5 lutego 2015

[RR; XII] Od Draculi po Edwarda

Miała być dyskusja sci-fi, ale jednak nie ma :c Będzie następnym razem już na pewno, obiecuję!

Nazywano go Draculą, chociaż nosił miano Wład III Palownik (Vlad Palownik). Okrzykiwany rzeźnikiem i mordercą syn Włada II Diabła, swój przydomek zyskał dzięki pasji do wbijania czerepów wrogów na pale. Krążyły o nim liczne legendy; jakoby pił krew i chroniła go nieśmiertelność. Postać ta zainspirowała Brama Stokera do stworzenia pierwszego wampira tego typu w swojej powieści "Dracula", czyniąc ją jednocześnie pierwowzorem krwiopijnej istoty poza ludowymi legendami.
Jak naprawdę było z Vladem Palownikiem, nie do końca wiadomo. Choć historia wielokrotnie próbowała znaleźć logiczne wyjaśnienie dla wielu tajemniczych zdarzeń; jednak bezskutecznie. Na ile legendy były prawdą, a na ile zostały wyolbrzymione i podkoloryzowane, prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy.

Obraz wampira ewoluował przez wieki. Z czasem zdeformowane przerażające kreatury żądne ludzkiej krwi zmieniły się w nadludzko silne oraz szybkie istoty, które piękno i urok zmieniły w broń, by kusić swe ofiary. Niegdyś bezwzględne, dziś uczuciowe, lecz od wieków nieodmiennie prześladowane.

Jaki masz stosunek do wampirów? Który z ich wizerunków najbardziej do Ciebie przemawia i dlaczego? Jak nowoczesna wizja krwiopijców wpłynęła na Twoje poglądy odnośnie tej rasy? Czy rasa ta ma prawo bytu? Jak sądzisz, dlaczego w ostatnich czasach wampiry zyskały tak wielką sympatię? Co sprawia, że wydają się nam intrygujące?

I pytanie poza tematem, choć równie dla nas ważne: co sądzicie o założeniu fanpage'a Baru na Facebooku? Służyłby on częstszemu prowadzeniu dyskusji na wszelakie tematy, informowaniu o nowościach i debatowaniu o nowych projektach na blogu. Jak sądzicie, to dobry pomysł czy raczej nie bardzo?

16 komentarzy:

  1. Pisałam pracę maturalną na podobny temat - dlaczego z czasem postać szatana ewoluowała w ludzką, bardziej intrygującą, aniżeli miała być zamierzeniu i była w historii. I myślę, że tutaj odpowiedź może być podobna. Generalnie, w naszych czasach powstało już niemal wszystko. Ciężko wymyślić coś nowego, mam na myśli, jakieś stwory, światy, diabły, upiory... To wszystko już było. Wszystko, czego człowiek niegdyś się bał, przejadło się. Teraz nie boimy się już wampirów i śmierci, zaczęliśmy oswajać swoje lęki. Dlatego, by wymyślić coś nowego, by przybliżyć te makabryczne niegdyś postaci, historie, zaczęto im nadawać cechy ludzkie. Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo. Człowiek zaś na swoje podobieństwo tworzy wszystko (włącznie z bóstwami). Diabły, wampiry, wilkołki i inne upiory. Baliśmy się wampirów, więc nadaliśmy im cechy bardziej ludzkie. Intrygowały nas, więc uznaliśmy, że muszą być seksowne i pociągające. I tak dalej. Osobiście jestem fanką typu wampirów z Underworld. Są takie wypośrodkowane. Nie lśnią w słońcu jak Edzio, nie są też bezmózgimi bestiami i pisanie/czytanie o nich nie jest aż tak pozbawione sensu. ;)
    I co ja tam jeszcze chciałam... Wybaczcie, nie umiem zgrabnie komentować i rzucam takimi nieskładnymi myślami. Być może później mi się coś jeszcze przypomni. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podoba mi się Twoje podejście, zwłaszcza że nadmieniłaś kilka interesujących faktów, w tym to, iż człowiek wszystko tworzy dla siebie lub na swoje podobieństwo (a najczęściej jedno i drugie). Zgadzam się, że ułagadzamy rzeczy perwersyjne, przerażające lub perwersyjnie przerażające (jak kto woli), by w masowym przekazie przestały być nie do przyjęcia (Nosferatu nie był szczególnie uwielbiany ze względu na swoją obrzydliwość). Choć myślę też, że pierwsze albo chociaż drugie skrzypce gra tu ludzka psychika, która porównuje Ich do Nas. Żaden człowiek nie jest na wskroś zły, a jeżeli zaczyna być bliski temu (wspomniany Vlad, Hitler, Mao, Kaligula etc.), to uważamy go za potwora. Na ogół jednak człowiek jako przedstawiciel rasy na wskroś zły nie jest. Myślę, że właśnie te cechy przekazujemy innym rasom w procesie upodabniania, o którym mówisz. Nawet najobrzydliwszy wampir przestaje być obrzydliwy, gdy się zakochuje. A w każdym razie nie jest już wystarczająco obrzydliwy, by kogoś odstraszyć.

      Usuń
    2. Dokładnie tak. O ile teraz Nosferatu przez wielbicieli "starych" wampirów może być chętnie przytaczany w opozycji dla zmierzcho-pochodnych, o tyle kiedyś bynajmniej nie cieszył się taką popularnością, a jeśli już, to miał raczej złą sławę.
      I Ty masz rację, wszak człowiek nie może być całkiem zły, toteż nie wyobraża sobie, jak inne istoty mogą i niemal każdy "czarny charakter" dostaje jakieś dobre cechy, motywacje, które w jakiś sposób nadają sens jego szaleństwu. Ja np. rozumiem doskonale działania Hitlera... i czasem myślę, czy nie miał racji, choć było to i jest okrutne. ;)
      A'propos tego ugładzania perwersji... Ostatnio czytałam artykuł o pewnym przedstawieniu teatralnym, w którym aktor biegał po scenie z obnażonym członkiem. To już swoista awangarda, zdaje mi się, że dochodzimy powoli do etapu, w którym tematyka gore, obrzydliwości i rzeczy, które do niedawna staraliśmy się cenzurować (swoją drogą, dlaczego członki do nich należą?) znowu wychodzą na salony i proces ten zaś idzie w drugą stronę. A może to zaś "uczłowieczanie" męskich narządów? Sama nie wiem. ;)

      Usuń
    3. Już parę lat temu Daniel Radcliffe (grający Harrego Pottera) biegał z obnażonym przyrodzeniem (yay, jak to profesjonalnie brzmi w porównaniu z wulgaryzmami, które słyszy się na co dzień! :D) po scenie jednego z bodajże angielskich teatrów wraz z uroczym białym ogierkiem (żywym!), grając szalonego stajennego. Wówczas budziło to ogromne kontrowersje nie tylko ze względu na nagość (choć głównie), lecz także z uwagi na fakt, iż nie mogli strawić nagiego Harrego.
      Swoją drogą, kurczę, muszę wykorzystać ten motyw w opowiadaniu! (Szalonego stajennego, nie nagiego Harrego).
      Znam kilka osób, które widzą w Hitlerze wielkiego człowieka. Ja osobiście ani trochę się ku temu nie chylę. O ile okrucieństwo Vlada Palownika wzbudza we mnie wręcz niezdrową fascynację, o tyle Hitler... budzi we mnie głęboką odrazę. Raz w życiu widziałam szczegółowy film dokumentalny o holokauście ze wstawkami z oryginalnych niemieckich kamer z obozów śmierci i nigdy, przenigdy więcej nie chcę już tego oglądać.
      Do niektórych ludzi epitet "potwór" pasuje idealnie. Fanatyzm to przekleństwo narodów. Równie dobrze można by popierać Dżihadystów... Ale fakt, ja również starałam się odszukać motywację w postępowaniach Hitlera. Nic jednak nie udało mi się znaleźć. Jako dziecko malował obrazy, podczas pierwszej wojny zdobył medale bohaterstwa. Nie widzę absolutnie żadnego powiązania. Oszalał? Nie sądzę. Myślę, że wiedział, co robi.
      No, ale nagle z wampirów przeszło na holokaust. Pardon, wycofuję się z tematu xD

      Usuń
    4. Jasne, ja tak mam, wybacz.^^

      Usuń
    5. Mój narzeczony również. Jednakoż żyję. Nie stresuj się xD

      Usuń
    6. Swoją drogą wampiry i holokaust to naprawdę dobre połączenie. (W sensie mocne i przerażające), jest bardzo ciekawa książka - "The Strain" Hogana i del Toro (serial niestety dużo słabszy od książki), gdzie pojawia się motyw wampirów, które w czasie holokaustu, żerują na więźniach obozów koncentracyjnych, tworząc dodatkowe ogniowo w łańcuchu fabryk śmierci.
      Polecam książkę, bo to chyba jedyna nowa pozycja, która nie jest cukierkowa tylko naprawdę mroczna i klimatyczna.

      Usuń
  2. Umm... Szczerze powiedziawszy wydaje mi się, że wampiry na początku wyglądały bardzo ludzko (pierwsze przekazy o Draculi z Transylwanii mówiły nawet o urodzie typowej dla arystokratów), a potem zostały oczernione i zbliżone do szatana przez Kościół i ludzi pobożnych, którzy nie potrafili przyjąć, że takich okrucieństw jak Vlad III mógł dokonać ktoś stworzony na podobieństwo ludzkie i podobny w sposób zewnętrzny do nich.
    A czemu wróciliśmy do pięknego wampira? Bo mamy piękne elfy, które są ogólnie dobre, a wampiry to ich bardzo mroczna wersja. (wiem, że są mroczne elfy itp. ale jeśli mówimy o pięknych nieśmiertelnych to do głowy przychodzą mi tylko te dwie rasy)
    A'propos Hitlera. Wielu badaczy uznaje, że był szalony i gdyby nie kryzys gospodarczy w 20-leciu międzywojennym byłby najwyżej ciekawostką polityczną. To tak przy okazji tego odpłynięcia od tematu :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam różne zmierzchoidy (w ramach poznania wroga) i naszła mnie taka refleksja, że w sumie zupełnie nie przeszkadza mi kierunek, w jaki kreacja wampirów idzie obecnie (bo to, że Meyerowe wampiry błyszczą w słońcu, to najmniejszy problem jej książek). Gdyby przyjąć na chwilę, że Zmiech to zwykły romans (a nie relacja dwojga psychopatów), to w sumie nie widzę powodów, dla których ludzie nie mieliby "ugłaskiwać" w ten sposób wampirów. I obojętnie, czy chodzi tu po prostu o dodanie niesamowitości romansowi, czy próbę przełamania pierwotnego strachu przed wampirami. Imo fanów "prawdziwych" wampirów jest dość, żeby ten pierwotny, straszny wizerunek przetrwał i był szeroko dostępny, jeśli ktoś chciałby sobie poczytać. Jedyny problem widzę w tym, że ludziom będzie głupio się przyznawać, że lubią wampiry, bo pierwsze skojarzenie będzie biegło do Edwarda, a nie do Drakuli (mam to samo z elfami :/).

    Jeśli chodzi o fanpage'a, to jak się pojawi, to zalajkuję, chociaż nie jest to mój ulubiony kanał komunikacyjny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno już nie czytałam niczego o wampirach - chyba właśnie od czasów Zmierzchu, który skutecznie mnie do dalszej lektury zniechęcił. Ciągnięta jednak chęcią przeczytania czegoś po angielsku, gdy trafiłam ostatnio na serię zmierzchoidów - jak to ktoś ładnie wyżej nazwał - pomyślałam "co mi tam!". Przeczytałam 40 stron pierwszej części i wiem już, co tak bardzo mnie w tej literaturze odrzuca. Nie to, że to ładne i się w słońcu świeci. Nie to, że się zakochuje. Nawet nie to, że jest jakieś mało straszne. Nie.

    Denerwuje mnie to, że kiedy opowieść jest o wampirach, to zaraz jest też o bogach, boginiach, wróżkach, tajemniczych fartuszkach i - o zgrozo - wilkołakach, których nie trawię. W najgorszych przypadkach trafiają się też elfy. Nie żebym elfów nie lubiła, czy miała dość bajek - to nie o to chodzi. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale w nowoczesnej 'wampirzej' literaturze jest po prostu wszystko. Wszystko naraz.

    Do tej pory wspominam (żeby nie było - kiedyś byłam wielką fanką Pamiętników, zdaje się, że miałam wtedy 13 lat) Elenę, która najpierw była człowiekiem, potem wampirem, potem zmarła i jej nie było, potem była duchem, zmartwychwstała, ale nie do końca, potem znowu była wampirem, a potem - na szczęście - przestali wydawać pojedyncze części Pamiętników.

    Z drugiej strony za drakulowymi wampirami też nie przepadam. Jak coś człowiekopodobnego ma w sobie za dużo zwierzęcia, cóż, jakoś to do mnie nie przemawia. Ale może to i dobrze - zważywszy, że zwykle piszemy o tym, czym się interesujemy - bo wampirów w literaturze, takich czy innych, jest już wystarczająco. Fantastycznie byłoby zrobić krok do przodu, tylko...
    ... gdzie jest ten przód?


    Co do fejsa, pomysł fajny, żeby być na bieżąco, choć co do dyskusji różnie to bywa. Wiem, że ludzie pod swoim nazwiskiem często nie chcą się ujawniać ze swoimi upodobaniami, a do tego to się sprowadza. Sama się zastanawiam nad fanpagem i wciąż nie wiem, czy jest sens.

    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie będę chyba osamotniony ze swoim zdaniem, jeśli stwierdzę, że dużo bardziej odpowiada mi wizerunek, bądź też wizerunki, bo jednak nieco się różnią, przedstawiony w klasycznym "Draculi" Brama Stokera (oraz w jego ekranizacjach - począwszy od "Nosferatu - symfonia grozy", "Draculi" z Belą Lugosim, "Nosferatu" Herzoga, po moją ulubioną adaptację, czyli "Draculę" Coppoli), w "Miasteczku Salem" Kinga (i całkiem niezłej adaptacji Toby'ego Hoopera), czy nawet "Nieustraszonych pogromcach wampirów", aniżeli te ufryzowane i wymuskane lalusie z grupy powieścideł, w której prym wiedzie popularny "Zmierzch".
    Kto nie czuł dreszczu pokonując z Johnatanem Harkerem przełęcz Borgo? Albo mknąc w towarzystwie Romana Polańskiego przez zaśnieżone, transylwańskie bory, ze zgrają żądnych krwi wampirów na karku? Wbijając na rozstaju dróg osikowy kołek w serce potwora?
    A to coś teraz? Dziękuję, wysiadam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czerepów, a całych wrogów ;)
    W sumie jak zobaczyłam temat to stwierdziłam, że muszę się wypowiedzieć, dlaczego wąpierze mnie tak wkurzają.
    Mnie strasznie wkurza pewna konsekwentnie powtarzana głupota w kreacji wąpierzy - piękne, młode i niedorozwinięte psychicznie/opóźnione w rozwoju. Rzuca mnie jak widzę takiego wąpierza co to ma sto lat, wygląda jak nastolatek, a umysłowo jest gówniarzem. Nikt nie bierze pod uwagę, że taki stwór, który żyje już sto albo i więcej lat powinien mieć psychikę staruszka - doświadczony, może nawet już zmęczony. No i kolejna rzecz - im starszy umysł tym trudniej nadążyć za światem i zmianami. Do szału mnie doprowadzają kreacje wampirów choćby średniowiecznych, które w XXI wieku zachowują się jak typowe nastolatki. To jest tak durne i bezmyślne, że aż boli. Podobnie jak wąpierze emujące jak w najnowszym gniotku "Dracula: Untold", naprawdę już widzę Vlada Palownika, który doprowadził pół Europy do niezłej psychozy, jak sobie siedzi i płacze, że jest biedny, a przemoc jest taka straszna, buuu!
    Tak naprawdę jedyny, naprawdę dobrze przedstawiony wąpierz to Nosferatu z filmu Herzoga. Widać, że stwór jest stary, doświadczony i samotny. Jego sposób mówienia, zachowania czy nawet wzrok oddają w stu procentach istotę wąpierza. Z jednej strony potwór, z drugiej dość smutny potwór. I to jest to!
    Jeszcze jako taką sympatią darzę Quinlana z "The Strain", który podpada raczej pod kategorię tych "dobrych" wąpierzy, nie będąc przy tym rozmazaną, wegetariańską ciapą. Z romantycznych wąpierzy jestem w stanie przełknąć tylko "Draculę" Coppoli, bo przedstawiony tam romans nie jest cukierkowy ani przesłodzony, ale z nutką grozy.
    No i tak niebanalnie, bo w klimacie science fiction, ale wampiry z "Jestem Legendą" są niesamowite. Książka ma moc, klimat, jest straszna i wyciska łzy jak nic innego. Arcydzieło.

    Co do reszty to pedalskie, brokatowe i opóźnione w rozwoju wąpierze... zdecydowanie na nie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Obfitość horroru w dyskusjach strasznie mnie cieszy. Oby więcej takich tematów! :)

    Jaki masz stosunek do wampirów?
    Mieszany. Prawdziwe wampiry są całkiem fajne i raz na jakiś czas można nawet sobie przeczytać lub obejrzeć coś w tym temacie i mieć z tego sporą frajdę. Jeśli chodzi o te wszystkie nowoczesne wampiry to jednak są jak dla mnie niestrawne. W ogóle idea ślicznych i atrakcyjnych wampirów nie ma dla mnie sensu. Śliczny wampir = oksymoron.

    Który z ich wizerunków najbardziej do Ciebie przemawia i dlaczego?
    Nosferatu! Bezkonkurencyjnie Nosferatu. To jedyny wampir, którego naprawdę i szczerze uwielbiam. (Zresztą widać po awatarku z Nosferatu). Tutaj dobrze opisali to Ann i Rocky Drago. On ma po prostu w sobie coś takiego, że jednocześnie odrzuca i wywołuje współczucie. Odrażająca i potworna kreatura, a z drugiej strony istota samotna i nieszczęśliwa z powodu dźwigania na sobie ciężaru tylu wieków. Jeszce jedna rzecz za którą uwielbiam Nosferatu to jego autentyczność - nie umiem sobie wyobrazić stwora liczącego ileś wieków zachowującego się jak wiekowy nastolatek ze "Zmierzchu". Natomiast w wypadku Nosferatu widać tą autentyczność. Młoda Larwa wspomniała, że kiedyś film Herzoga nie cieszył się taką popularnością. Owszem, ale warto zaznaczyć, że był to film ambitny, ze studium psychologii wampira, a wtedy sama tematyka wampiryzmu nie była popularna, więc co dopiero ambitne ujęcie tego tematu. Dalej tak samo jak Rocky Drago, muszę wymienić "Draculę" bo to jednak klasyk. Książka jest naprawdę niesamowita i świetnie napisana - nawet jako raczej antyfanka wampirów przeczytałam z wielką przyjemnością to dzieło. Z ekranizacji niezmiennie zachwyca mnie Bela Lugosi i jego cudowny akcent. No i ekranizacja Coppoli - jedyne autentyczne i sensowne ujęcie romansu ludzko-wampirzego. Coppola wyciągnął z tego tematu maksimum i koniec - nie było i nie będzie już równie dobrego (i strawnego) romansu w tej tematyce.
    I numer trzy, o którym wspomniała Ann czyli seria "The Strain" (aka "Wirus"). Tutaj wampiry są dość nietypowe, ale zbliżone do klasycznych. Serial co prawda momentami bywa dość bezsensowny, głównie ze względu, że powieść rozgrywająca się w ciągu niecałych trzech dni, w serialu została rozciągnięta do dwóch tygodni. Za to same wampiry są takie jak powinny być - brzydkie, odpychające i groźne. Ann wspomniała tu o Quinlanie jako tym "dobrym", tutaj muszę przyznać, że idea dobrego wampira jest dla mnie dość bezsensowna, ale naprawdę postać Quinlana przekonała mnie, że można stworzyć ciekawą postać względnie dobrego wampira. Na dodatek prawdopodobną psychologicznie. Chociaż akurat z "The Strain" o wiele bardzie przemawia do mnie Sardu czyli Mistrz i pokazanie stworzenia wręcz prehistorycznego w sposób ciekawy, bo bądźmy szczerzy te wszystkie pradawne wampiry czy to u Anne Rice czy w serialach są dość komicznie i żałośnie współczesne. Natomiast w wypadku Sardu bliższy człowiekowi byłby przeciętny kosmita - nawet mały i zielony.
    No i ostatni tytuł - "Miasteczko Salem" czyli idealny horror o wampirach. Klimatyczne i wciągające. Co prawda momentami było dość przewidywalne, ponieważ czytałam tą książkę już po lekturze "Draculi", no ale mimo wszystko naprawdę miałam z tej książki przyjemność. Zwłaszcza, że sam wampir był tak wspaniale klasyczny, że aż miło.
    To w sumie takie cztery tytuły, które nie tylko darzę sympatią, ale i uważam, za jedyne dobre w tym temacie.
    A tak bardziej na wesoło to jedna z moich ulubionych postaci w grze "Heroes of Might and Magic III" to właśnie wampir - Thant. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nowoczesna wizja krwiopijców wpłynęła na Twoje poglądy odnośnie tej rasy?
      Negatywnie. Przed bumem na "Zmierzch" naprawdę lubiłam wampiry, chociaż ograniczało się to wtedy tylko do "Draculi" i "Miasteczka Salem" i filmu Coppoli. Owszem już wtedy bawiły mnie wymuskane pedałki Anne Rice czy filmowe przedstawienia wampirów niczym z top model, ale sama rasa kojarzyła mi się raczej pozytywnie. Współczesne przedstawienia wampirów jakoś nie mają dla mnie zbytniego sensu, a romans z wampirem zdecydowanie mnie odrzuca - w końcu to nic innego niż nekrofilia...

      Czy rasa ta ma prawo bytu?
      Prawdziwa i straszna? Owszem. Piękna i romantyczna? Nie. Współczesny wizerunek przeczy sensowi istnienia wampira, więc moim zdaniem nie ma racji bytu.

      Jak sądzisz, dlaczego w ostatnich czasach wampiry zyskały tak wielką sympatię?
      Hmmm... Pattinson i jego idealnie płaski profil? ;D
      Żartuję rzecz jasna. Oczywiście, że moda.

      Co sprawia, że wydają się nam intrygujące?
      Bardziej irytujące. A jeśli o prawdziwe wampiry chodzi to chyba chodzi o pokonanie śmierci i ich praktycznie wieczne życie. Wielu ludzi boi się śmierci, inni najwyraźniej próbują ją oswajać i stąd te wszystkie piękne i wiecznie młode wampiry. Jak to było w "Zagadce nieśmiertelności" z Davidem Bowie - nigdy się nie zestarzeć i nie umrzeć.
      Chociaż mnie akurat bardziej interesuje klasyczny wampir - potwór, który nie może egzystować bez krwi. To w sumie bardziej przygnębiające stworzenie...


      Boże, ale się rozpisałam. I to ja, która teoretycznie nie lubię wampirów. :D

      Usuń
    2. Wiem, że mój komentarz do tej dyskusji nic nie wniesie, bo o wampirach wiem tyle, co nic, ale i tak muszę coś napomknąć — również lubię Thanta i samą wzmianką o Heroesie III sprawiłaś, że włączam tę grę po raz tysięczny. ;)

      Usuń
    3. O! Thant! Faktycznie, tego wampirka to i ja kocham bo nie da się tego drania nie kochać. Najczęściej właśnie nim gram. Nie ma to jak wyjść z morderczej bitwy ze stratami na poziomie 0 i dodatkowymi kościejami. Tish, Caireann - macie dobry (a nawet najlepszy) gust! ;)
      Aż też muszę sobie znowu pograć. :)

      Usuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.