9 lutego 2015

Nowe posty, luty 2015

(Kroniki Wygnania autorstwa Omegona Alphariusa; dark fantasy)

Biorąc pierwszy ruch przeciwnika za sygnał do rozpoczęcia pojedynku, młodszy z wojowników zaczął posuwać się nieznacznie w lewo, stawiając pewnie bose stopy na rozgrzanym piasku. Jego ugięte kolana i napięte mięśnie zdradzały gotowość do skoku lub odparcia ataku. Widząc to, łysy mężczyzna ruszył w swoje lewo, utrzymując stały dystans pomiędzy sobą, a rywalem. W ruchach obu olbrzymów widać było spokój i doświadczenie, jednak wyższy z nich zaciskał co jakiś czas swoje zakrzywione palce w pięści – młodzieńcza niecierpliwość brała w nim górę nad chłodną, żołnierską kalkulacją. Na to zdawał się czekać jego oponent – widząc oznaki nadchodzącego ataku, uśmiechnął się szeroko, jakby chcąc dodatkowo sprowokować nieopierzonego rywala. Nie musiał długo czekać...


http://ostatni-blask.blogspot.com/
(Ostatni Blask autorstwa Mysterious; low fantasy)

Teraz spogląda mi tak samo w oczy jak wtedy, gdy zobaczyłem ją po raz pierwszy. Wygląda zupełnie jak tamta mała Judy - bezradna, cierpiąca.
- Przepraszam - mówię cicho i wyrywam się z uścisku.
Nie potrafię dłużej patrzeć jej w oczy. Nie potrafię.
- Jam... - prosi łamiącym się głosem.
Ruszam szybkim krokiem przed siebie. Jak najdalej. Od wspomnień. Od przeszłości. Od nich. Od niej. Zaciskam mocno zęby i po chwili przestaję już słyszeć ich głosy wśród ulewy. Samotny piorun przecina niebo na pół, a po nim następuje głośny trzask odbijający się echem w mojej głowie.
Zupełnie jak trzask pękniętego serca.


(Raptularz Zimnokrwistych autorstwa MlodejLarwy; dark fantasy)

Pod koniec wiosny przybyła nawałnica. Jeźdźcy, którzy przyjechali na chmurach burzowych. Całą noc słuchałem orkiestry grzmotów, koncertu huków i uderzeń, jaki wygrywali na niebie. Siedziałem przy oknie w sypialni i podziwiałem, jak białe i żółte błyskawice przecinały granatowe niebo, topiąc się we wzburzonych falach. Czarna woda uderzała wściekle w klif, rozbryzgując się po murach warowni. W powietrzu unosił się gorzki zapach morskiej bryzy, na języku czułem smak soli.
Sztorm skończył się chwilę przed świtaniem. Kiedy blask jutrzenki rozpostarł się po horyzoncie, zapanowała już całkowita cisza, a oceaniczne fale smagały leniwie ląd u podnóża urwiska. Wraz z pierwszym pianiem koguta do komnaty wpadł mój sługa.
— Waść raczy pójść za mną — rozkazał zdyszany. W jego oczach malowało się coś niepokojącego, jakby sam do końca nie wiedział, co myśleć i co mówić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.