić sobie wysiłków, kopiowali zarysy bohaterów oraz scen z innych swoich dzieł. Wygląd Robina pochodzi z bajki "Lis i Pies", a scena tańca z udziałem Małego Johna została również wykorzystana (w idealnej kopii) w "Księdze Dżungli", gdzie dla odmiany tańcuje miś Baloo.

Dawno temu w trawie (1998), Disney, Pixar. Zawsze zastanawiało mnie, co fascynuje ludzi w życiu owadów. Mrówki doczekały się trzech pełnometrażowych animacji (powyższa, Mrówka Z oraz Po rozum do mrówek), pszczoły jednej (Film o Pszczołach), a oprócz tego wielu kreskówek. "Dawno temu w trawie" nigdy jednak nie zdobyło mojej sympatii ze względu na nieco zbyt brutalne przedstawienie konfliktu małych stworzonek ze światem, jak i filozoficzny wydźwięk fabuły. Mrowisko, w którym żyje Flik, od lat zbiera haracz dla groźnej bandy koników polnych, która zagraża życiu mrówek. Królowa boi się interweniować, więc jej poddanym brakuje perspektyw na odrzucenie jarzma. Flik czuje, że nie pasuje do mrówczej społeczności, we wszystkim doszukuje się większego sensu i celu istnienia i postanawia wyruszyć w świat. Świat zabójczy dla samotnej mrówki. Filozoficzne podejście bohatera dobrze obrazuje scena, w której próbuje on zmusić małą Dot, aby ta wyobraziła sobie kamyk jako ziarenko (konkluzja ma prowadzić do większego odkrycia). Z marnym skutkiem, gdyż tłumaczy jej to w zbyt skomplikowany dla dziecka sposób. Ludzkiego również.

Iniemamocni (2004), Disney, Pixar. Muszę przyznać, iż naprawdę lubię superbohaterów (może z wyjątkiem Supermena i Kapitana Ameryki), ale nawet bez tej sympatii musiałabym przyznać, iż Iniemamocni są niepodważalnie porządnie wykonaną animacją. Zaczynając od głównych walorów, do jakich należy przede wszystkim fabuła, jej wielowątkowość, duża liczba bohaterów oraz różnorodność łączących ich pozytywnie naturalnych relacji, po te mniejsze, choć równie istotne, jak piękne kolorowanie, dobrze wykorzystany efekt 3D czy trzymająca w napięciu muzyka. Opowieść, mimo że z pozoru wydaje się całkiem banalna, stanowi kawał interesującej historii o posiadaniu dwóch twarzy, lecz przeciwnie do innych filmów o superbohaterach posiadanie drugiej tożsamości nie zostało spłycone do rangi "nie mogę łapać złoczyńców bez maski". Tu chodzi o coś więcej. O dogłębne poznawanie samego siebie i swoich bliskich, o szukaniu swojej prawdziwej pośredniej tożsamości, o tym, że każdy błąd, nawet ten największy, da się jeszcze naprawić, Dynamiczna akcja, wzruszające momenty, zróżnicowane wątki oraz powoli rozwiązująca się na naszych oczach tajemnica. Twórcy obiecali drugą część bajki, lecz niestety przyjdzie na nią jeszcze trochę poczekać.

Kung Fu Panda (2008), DreamWorks. To pierwsza animacja od czasów Mulan, której akcja toczy się w Chinach i której jednym z głównych atutów jest chiński styl walki. Tym razem na tapecie ląduje starożytna sztuka Kung Fu. Nieporadna panda o imieniu Po marzy, by stać się legendarnym wojownikiem. Skrycie podziwia Wielką Piątkę - młodych adeptów uczących się w Jadeitowym Pałacu pod okiem mistrza Shifu. W dzień wyboru Smoczego Wojownika Po zmierza na szczyt wzgórza, by obejrzeć widowisko. Lecz zamiast być świadkiem wiekopomnego wydarzenia, przez przypadek... sam zostaje wybrany. Spełnienie marzeń czy początek koszmaru? Panda rozpoczyna treningi w świątyni, tymczasem z więzienia ucieka Tai Lung, groźny wojownik szukający zemsty na Dolinie Spokoju, z której został wygnany... Bajka jest przepełniona przezabawnymi tekstami oraz sytuacjami i jest to zdecydowanie jej największy atut. Widowiskowe sceny pojedynków, przyprószone odrobinę mistyczną aurą, dodają smaku fabule. Animacja niesie ze sobą również wiele wartościowych przekazów, jak wiara w samego siebie, a także w to, że nic nie jest niemożliwe. Mówi o potędze rzeczy niepozornych, o efektach samodoskonalenia, dostrzegania własnej wartości. Posiada bardzo pozytywny wydźwięk, zdecydowanie motywujący do działania. Z przyjemnością ogląda się czynione przez pandę postępy i stopniowo zwiększającą się jej pewność siebie. Klasyczna muzyka kraju smoków przyjemnie nastraja, podobnie jak łagodna harmonijna sceneria.

Krudowie (2013), DreamWorks. Krudowie to bardzo specyficzna bajka. Z jednej strony wszystko zostało przedstawione w uproszczony, zdawać by się mogło infantylny sposób, z drugiej jednak zostaje nam zaserwowany szybki proces ewolucji umysłowej człowieka i to wcale w nie tak odbiegającej od rzeczywistości formie! Rodzina jaskiniowców, w obawie przed końcem świata, po latach wreszcie opuszcza swoją jaskinię, w której do tej pory kryła się... przed światem właśnie. Wszystko, co nowe, napawało ich grozą. Do momentu, gdy spotkali na swej drodze Guya, samotnie wędrującego człowieka idei, człowieka, który dawno temu porzucił swoją jaskinię, opanował ogień, a nawet udomowił niewielkie zwierzątko. Nowy towarzysz stopniowo oswaja przyjaciół z drogą postępu. Akcja animacji wprawdzie rozgrywa się raczej w fikcyjnym świecie, choć w wielu aspektach zbliżonym do naszego, lecz nie kłóci się to z formą przedstawienia procesu ewolucyjnego. Fakt, następujące po sobie wydarzenia w rzeczywistości dzieliły tysiące lat, lecz zabieg ten zastosowano najzupełniej celowo. Upstrzone kolorami tło jest niezwykle przyjemne dla oka, tak barwnej bajki od dawna nie stworzyła żadna inna wytwórnia. Prehistoryczne lasy, po których przemieszcza się rodzinka Krudów, do złudzenia przypominają te z "Avatara" Jamesa Camerona. Myślę, że warto obejrzeć tę produkcję choćby ze względu na samą przyjemność oglądania, choć jest ona zachęcająca pod najróżniejszymi aspektami.

Pingwiny z Madagaskaru (2014), DreamWorks. W serii "Madagaskar" trudno o zabawniejsze postacie od Skippera, Kowalskiego, Rico oraz Szeregowego. No, może z wyjątkiem Króla Juliana. Tego jednakowoż w "Pingwinach" nie ma w ogóle (jedynie w krótkiej dogrywce po napisach końcowych), wielka szkoda! Ponownie największym walorem animacji są teksty nie do przebicia. Teksty tak rozbrajające, iż mógł je wymyślić tylko Polak. Idealnie wręcz oddające charakter pingwiniego komanda. Pokuszono się nawet o odrobinę ironii. W początkowej scenie, gdy agenci są jeszcze dziećmi, pada taka oto wymiana zdań: "- Ej, widzieliście to? To jakieś jajo! - Jaja czasem się traci i już. Taki mamy klimat". Podczas seansu kinowego, którego, rzecz jasna, przepuścić nie mogłam, pół sali ryknęło gromkim śmiechem. Lub też: "- Morski lampart, wąż wśród ssaków. - Ale wąż to nie jest ssak. - Skąd mogę wiedzieć? Świata poza mrożoną tundrą nie widzę, ta?". Pingwinom po raz kolejny przychodzi zmierzyć się z największym wrogiem, o którego istnieniu do niedawna nie miały nawet pojęcia. Plany krzyżuje im jednak elitarna jednostka agentów Wiatr Północy. Problem okazuje się poważny. Na całym świecie kolejno znikają wszystkie pingwiny, porywane przez ogarniętą żądzą zemsty ośmiornicę Dave'a, która chce zamienić je w odrażające potwory za pomocą stworzonego przez siebie Serum Meduzy,

1 komentarz:

  1. Pingwiny! :D
    Jak ja kocham Pingwiny w każdej postaci. Moi mistrzowie po prostu <3

    I aż jestem zdziwiona, bo z dzisiejszego zestawu animacji widziałam tylko dwie - Pingwinki i Iniemamocnych. Co do tych drugich, to mimo że filmów o superbohaterach wręcz nie trawię, to ta bajka jest genialna. Takich superbohaterów to mogę oglądać bez końca. :D

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.