20 lutego 2015

Przegląd animacji pełnometrażowych (cz.1/10)


Cóż, z recenzją niestety nie zdążyłam, z poradnikiem tym bardziej, ale może to nawet dobrze - mam okazję zaserwować Wam coś odmiennego. Jak można wywnioskować z tytułu, swoisty artykulik-recenzja doczeka się dziesięciu części, a w każdej z nich pojawi się kilka minirecenzji bajek największych wytwórni animacji pełnometrażowych - Disneya, Pixara (z uwzględnieniem ich współpracy) oraz DreamWorksa. Jeszcze nie wiem, czy będę publikowała posty cyklicznie, zobaczy się. Dodam jeszcze, że prezentowane w każdym poście produkcje są wybierane losowo. Zrobiłam spis wszystkich animacji, które zamierzam uwzględnić w przeglądzie i korzystając z generatora losowych liczb, dobieram repertuar. Trochę jak w lotku :D
Jeżeli ktoś jest ciekawy numerów, tym razem wypadły: 10, 14, 21, 32, 34, 43, 48.

Tarzan (1999), Disney. Historia chłopca z dżungli, wychowanego przez małpy, została po raz pierwszy opisana przez Edgara Rice'a Burroughsa w jego powieści "Tarzan wśród małp", wydanej po raz pierwszy w 1912 roku, która zapoczątkowała cykl. Animacja należy do serii Disney Classics i została nagrodzona Oscarem za piosenkę Phila Collinsa "You'ill Be In My Heart" na rozdaniu w 2000 r. Jest to jedna z moich ulubionych bajek, niezaprzeczalnie wzruszająca, jak i pouczająca. Jak każda bajka Disneya, niesie ze sobą ważny przekaz - zwierzęta też potrafią kochać. Samo zetknięcie się dwóch obcych sobie światów jest bardzo interesujące. Osobiście uwielbiam sceny, gdy tytułowy bohater niczym dziecko musi dotknąć każdego nowego przedmiotu przywiezionego przez obcych na wyspę, jak i te, w których zabiera swą nową towarzyszkę Jane i pokazuje jej piękno dżungli. Piękno, którego dotąd nie znała, osaczona wręcz cywilizacją. Przepiękna muzyka Phila Collinsa dopełnia dzieło, wprowadzając odpowiedni klimat (szczególnie udany utwór - "Obcy tacy jak ja"). Oprócz tego w trakcie oglądania możemy raczyć się przyjemnie relaksującymi odgłosami życia lasu tropikalnego.

Mulan (1998), Disney. Animacja (również zaliczana do serii Disney Classics) opiera się na chińskiej legendzie o dziewczynie imieniem Hua Mulan, która przebrana za mężczyznę służyła w wojsku zamiast swojego ojca. Mężczyzna w podeszłym wieku, nieposiadający syna, nie był w stanie walczyć osobiście, gdy nadeszło cesarskie powołanie do armii. Bohaterka legendy przez dwanaście lat wspinała się po wojskowych szczeblach, aż do wysokiego oficerskiego stanowiska. Disney na bazie tej legendy stworzył bardzo podobną opowieść, choć wplótł w nią najazd Hunów na Chiny. Została nominowana do Oscara za najlepszą muzykę oryginalną do komedii lub musicalu. Z tejże produkcji pochodzą dwa z największych hitów muzycznych Disneya - piosenki "Lustro" oraz "Zrobię mężczyzn z was". Historia Mulan jest przejmująca głównie ze względu na ogromne poświęcenie dziewczyny wobec ukochanego ojca. Dołączając do armii w przebraniu mężczyzny ryzykowała nie tylko swoim życiem, lecz także utratą honoru całej rodziny, co - należy pamiętać - było najgorszą karą dla chińskiego ludu. Od młodej wojowniczki można się jednak wiele nauczyć, przede wszystkim wytrwałości w dążeniu do celu, pokonywania wszelkich przeszkód i poświęcenia się dla innych bez choćby chwilowego myślenia o sobie. Równie ciekawe jak śledzenie postępów Mulan w wojskowym szkoleniu jest obserwowanie bitew z Hunami. Wyjątkowo dobrze zostały one przedstawione pod względem historycznym i taktycznym. Film wywiera również na oglądającym bezustanne kibicowanie niezłomnej dziewczynie, a sympatia do bohatera, z którym mamy do czynienia w niemalże każdym kadrze, to podstawa.

Nowe szaty króla (2000), Disney. To chyba jedna z najzabawniejszych, czysto komediowych animacji tej wytwórni. Nie ma jednak nic wspólnego z baśnią Hansa Christiana Andersena "Nowe szaty cesarza", od której zapożyczono tytuł. Produkcja otrzymała liczne nagrody (głównie Annie) oraz jedną nominację do Oscara za najlepszą piosenkę - "My Funny Friend and Me" w wykonaniu Stinga. Opowiada o cesarzu, który chciał mieć dosłownie wszystko i był w stanie posunąć się do odebrania tego komuś innemu ze zwykłego kaprysu. Na tron, a także na życie Kuzco, czyha jednak jego "wierna" doradczyni Yzma, parająca się magią. Knuje spisek, którego celem jest ciche usunięcie władcy, najlepiej od razu ze świata. Przypadkiem jednak zamienia go... w lamę. Animacja jest bardzo rozrywkowa, pełna komicznych, choć jakże trafnych tekstów, i zabawnych sytuacji. Można również z minuty na minutę obserwować wewnętrzną przemianę głównego bohatera. Chciwość mimo wszystko nigdy nie popłaca, warto o tym pamiętać. Dowiaduje się o tym nie tylko Kuzco. Zdecydowanie jedną z najzabawniejszych postaci jest Kronk (klik - musiałam to wstawić!) i jego dwa wewnętrzne głosy objawiające się w postaci Anioła oraz Diabła. Ich wieczny konflikt jednocześnie miesza w głowie mężczyzny, jak i wskazuje mu drogę. Dobro kontra zło, wersja poglądowa. Bajka jest tak sympatyczna, że mimo braku większego przekazu (może za wyjątkiem wartości, jaką jest prawdziwa przyjaźń) wielokrotnie do niej wracałam.

Wielka Szóstka (2014), Disney. Jedna z najnowszych produkcji Disneya, całkowicie autorska. Ponownie spotykamy się z rysownikami przebojowej "Krainy Lodu" oraz "Zaplątanych". Tym razem akcja toczy się w "japońskim" mieście San Fransokyo. Genialny dzieciak Hiro Hamada po śmierci swojego brata chce dopaść mordercę. Konstruując niesamowite wynalazki sprawia, że on i jego przyjaciele stają się niemalże superbohaterami. Animacja jest bardzo wzruszająca, osobiście popłakałam się pod koniec. Oprócz standardowych przekazów przyjaźni oraz miłości pojawia się żądza zemsty, co u Disneya stanowi raczej rzadkość. Targany emocjami czternastolatek jest w stanie posunąć się nawet do zabójstwa. Granica między dobrem a złem zaczyna się więc zacierać. Jednocześnie współczujemy bohaterowi, jak i nie chcemy, aby splamił swój honor. Ukazana zostaje mroczna strona ludzkiej duszy pod różnymi postaciami, lecz także żal, rozpacz, zrezygnowanie. Po raz kolejny w produkcji Disneya złe uczucia nie zostały spłycone, a to ogromny plus. Wielka Szóstka ukazuje, że nawet dobrzy ludzie mają chwile słabości; są w stanie zapomnieć o swoim człowieczeństwie. Mimo że główny bohater, jego przeżycia i pragnienia zostały wyeksponowane, różnorodność charakterów wciąż jest wystarczająco widoczna i zadowalająca. Film został nominowany do Oscara za najlepszą animację, na rozstrzygnięcie trzeba będzie jeszcze trochę poczekać (dwa dni).

Zakochany Kundel (1955), Disney. Jedna z najstarszych produkcji animowanych (w ogóle). Czy jest ktoś, kto nie zna tej bajki? Osobiście nigdy specjalnie za nią nie przepadałam, ale nie potrafię zaprzeczyć, że jest nie mniej wzruszająca od innych. Choć nigdy nie przekonywała mnie postać Lady, rasowej psinki z dobrego domu, może ze względu na jej celową sztuczność. Oczywiście bajka pokazuje, że miłość może pokonywać wszelkie bariery, że zakochani - ludzie czy zwierzęta - zmieniają się, zazwyczaj na lepsze. Animacja niesie ze sobą jednak znacznie większy przekaz - każdego czasem ciągnie do wolności, lecz wolność ta, nieważne jak kusząca, ma swoje konsekwencje. Krótko mówiąc, bajka uczy brania odpowiedzialności za swoje czyny oraz szaleństwa w granicach rozsądku. Jest to trochę przykra wizja. Będąc zakochanym, chciałoby się dać porwać emocjom, iść całkowicie za głosem serca. Zostajemy jednak brutalnie sprowadzeni z podniebnych marzeń na ziemię, do świata obowiązków, do prawdziwego życia. Ponownie, jak w wielu innych bajkach Disneya, spotykają się tu dwa światy - bogactwa i zasad oraz biedy i wolności. Przeciwieństwa się przyciągają. Lady jest typową szlachcianką, wielką panią, jej ukochany Tramp - włóczęgą.

Król Lew II: Czas Simby (1998), Disney. Mówią, że nic nie pobije "Króla Lwa". Mnie osobiście o wiele bardziej podobała się druga część opowieści o Lwiej Skale, głównie ze względu na bohaterów (jestem wielką fanką Kovu). O wiele bardziej podoba mi się jednak motyw zemsty od zdrady, choć oba są iście intrygujące. Ponownie możemy spotkać Timona i Pumbę, zdecydowanie jednych z najlepszych postaci trylogii, którzy swoim komediowym charakterem umilają śledzenie krwawej historii bratobójczej walki o tron w części pierwszej. Tym razem pełnią jednak znacznie mniejszą rolę, stoją z lekka na uboczu, ale to nawet dobrze, gdyż pole do popisu dostaje najbliższa rodzina czarnego charakteru - matka Zira, brat Nuka, a także siostra Vitani. Oczywiście po raz kolejny pojawia się (nie)śmiertelny Mufasa. Dopiero druga część "Czas Simby" ujawnia nieco więcej z historii Lwiej Ziemi. Wcześniej o złych klanach lwów nie zostało napomknięte ani słowem. Jest to więc coś świeżego; właśnie to ujęło mnie w tejże animacji. Ponownie możemy wysłuchać pięknych piosenek, jak chociażby "Jeden głos" czy "Jeden z nas" oraz wspaniała "He lives in you" w wykonaniu Tiny Turner.

Atlantyda. Powrót Milo (2003), Disney. Druga część opowieści o Atlantydzie. Tym razem jednak legendarnego miasta będzie bardzo mało, prawie wcale. Bajkę można obejrzeć bez znajomości pierwszej części. I tym razem dzieje się nie mniej niż poprzednio. Razem z bohaterami wyruszamy w daleką podróż po powierzchni, co i rusz rozwiązując mroczne tajemnice. Na morzu potwór zatapia statki, krążą pogłoski, że to kraken. Milo wraz ze swą żoną Kidą, królową Atlantydy, zastanawiają się, czy stworzenie przypadkiem nie jest jedną z atlantyckich maszyn bojowych, które przed wiekami zostały powołane do życia. Stworzenie okazuje się jednak równie agresywne wobec swej rzekomej pani. To jednak nie koniec kłopotów... Animacja jest bardzo dynamiczna, tajemnicza. Typowo przygodowa. Brak jej co prawda klimatu, jaki panował w pierwszej części, kiedy to widza zżerała ciekawość na myśl o odnalezieniu legendarnego, zalanego przez wody oceanu miasta. Poruszane zostają za to kwestie między innymi mistycyzmu nordyckiego, choć mnie osobiście ten element kompletnie nie pasował do całokształtu. W pewnym momencie film zaczyna trochę przywodzić na myśl kreskówkę "Scooby Doo". Nie braknie w nim jednak zarówno zabawnych, jak i wywołujących dreszcz na plecach tekstów.

6 komentarzy:

  1. Ciąg za wajchę Kronk :)

    Strasznie pozytywny post i super, że będzie tego więcej. Też lubię do dzisiaj wiele bajek, ba nawet z wiekiem niektóre lubię coraz bardziej.
    "Nowe szaty króla" to genialna komedia, a dubbing jeszcze lepszy. Chyba jedna z tych bajek co nie może się znudzić. Ile razy bym tego nie widział - zawsze tak samo mnie śmieszy.
    "Tarzana" też bardzo lubię i aż mam chęć sobie odświeżyć. Zwłaszcza, że już mi po głowie chodzi piosenka Phila Collinsa.
    Za to "Atlantyda" zawsze i wszędzie będzie mi się kojarzyć tylko z serialem "Stargate". Pierwsza część niemal identyczna w klimacie, fabule i bohaterach, a druga momentami sprawia wrażenie jakby przerabiali niektóre odcinki na mini-historie...

    Chociaż w moim prywatnym rankingu bajek i tak nic nie pobije "Wall-e" i "El dorado" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham "Drogę do El Dorado"! *o* To jedna z moich ukochanych bajek. Nie chcę nawet myśleć, że będę musiała się hamować przy jej opisywaniu, żeby nie rozciągać postu w nieskończoność :< Ale i tak "Dzwonnik z Notre Dame" zawsze będzie zajmował specjalnee miejsce w moim serduszku.
      Tak, Kronk xD Chociaż druga część Szat niespecjalnie przypadła mi do gustu, mimo że opisywała historię Kronka po uwolnieniu się od Yzmy. Mimo wszystko odniosłam wrażenie, że robili ją nieco na siłę.
      Szczerze mówiąc, nie oglądałam Gwiezdnych Wrót, więc ciężko mi się wypowiedzieć. Nie bronię Disneya, któremu czasami zdarza się zerznąć z samego siebie (jak motyw przemiany w niedźwiedzia. Najpierw w "Mój brat niedźwiedź", potem w "Meridzie Walecznej". Ohesu, nie znoszę tego polskiego tytułu. Jak można tak "przetłumaczyć" Brave :< Chociaż Merida to bardziej dzieło Pixara, aleno).

      Bardzo się cieszę, że post się spodobał :) Miałam obawy, że zaraz padnie "a co to ma wspólnego z fantastyką?" albo "po co rozwodzisz się nad bajkami dla dzieci?". No, jak dla mnie to ma to całkiem sporo wspólnego z fantasy/sci-fi. Ale dobrze, że jest jeszcze na świecie trochę fanów animacji <3

      Usuń
    2. Chyba najlepsza bajka. W sumie to wręcz film przygodowy tylko w wersji animowanej. Genialne i tyle. ;)
      A drugiej części akurat nie znam i nawet nie wiedziałem, że jest. Czyli faktycznie zbyt dobra nie jest skoro nawet o niej nie słychać.
      Akurat moim zdaniem podobieństwo do Gwiezdnych Wrót to zaleta, a nie wada. Disney tu w pełni wykorzystał potencjał materiału i zamiast zwykłej bajki wyszedł im kawał dobrego sci-fi. Co prawda druga część nie jest aż tak efektowna, ale dla fanów Stargate, dwójka to dobra zabawa w szukanie nawiązań. Ja bym chętnie zobaczył więcej takich produkcji jak Atlantyda. ;)
      Tłumaczenia czasem są bolesne.

      A nawet pod dyskusją o wampirach miałem przypomnieć, że obiecywałaś kiedyś coś o Disneyu. No i proszę. :)
      Jak dla mnie bajki tu idealnie pasują. No i nie wiem czy do końca dla dzieci, bo taka Atlantyda ma chyba kategorię 12+?

      Usuń
    3. Piątka panie prezydencie!

      Jako fanatyczna fanka SG-1 i SG Atlantis muszę przyznać, że kocham Disneya za Atlantydę. Co prawda widziałam bajkę co najmniej sto razy i nadal nie przyjmuję do wiadomości, że główny bohater nie ma na imię Daniel tylko Milo, ale to szczegół. :)

      Usuń
  2. Pomysł na minirecenzje bajek jest świetny. W sumie to aż szkoda, że inne katalogi nie trzymają tak wysokiego poziomu i tak nie rozpieszczają czytelników jak Bar. :)
    "Tarzan" to jedna z moich ukochanych bajek - do dzisiaj mam ją na kasecie video. Kocham te piosenki i w ogóle wszystko.
    "Nowe szaty króla" podobnie jak z Tarzanem. Jak ja to uwielbiam! Szkoda, że druga część była kiepska. Ale za to udał im się serial - myślałam, że padnę ze śmiechu jak w każdym odcinku było "ciąg za wajchę Kronk" albo Kronk nie potrafiący rozpoznać Yzmy w przebraniu. Boskie. :D
    A "Króla Lwa" oglądałam właśnie od drugiej części, w sumie tak samo jak "Zakochanego kundla". ;)
    Ach, "Atlantyda". Kocham, kocham i jeszcze raz kocham. Druga część co prawda nie była tak cudowna jak pierwsza, ale też ją kocham. I o ile się nie mylę to właśnie w dwójce był akcent z Lovecraftem. ;)

    Miodzio. Więcej poproszę takich postów <3

    OdpowiedzUsuń
  3. "Zakochanego kundla" widziałem raz jako dziecko i nic nie pamiętam. Za to "Czas Simby miałem na VHS i nieźle go zajechałem. Może tak dobry, jak "jedynka" nie jest, ale stoi na bardzo wysokim poziomie.
    Reszty niestety nie widziałem. "Moimi" animacjami z tamtych lat było "Toy Story", "Herkules", właśnie "Król Lew", oraz te starsze, jak "Królewna Śnieżka" czy "Śpiąca królewna".
    Za obecnymi animacjami Disneya jakoś nie przepadam. Nie to, że są złe, ale jakoś 2D ma dla mnie większą magię.

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.