1 stycznia 2015

Wyniki ćwiczenia literackiego

Nie ma to jak mały poślizg, nieprawdaż? :D Tylko prawie rok, hem hem.

Zadaniem było stworzenie opisu wybranego przez siebie miejsca spośród podanych (dla przypomnienia, były to: dworek szlachecki, stajnia, wiejska chata, cmentarz, zagajnik, sala tronowa, sklep sportowy, schronisko górskie, klub nocny, most, pokład statku kosmicznego). Ku naszemu zaskoczeniu, aż troje z Was wybrało cmentarz i tyle samo most. Oprócz tego pojawiła się jedna stajnia i jedna sala tronowa.
Tak jak obiecałyśmy, opublikowane teksty nie zostały podpisane. Myślę jednak, że każdy z Was rozpozna swój.


Tekst I: Most

Idąc z Placu Dwóch Krzyży w stronę dzielnicy Piekarki, żeby najprościej trafić do celu, należało trzymać się alei Oliwskiej. Całe światło wychwytywały tam wielkie ekrany baterii słonecznych, dlatego wysokie do nieba, szklane ściany wieżowców wydawały się czarne – przy ładnej pogodzie elegancko obsydianowie, a w pochmurne dni przytłaczająco smoliste. W ekranach odgradzających miasto od przepaści ziała jedynie owalna szpara mostu, jednego z nielicznych spinających dwa brzegi bezdennej szczeliny, która powstała podczas pierwszego Dnia Zniszczenia. Konstrukcja z grafitytanu wyginała się łukowato od jednego brzegu do drugiego i wydawała się trwała jak świat – bez drgnienia znosiła, kiedy po trzech pasach magnetycznych przemykały szeregi samochodów i ciężarówek, a piesi na chodnikach mogli czuć się bezpiecznie jak nigdy za ogromnymi ekranami z hartowanego szkła. Most był dumą ludzkości i jasnym wskazaniem, jak łatwo poradziła sobie ona ze skutkami niedawnej przecież katastrofy.
Gdy nadszedł drugi Dzień Zniszczenia, most pękł niczym zapałka w zamykającej się szczelinie.

Heroina:
Na początku powiem, iż pomysłem zdobyłaś mnie całkowicie. Nie jestem wielką fanką science-fiction, ale właściwie każdy rodzaj prozy jest w stanie mnie zainteresować, jeśli opiera się na oryginalnym pomyśle.
W oczy rzuciło mi się zaledwie kilka błędów:
„W ekranach odgradzających miasto od przepaści” – tutaj pojawiło się powtórzenie słowa „ekrany”. To samo słowo pojawia się wcześniej i dwa zdania dalej.
„Konstrukcja z grafitytanu […] wydawała się trwała jak świat” – wydawała się trwała jak świat, który jeszcze nie tak dawno… pękł? W obecnej sytuacji porównanie to jest mało trafne, aczkolwiek ostatnie zdanie mogłoby potwierdzić ową trwałość (równie szybko się rozpadł).
Dobry początek opowiadania, powiedziałabym. Intrygująco, nieco sarkastycznie, oryginalnie. Jednocześnie nie za krótko, choć tekst pozostawia uczucie niedosytu, co akurat w tym przypadku jest pozytywem. Opis jest bardzo zgrabny, zawiera ni mniej ni więcej informacji, ile w zasadzie trzeba, choć trochę odpłynęłaś, opisując miasto, zamiast skupić się w pełni - lub trochę bardziej - na samym moście.

Nearyh:
Należy się pochwała za bardzo przyjemny tekst. Przyjemny pod względem poprawności, oczywiście. Zgrabne, rzeczowe nakreślenie rzeczywistości, brak przytłoczenia zbędnymi informacjami, operowanie ciekawymi barwami, które dodają otoczeniu atmosfery. Przede wszystkim pojawia się bardzo lekko zarysowany klimat, atmosfera nie jest nachalna, ale poprzez tych kilka zdań naprawdę dało się chociaż jedną nogą wkroczyć w ten obcy dla nas świat. Mam nadzieję, że podobne opisy pojawiają się na każdym kroku w Twojej twórczości. Z uwag technicznych – w drugiej części tekstu nieco zgęstniały spójniki „i”. Nie jest to w żaden sposób karygodne, przesadne czy szalenie błędne, po prostu im lepiej coś napisane, tym bardziej się czepiam. Zastanowiłabym się nad zmienieniem jednego w inny spójnik albo próbą przebudowy zdania, żeby całość pozostała zwarta oraz płynna.


Tekst II: Cmentarz

Dziewczyna z oporem przekroczyła bramę. Już podczas otwierania tego pokrytego rdzą żelastwa przeszły ją ciarki po plecach, kiedy ocierające się zawiasy wydały przeciągły jęk. 
W mroku nocy kamienne nagrobki oświetlone blaskiem bijącym od Księżyca miały przerażający wygląd. Gdziekolwiek nie spojrzeć były nieprzeniknione cienie, w które pobudzony umysł dziewczyny wpychał upiorne bestie. Starała się jednak pokonać strach i nieśmiało ruszyła naprzód. Idąc między pomnikami, niemal czuła, jak posągi wodzą za nią pustym, martwym wzrokiem, niezadowolone z tej nieproszonej wizyty. Kamienne płyty i krzyże potęgowały poczucie obcości i niepokoju. Płomyki w nielicznych zniczach przywodziły na myśl duchy unoszące się nad grobami. 
Wiedziała, że cmentarz w świetle dnia wyglądałby o wiele bezpieczniej. Czające się cienie znikłyby, a pomniki nie wydawałyby się żywe. Teraz jednak najmniejszy szelest dobywający się od kęp suchych traw i nielicznych krzewów, sprawiał, że dziewczyna miała ochotę zawrócić.
Wreszcie doszła na miejsce. Świeżo wykopany dół czekał na swoją trumnę. 

Nearyh:
Na początek poleciłabym wyjustowanie tekstu, ponieważ dbałość o formę jest potrzebna nawet w takich drobnych ćwiczeniach. W ten sposób wyrabiamy sobie nawyk. Idąc dalej tropem błędów technicznych, pisanie „Księżyc” wielką literą jest cokolwiek zbędne. To samo tyczy się „Słońca” – tak na przyszłość. Przyjęło się pisanie małą literą, chociaż chodzi nam o ten nasz konkretny Księżyc oraz Słońce. Co więcej, pomyliły się dwa przecinki. Jeden brakujący po „gdziekolwiek nie spojrzeć”, a drugi zbędny po „nielicznych krzewów”. Momentami styl trochę zgrzytał, jak w momencie przedstawienia wyobraźni bohaterki – wpychanie upiornych bestii w cienie całkowicie psuje nastrój, powiem szczerze, bo czytelnik wizualizuje sobie cokolwiek zabawną scenkę.
Przechodząc do ogólnego podsumowania – dobry tekst. Mimo wszystko czegoś brakowało. Wiem czego, spokojnie. Otóż opis został stworzony z perspektywy bohaterki, bliżej nam nieznanej, ale jednak nie był bezosobowy. Zabrakło samych emocji. Opisy miejsc można tworzyć także poprzez emocje, bo bohaterowie w końcu zwracają uwagę na różne rzeczy, w zależności od ich charakteru czy upodobań. Tutaj było nieco sucho – wymienianie przymiotników, elementów wystroju, że się tak wyrażę, krótka refleksja. Żadnego niepokoju, niepewności, dreszczyku emocji. Zwłaszcza w środkowej części.

Heroina:
Nieco zachwiana kolejność informacji w zdaniach, przez co miejscami ciężko się czytało, jak tutaj: „W mroku nocy kamienne nagrobki oświetlone blaskiem bijącym od Księżyca miały przerażający wygląd”. Gdyby zamienić fragment oświetlone blaskiem bijącym od Księżyca (co, swoją drogą, powinno by napisane małą literą) z fragmentem miały przerażający wygląd miejscami, całość brzmiałaby znacznie lepiej, gdyż wówczas ostatnia informacja stałaby się tylko dopełnieniem.
Piszesz dosyć złożone zdania, jednak cały czas odbieram wrażenie, że tekst jest pocięty. Może gdybyś opis cmentarza oraz panującego na nim klimatu napisała nieco zwięźlej, połączyła pojedyncze zdania ze sobą za pomocą zaimków, dałoby to efekt ciągłości. Dobrym posunięciem było przedstawienie otoczenia w nawiązaniu do odczuć bohaterki związanych właśnie z tym miejscem. Aura mistycyzmu, która pojawia się w tym tekście, zakrawa o fantastykę, lecz nie jest nachalna. Ot, luźne nawiązanie do mentalności ludzkiej oraz wierzeń w różne formy życia pozagrobowego. Dzięki takiemu zabiegowi łatwiej jest wywrzeć odpowiednie wrażenie na czytelniku.
Niestety ostatnie zdanie w moim przypadku nie spełniło swojego zadania. Miało w założeniu zasiać grozę w sercu czytającego, tymczasem mnie nie poruszyło wcale. O wiele bardziej moją uwag przykuły posągi wodzące spojrzeniami za bohaterką (w jej własnym odczuciu), aniżeli świeżo wykopany grób.


Tekst III: Most

Oparłam się łokciami o zardzewiałą barierkę, przypominającą trochę splątane liany. Z nudów obrysowywałam palcem misterny metalowy listek. Zobaczyłam go od razu oczami wyobraźni jako posrebrzany twór błyszczący w słońcu, którym pewnie niegdyś był.
Przeniosłam wzrok niżej, chcąc wpatrzyć się w rzekę. Dziwne, bo nad dnem sunęła gęsta mgła, która nie pozwalała stwierdzić, czy pod spodem płynie woda, czy też nie. Efekt był taki, że w korycie zdawał się być strumień parującego mleka.
Dziwne miejsce, szepnęłam. Bardzo dziwne.
Ciekawe kiedy wzniesiono ten most, nasunęła mi się myśl. Zamiast elementu współczesnej architektury, albo chociaż z końca dziewiętnastego wieku miał kamienne podłoże rodem ze średniowiecza. I ta barierka. I te drewniane umocnienia...
Zobaczyłam, że przez mgłę, która roztaczała się nie tylko pode mną, ale też wokół tego dziwnego miejsca, przebija się wysoka szczupła postać. Nagle poczułam tak przerażający chłód jakbym stała na Syberii w centrum śnieżnej burzy.

Heroina:
Pierwsze zdanie pozostawia wiele do życzenia. Jest niezrozumiale napisane i aż prosi się o wytłumaczenie. Barierka przypominała splątane liany. Zapewne chodziło o to, iż została wykuta na kształt pnączy? Wobec tego ujęcie owej informacji w bardziej wyszukany sposób dałoby mocniejszy, a także pewniejszy efekt. Jak, chociażby, „oparłam się łokciami o zardzewiałą, wykutą na kształt pnączy barierkę”. Zwróć również uwagę, iż liany występujące w dżungli są na ogół prostymi ciągłymi roślinami. Zwieszają się luźno z gałęzi drzew. Pnącza natomiast wspinają się po innych roślinach, oplatają pnie drzew, splątują ze sobą. Barierka rzeźbiona na kształt lian wyglądałaby… raczej dość ubogo.
Z kolei drugie zdanie jest jeszcze bardziej niezrozumiałe. Zły dobór słów, złe określenia. Co rozumiesz przez „posrebrzany twór”? I następujących po nim słowach „którym pewnie niegdyś był”?
Generalnie o samym moście wiemy niewiele. Narzucasz nam mnóstwo informacji z architektury, ale robisz to bardzo koślawo, jakby w wymuszony sposób. Brak tu płynności, a także plastyczności. W efekcie odpowiedni klimat nie miał nawet szansy zaistnieć. Od razu z architektury przerzuceni zostajemy w fabułę, która nie wiadomo skąd się wzięła. Dostajemy opis po łebkach, po czym zaczyna się dziać coś zupełnie z innej beczki – zupełnie nagle, by już po jednym zdaniu nastąpił koniec tekstu. Zostawiasz czytelnika z wielkim znakiem zapytania.

Nearyh:
Błędy zdecydowanie pociągnęły tekst w dół. Po pierwsze – pomieszane przecinki. Straszny, straszny bałagan. Ponadto błędy logiczne. Gdzież mgła na dnie? Kto to widział parę wodną na dnie wody? Albo teoria o nieistnieniu kamiennych mostów współcześnie. Takie albo w średniowieczu, albo w dziewiętnastym wieku. Nogi by mi się ugięły, jako początkującemu historykowi sztuki, gdybym już nie siedziała. Rada na przyszłość – zanim zabłyśniemy takimi mądrościami, najpierw sprawdźmy wszystko bardzo dokładnie. A najlepiej sobie darujmy, żeby ktoś nie dostał zawału. Z przerażenia albo śmiechu.
Ponadto – brak justowania tekstu. Za to najchętniej urywałabym głowy, bo samo w sobie wywołuje wrażenie potwornej niechlujności.
Wracając do opisu samego w sobie. Pojawia się trochę niezgrabności, takich jak określenie płaskorzeźby tworem. Coś jak używanie słowa „przedmiot” jako synonim do wszystkiego, co tylko można pod to podciągnąć. Już lepiej użyć czasami zaimka. Co więcej, brakuje atmosfery. Mamy barierkę, rzekę, most, sylwetkę, która niczego do sprawy nie wnosi, ale ja za cholerę nie wiem, gdzie dokładnie się znajdujemy. Domyślam się, że dziewczę stoi na moście i kontempluje, jednak sposób opisu pozostawia wrażenie, że tkwi na balkonie i patrzy na jakiś most z jakąś rzeką. A ten gość z mgły (mgły na dnie!) to już w ogóle wyższa abstrakcja.
Podsumowując: poleciłabym na początek skupienie się na prozaicznym opisywaniu, bez silenia się na poetyckość. Wyjdzie to opisom na dobre, natomiast do twórczych, zawiłych porównań albo kiedyś dojrzejesz, albo nie – i, uwierz mi, nie będzie to żadna strata dla Twojego stylu. Niektórzy piszą tak, inni tak.


Tekst IV: Stajnia

Jak wygląda królewska smocza stajnia, zapytacie? Ja,  jako człowiek prosty, powiem, że jest duża. Nawet bardzo. Wygląda jak z drewna, acz z drewna być nie powinna i chyba nie jest. No bo taka gadzia kreatura chuchnie i budowlę trafił szlag. Siano tu leży w kopcach tak wielu, że zabić się o nie można, lecz myślę że to jedynie dla ozdoby, ponieważ jak długo na tym świecie żyję, nie widziałem smoka co by paszę zjadał. Co czas jaki łeb łuskowaty wystaje ze swego przedziału i się chowa, przyprawiając mnie o zjeżone włosy na karku. Boksy, ku mej uciesze, rygli, kłódek i łańcuchów mają przy bramkach tyle, że przez rok bym nie zliczył. Dłuższe niż końskie ‘pokoje’ tak z razy dziesięć, wyższe może piętnaście. Na końcu długiego korytarza znajdowały się schody, a na piętrze pewnie jeszcze więcej tych gadzich zmor. Wnioskuję po suficie, który trzęsie się jakby w rytm wielkich kroków.

Nearyh:
Ponownie brak justowania i błędy – zwłaszcza interpunkcyjne – wybijające z rytmu czytania. Ponadto uciekają Ci powtórzenia, brakuje Ci synonimów (od kiedy boks = pokój? Prędzej stanowisko, zwłaszcza w żargonie stajennym). Pojawia się także błąd logiczny – otóż stajnia niby z drewna, ale tylko tak stylizowana, bo smoki by spaliły ją oddechem. Natomiast to siano to też stylizowane na suszoną trawę? Siano to jedna z bardziej łatwopalnych rzeczy w stajni, dlaczego to sobie tam może leżeć, zwłaszcza skoro żaden smok tego nie je? Piromani tam pracują jacyś?
Skoro już sobie ponarzekałam na błędy, przejdę do samego opisu. Podoba mi się utrzymanie go w jednolitej, nawet dość ciekawej, gawędziarskiej konwencji. Przypilnowałabym przede wszystkim stosowania szyku przestawnego – raz jest, raz niekoniecznie. Czasami też kuleje narracja z powodu wymuszonej stylizacji. Zamiast wymyślać nie wiadomo co, lepiej skupić się na prostym przekazie. Zakładam, że właśnie to miało miejsce przy nieszczęsnym „przyprawiając mnie o zjeżone włosy na karku”, co jest cokolwiek kuriozalną figurą stylistyczną. Przyprawić można o dreszcze, włoski na karku stają dęba, włos się na głowie jeży. Związki frazeologiczne powinny zostać naszymi przyjaciółmi!

Heroina:
Praca zdecydowanie zdobyła moje uznanie, jeśli chodzi o koncepcję miejsca, jak i sam pomysł na poprowadzenie opisu. Choć miałam niejakie wrażenie, iż narracja z punktu widzenia „wioskowego głupka” przychodzi Ci z trudem.
We fragmencie „dłuższe niż końskie ‘pokoje’” próbowałaś chyba wybrnąć z powtórzeń, ale muszę powiedzieć, iż nie wypadło to najlepiej. Osobiście wstawiłabym tam raczej dłuższe od końskich tak z razy dziesięć. Prosto, zwyczajnie, gdyż w zdaniu wcześniej mowa jest o boksach, a kwestia kłódek jest tylko dopełnieniem.
Nagle ni z tego ni z owego zmieniasz czas z teraźniejszego na przeszły. Do tej pory narrator opowiadał o stajni, jakby nas po niej oprowadzał, aż tu nagle pojawia się „znajdowały się schody”. Czyli już się nie znajdują? Co się z nimi stało?  Trzeba pamiętać o konsekwentnym trzymaniu się czasu, inaczej przejrzystość narracji szlag trafi.
Tekst zdecydowanie trafia w moje gusta, choć brakuje mi zakończenia. Ucinasz go, pozostawiając mnie z nieprzyjemnym niedosytem. Bez żadnego konkretnego zakończenia, jak gdyby był to podręcznikowy opis. Zaczęłaś bardzo dobrze. Zwrócenie się do czytelnika już na początku przykuło moją uwagę, zaintrygowało, dlatego też wspomniany brak zakończenia był strzałem w kolano.


Tekst V: Most

Most rozciągał się poza horyzont, tak był długi. Musiałem przyznać, zaparł mi dech w piersiach, gdy go pierwszy raz ujrzałem w promieniach słońca. Teraz ten sam widok nieskończonej drogi tęczowego kryształu rozciągającego się ponad chmurami odebrał mowę mym towarzyszom. Właściwie nic dziwnego, to tylko śmiertelnicy z Midgardu i pierwszy raz widzą Bifrost na oczy.
Szeroki, że pięć rydwanów mogłoby spokojnie jechać obok siebie, żadnych kolumn, przeszkadzających barier typowych dla ludzkich budowli lub innych elementów dodawały piękna budowli Asgardu. Zwłaszcza Marik patrzył z uwielbieniem, gdyż jak pamiętałem interesował się cudami innych światów. Pamiętałem, że Heimdall kiedyś przyrównał most do lukrowanej wstęgi łączącej wszystkie dziewięć światów, skrzącej się cukrem i pociągającej swym pięknem. Dalej widok będzie jeszcze wspanialszy, ponieważ w świetle gwiazd kryształy będą się mienić, a wiatr, unikalny tylko dla przestrzeni pomiędzy światami, zagra na nich muzykę niemożliwą do skopiowania przez jakikolwiek znany mi instrument.

Heroina:
Nie pierwszy raz natykam się na motyw tęczowego mostu i porównanie go do zrobionego z cukru. Niemniej jednak tekst ma pewną ciekawą cechę – wzniosłość, aczkolwiek nie nadmierną, która wyolbrzymia wspaniałość mostu, czyniąc go wręcz baśniowym, co generalnie nie pasuje do brutalnej i krwawej nordyckiej mitologii. Uwydatnia jednak jej małe, choć równie istotne, radosne aspekty. Dobrym posunięciem było użycie prawowitych nazw, które naprowadzają nieznające zbyt dobrze mitologii wikingów osoby na właściwy trop. Również imiona bohaterów wpasowują się w klimat.
Oprócz tego opis jest bardzo dobrze napisany pod względem merytorycznym. Nie ma natłoku zbędnych informacji, które odwracałyby uwagę od istoty mostu, a jednak został on dostatecznie szczegółowo zobrazowany. Zostawiasz nieco pola do popisu wyobraźni czytelników, nie mówiąc wszystkiego wprost, a tylko rzucając delikatne wskazówki, jak na przykład w tym fragmencie: „nieskończonej drogi tęczowego kryształu” – niby wprost, a jednak na około. Czy most tworzyły spojone kryształy? Czy był gładki jak lustro? A może tylko połyskiwał i przywodził na myśl szlachetne kamienie? Czasami zbyt dokładne opisy szkodzą wyobrażeniu, dlatego tutaj nie mam do czego się przyczepić.
Pojawia się również fragment nawiązujący do o wiele bardziej złożonej fabuły, aniżeli tylko przedostanie się na drugą stronę w określonym celu. Wspominasz o wielu światach i przestrzeni między nimi, a więc opis równie dobrze mógłby być niewielkim elementem dłuższej historii. Sam w sobie, oczywiście, również jest w stanie zaciekawić i nasycić – za to duży plus.

Nearyh:
Tutaj wśród błędów kuleje justowanie, trochę przecinki oraz kwestia językowa. Przede wszystkim przydałyby się opisowi stylistyczne poprawki, ponieważ wkrada się i szyk przestawny, i złe użycie niektórych słów, a czasami nie tyle złe, co niezgrabne. Psuje to odbiór, sprawiając, że człowiek bardziej się skupia na szukaniu sensu niż płynnym przekazie. Może pomogłyby nieco krótsze zdania – z pewnością natomiast ich inne budowanie.
Jedno, co rzuciło mi się w oczy, to faktyczny brak konkretów. Zostają przytoczone reakcje, zostają przytoczone cudze opinie, ale nikt nie kwapi się, by powiedzieć czytelnikowi, co on właściwie ma przed nosem. Długi most. Błyszczący się oraz grający – ale grający dopiero dalej. Wszyscy są zachwyceni, ale my zachwytu nie czujemy. Pod tym względem troszkę słabo. Za to bardzo zacne porównania, gdyby je trochę połatać z tych stylistycznych dziur, nadawałyby przyjemny smaczek.


Tekst VI: Sala tronowa

Okropnie zmęczony wszedł do sali. Poczuł zimny powiew na policzku, usłyszał cichy szept. Światło wpadało przez wysokie witraże, tworząc różnobarwne, pastelowe plamy na jasnej marmurowej posadzce. Przez środek przestronnego pomieszczenia przebiegał krwistoczerwony dywan – i był to jedyny żywy akcent wśród bladych kolorów dnia. Pośrodku sali siedział król, rozparty w swym wielkim tronie, aż nazbyt wyraźnie przyozdobionym skradzionymi ludziom bogactwami. Na jego twarzy widniał ironiczny uśmiech.
Zbroja rycerza zadzwoniła wśród pięknych, kamiennych ścian, kiedy ten podszedł o parę kroków do przodu. Ostrze miecza rysowało wspaniałą posadzkę, krew plamiła zdradliwą biel wnętrza.
I wtedy nagle runął na ziemię, a echo upadku zawirowało wśród ścian.
A później salę wypełnił cichy, wdzięczny śmiech władcy, rozbawionego kolejnym buntowniczym odruchem.
Czyżby znowu komuś nie udało się go zabić?

Nearyh:
Zaserwowałaś nam (bez justowania!) opis zawierający bardziej wydarzenie niż samą lokację. Skupiłaś się na śmierci, kiedy my chciałyśmy miejsce. Ale w porządku, mogę przymknąć oko, każdemu zdarza się coś gorzej zrozumieć. No dobrze, to po kolei.
Przede wszystkim podczas narracji wszystkie postaci cholernie się pochędożyły. Wyszło na to, że ktoś wszedł, ktoś zadzwonił zbroją, król siedział, zbroja umarła, koniec. Podejrzewam, że przybyszem oraz trupem jest ta sama postać, ale to nie wynika z narracji. Wprowadziłaś trochę zamętu. Jeśli chodzi o samo miejsce akcji, zważając na sytuację, zarysowane jest dostatecznie. Skupiamy się w końcu na tym, co się dzieje, nie na tym, jak wygląda tło.
Gdybyś kiedyś jednak planowała opisać pomieszczenie dla samego pomieszczenia, bo jest to potrzebne, będziesz musiała skupić się na większej ilości detalów. Tutaj sala tronowa to tron, okna, dywan i ściany – a założę się, że te ściany nie były tak po prostu z kamienia, że zostały jakoś ozdobione. Tylko tyle znajdowało się we wnętrzu? A może jakaś miejscowa sztuka albo zagraniczna? I tak dalej, i tak dalej…

Heroina:
Opis jest dość tajemniczy, niewiele wyjaśnia. Doczytałam do końca z wyrazem twarzy mówiącym „Halo! To już? Ale o co chodzi?”. Tak po prawdzie – chyba nie wyłapałam aluzji. Zrozumiałam, iż w opisie mieliśmy do czynienia z zamachowcem oraz jego wierutną porażką, wystawieniem się na pośmiewisko i to u stóp swej niedoszłej ofiary. Nie zrozumiałam jednak dlaczego ów zamachowiec nie był w stanie dopełnić zadania i, na bogów, czemu król przesiadywał w sali tronowej zupełnie sam, bez straży przybocznej? Dlaczego rycerz wkroczył do komnaty skrwawiony? Mało, bardzo mało. Brakuje jakiejkolwiek wzmianki, która rzuciłaby odrobinę światła na zaistniałą sytuację.
Sam opis wnętrza również mnie nieco zawiódł, lecz nie pod względem szczegółów. Mamy dywan, witraże, snopy światła, bogaty tron, kamienne ściany i białą posadzkę, po której ktoś bezpardonowo rysuje mieczem i chlapie krwią (ten akcent akurat wypadł całkiem zgrabnie, to muszę Ci przyznać). I wszystko w porządku, lecz żal mi trochę, że opis pomieszczenia wypadł dość blado, bez wyrazu. Może to zależy od gustu, mnie jednak bardzo pasowałaby tu złowieszcza aura, potęga tego miejsca. Brak mi w tekście po prostu mocnych słów, które przykułyby uwagę, tworząc nieco barwniejsze podłoże, jak chociażby „ostra biel marmuru”. No i to jedno słowo, które burzy wszystko – „pięknych, kamiennych ścian”. Serwujesz nam scenę, w której myśliwy staje się ofiarą – i mówisz przy tym o pięknych ścianach, ugh!


Tekst VII: Cmentarz

Wrota cmentarnej bramy zaskrzypiały przeraźliwie zwiększając grozę i tak już panującą na cmentarzu pogrążonym w mroku. Nastolatka ruszyła przed siebie alejką. Cmentarz otaczał mur kamienny. Niedaleko znajdował się las, dlatego od czasu do czasu dało się usłyszeć pohukiwanie sowy. Groby były oddzielone od siebie małymi płotkami. Najnowsze, znajdujące się zaraz przy wejściu były oświetlone przez znicze. Leżały na nich świeże kwiaty. Było widać, że ktoś o nie dba. Jednak im dalej szła dziewczyna tym groby były w gorszym stanie. Zniszczone, zapuszczone. Zapomniane. W końcu dziewczyna doszła na koniec ścieżki. Jej oczom ukazał się zniszczony drewniany krzyż. Zauroczona podeszła i dotknęła go opuszkami palców. W tej samej chwili usłyszała hałas. Obróciła się instynktownie, a krzyk zamarł jej w gardle.

Heroina:
Pierwsze, co rzuca mi się w oczy – był, była, było, były. Zbyt często powtarzane słowo. Drażnią mnie krótkie zdania, które w większości dałoby się skrócić lub zupełnie je wyeliminować. Oto przykład: „leżały na nich świeże kwiaty. Było widać, że ktoś o nie dba” można zamienić na jedno – leżały na nich świeże zadbane kwiaty. W opisie bardzo brakuje mi synonimów; tekst przepełniony jest powtórzeniami. Proponuję tutaj dać zamiast cmentarza – nekropolię, grobu – mogiłę lub miejsce spoczynku, zniszczone – zbutwiałe/skruszone/omszałe (zależnie od materiału). To znacznie poprawiłoby czytelność.
Do sposobu przestawienia sytuacji również nie jestem do końca przekonana. Zaczynasz spokojnie, choć lekko niepokojąco, ale już po chwili aura ta zupełnie zanika. Pojawia się niewyjaśniony spokój, który towarzyszy bohaterce. Z tegoż powodu zakończenie nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Właściwie ani odrobinę mnie nie zaskoczyło, ani nie zaniepokoiło, a sądzę, że powinno. Myślę, że gdybyś zamieniła kolejność – zaczęła lekko niepokojąco, by później z każdą chwilą wzmacniać napięcie i dopiero na końcu „wybuchnąć”, tekst wywarłby o wiele większe wrażenie. Takie, jakby to określić… crescendo.
Oprócz tego – cmentarz jak cmentarz, nic nadzwyczajnego. To oczywiście w niczym nie przeszkadza. Z każdego materiału można zrobić coś fascynującego, a cóż bardziej fascynuje, jeśli nie ziemia przesiąknięta śmiercią? Niewielki suspens jest wskazany, postaraj się o tym pamiętać, tworząc mroczne otoczenie.

Nearyh:
Co Wy, ludzie, tak się boicie justowania tekstu?
W pierwszym zdaniu od razu rzucają się w oczy brakujące przecinki i powtórzenia. Dalej nie jest lepiej, zwłaszcza z czasownikiem „być”. Stylistycznie znowu pojawia się szyk przestawny, niepotrzebne plątanie wyrazów, żeby potem biedny czytelnik musiał sobie literować dla zrozumienia sensu. A wreszcie – strasznie. Pociachane. Zdania. Zdania pojedyncze źle się czyta – one pomagają dynamizować akcję, a cóż chciałaś dynamizować na cmentarzu? Dopiero pod koniec mogło pojawić się drobne napięciu, nie od. Pierwszego. Zdania. Przy. Bramie. Cholera.
Poza tym napisane jest to… bardzo szkolnie. Wymienione podstawowe elementy, najlepiej rzeczownik oraz przymiotnik czy coś w tym guście, prześledzona pobieżnie cała droga przez cmentarz… i co? Gdzie groza albo spokój? Gdzie napięcie albo ulga? Gdzie ta atmosfera, gdzie poczucie nocy, gdzie strach, gdzie cokolwiek? To brzmi jak suchy opis inwentaryzacyjny, tylko zawiera czasowniki. Jest w pewien sposób poprawny, ale brakuje mu duszy. Nad tym trzeba popracować, spróbować bawić się słowem. Trochę bardziej malować, nie wymieniać. Bardzo. Krótkimi. Zdaniami.


Tekst VIII: Cmentarz

Papierosowy dym unosi się nade mną. Zbliżam się ku końcowi tego materialnego trunku. Wypuszczam dym z ust. Gaszę papierosa. Przydeptuję go glanem. Przekraczam bramę cmentarza. Urok miejsca zatopiony we mgle. Pełnia księżyca. Spoglądam na zegarek w telefonie. Pierwsza. Jasność oślepia mnie. Niezrażona idę dalej. Latarnie oświecają mi drogę. Mijam grobowce. Wyczytuję napisy z nagrobków. Ostrożnie przypatruję się zdjęciom. Zaczyna padać śnieg. Czarny kaptur nasuwam na głowę. Zatrzymuję się przy jednym nagrobku. Odgarniam z niego naprószony śnieg. Pod moją dłonią napis:”Bądź silna”. Podążam wzrokiem na dane: „Rozalia zm. 28.05.1997”. Moje dane narodzin. Zdjęcie nie przypomina mi osoby, którą mogłabym znać. Wstaję. Siadam na murku. Gałęzie drzew chronią mnie przed płatkami śniegu. Słyszę tylko bicie swego serca. Dostrzegam czarnego kota. Zdążam tylko ujrzeć blask w jego oczach. Uciekł. Czas na mnie. Zeskakuję z murku. Echo rozniosło stukot moich glanów o płytki chodnikowe. Przekraczam granice cmentarza. Wracam do domu z kłębkiem myśli.

Nearyh:
I… nie ma justowania! Jestem w szoku, no zupełnie się nie spodziewałam, doprawdy.
Tekst jest trudny w odbiorze. Podejrzewam, że zdaniami pojedynczymi chciałaś nadać mu klimat – nie wyszło. Przy czytaniu dostaje się mentalnej zadyszki. Krótkie zdania wcale nie są prostsze w odbiorze, płynniej odbiera się te dłuższe pod warunkiem, że umiemy je budować. Jeśli nie umiemy, proponuję skupić się na złożonych, ale nie wielokrotnie. W tym momencie, gdy mamy tylko zdania pojedyncze, nie czuć duszy. Ot, suche wymienianie, wyliczanie, podmiot + przydawka + orzeczenie, cześć, do domu. Przynajmniej nie było błędów interpunkcyjnych – w całym tekście pojawiły się chyba tylko kropki. W jednym miejscu też użyłaś nieodpowiedniego cudzysłowu.
Ostatecznie nie jestem pewna, co chciałaś przekazać tekstem. Bo zwykle coś chcemy w tekście zawrzeć. Konkretny obraz, konkretne emocje, konkretne wydarzenia. Tu zabrakło po trochu wszystkiego, nie widzieliśmy ani celu, ani motywacji, nic. Przychodzi, siada, wychodzi, siema, fajnie było. Aha. Klimatu nie dało się odczuć z powodu niedociągnięć stylistycznych, zresztą nawet te pojedyncze zdania niespecjalnie starały się malować otoczenie, ot, informowały o kilku niezbędnych rzeczach, żeby postać nie poruszała się w białej przestrzeni. Doceniam próby zachowania stylistycznej konwencji, ale tym razem zupełnie nietrafione metody. Aczkolwiek eksperymentuj dalej – z pewnością prędzej czy później dojdziesz do tego, jak budować otoczenie w słowie pisanym. Tego nas nikt nie nauczy, więc trzeba próbować samemu.

Heroina:
Słowo „trunek” niekoniecznie pasuje do papierosów.
Ach, gubię się w zbyt krótkich zdaniach. Dwa, trzy, maksymalnie cztery słowa. Tekst jest strasznie pocięty, a przez to nieczytelny; rozprasza i odwraca uwagę od meritum, do którego czytelnik winien powoli zmierzać. Informacje są porozrzucane, brakuje jakiegoś usystematyzowania 
Pojawia się tu pewna nieścisłość – dziewczyna zostaje oślepiona blaskiem ekranu komórki, choć idzie oświetloną latarniami aleją. Fizycznie to gryzie się ze sobą. Jeśli nasze oczy przyzwyczajone są do wcale nie tak bladego światła, to różnica kilku odcieni jasności nie robi większej różnicy, nawet w przypadku wrażliwych źrenic.
Tekst jest, mówiąc brutalnie, drastycznie nijaki. Poza zamieszczeniem wielu szczegółów nie ma tu zupełnie niczego. Bezbarwnie, sucho, encyklopedycznie wręcz. Tak, to dobre określenie - podręcznikowy opis zabytku. Ale przede wszystkim nieciekawie. Nawet przy opisywaniu pospolitego miejsca, które w tym zadaniu akurat było najważniejsze, należałoby zainteresować nim czytelnika. Ponadto za bardzo wzięłaś sobie do serca ilość słów i do tak krótkiej formy wrzuciłaś dłuższą fabułę. Bohaterka wpada na cmentarz, kuca, wstaje, siada, wstaje i wypada. Nie widzę w tym najmniejszego sensu. Gdybyś uchwyciła chwilę samego klęczenia przy grobie, posiłkując się wówczas elementami otoczenia, opis wypadłby o wiele lepiej.
Konstrukcje zdań praktycznie nie istnieją ze względu na ich znikomą długość. Tak poszarpany tekst czyta się bardzo nieprzyjemnie, ciężko skupić się na istocie rzeczy, do tego pędząca fabuła i w pośpiechu wyrzucane kolejne cechy cmentarza.

10 komentarzy:

  1. Widzę, że nie poszło tak źle. Jednak następnym razem na pewno będzie lepiej ;) Dziękuję za opinię i rady. Z opisami mam problem dlatego właśnie zgłosiłam się do ćwiczenia ;) Mam nadzieję, że wasza akcja zostanie kontynuowana i będę mogła się bardziej podszkolić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, z waszej strony wypadło świetnie. Czego nie można powiedzieć o naszej sprawności oceniania... xD

      Usuń
  2. Opis Sali tronowej jest wycięty - to celowo czy przypadkiem?

    Bardzo dziękuję za komentarz, na pewno rady się przydadzą. I w sumie za całą resztę opinii do innych prac też, bo lubię czytać oceny również cudzych tekstów. Mam nadzieję, że ćwiczenia literackie będą się dalej pojawiać - jeśli chodzi o mnie, to mogę czekać na następne wyniki nawet i kolejny rok.

    Z ciekawości - czy byłby chętny zgłosić się autor Stajni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypadkiem, postaram się go lada moment dokleić. Kiedy odkryję, dlaczego nie mam powiadomień o komciach :c Niewybaczalne.
      Powinny pojawiać się dalej, chociaż postaramy się, żeby wyniki ukazywały się ciut szybciej. Rok to jednak sporo czasu, winc.

      Usuń
  3. Miło było w końcu zobaczyć wyniki. Zjechana od góry do dołu - i tak ma być, a nie że "pięknie, wspaniale i pisz jeszcze". Tego mi było trzeba.! Dzięki.

    Dobrze było poczytać też inne opisy, zawsze się czegoś człowiek nauczy. Miejmy nadzieję, że następnym razem będzie choć trochę lepiej, heh.

    Dobra, dobra. Przyznaję się. Opisy miejsc to zawsze była moja słaba strona, o ile nie najsłabsza. Chyba najwyższy czas nad tym popracować.

    Dzięki raz jeszcze.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne ćwiczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kluczem do sukcesu jest obserwowanie, a potem próby oddania nie tylko tego, co się widzi, ale też czuje. No i trzeba ćwiczyć. Bez ćwiczenia niczego się nie osiągnie, więc nawet jeśli nie wychodzi, to zacisnąć zęby i próbować ^^

      Usuń
  4. Fajnie było zobaczyć, że na tamten czas moje zdolności pisarskie i wyobraźnia aż tak bardzo nie zardzewiały. Choć, szczerze powiedziawszy, mocno wątpię bym dzisiaj mógł napisać coś na podobnym poziomie po tak długiej u mnie przerwie (ponad pół roku, tak myślę XP).
    Samo ćwiczenie sprawiło mi przyjemność i widzę, że akurat w przypadku mojego tekstu opinie Heroiny i Nearyh są diametralnie odmienne co do charakteru jego napisania. To dobrze, bo znaczy to, że mam już pewien charakterystyczny dla siebie styl XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żyjesz, Argray. Tak się niedawno zastanawiałam - co stało się z "Pierwiastkiem".? Szkoda by było, żeby przepadł w odmętach internetów.

      Pozdróweczki :D.

      Usuń
    2. Ano, żyję c:
      Jednak czasu lub chęci przez ostatnie pół roku mało, więc zawiesiłem swoje pisanie. Mimo to nie porzuciłem go i skoro zaczął się nowy rok, to może uda się wykrzesać trochę weny i energii na kilka dodatkowych zdań. Kolejny rozdział Pierwiastku jest ukończony tak w 90% mimo wszystko...

      Aaaa właśnie.
      Trochę spóźnione, ale wszystkim czytelnikom i naszym barmankom życzę Szczęśliwego Nowego Roku :D

      Usuń
    3. Powodzenia w takim razie :).
      Dobrego roku!

      Usuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.