22 stycznia 2015

[RR; XI] Żywi, choć martwi

Temat dzisiejszej dyskusji przeszedł dosyć długą drogę ewolucji. W pierwszym założeniu miał on ponownie dotyczyć science-fiction, ponieważ tak licznie i ochoczo uczestniczyliście w ostatniej odsłonie RR. Pod postem o podróżach czasoprzestrzennych nawiązała się bardzo interesująca dyskusja, w której udział brało sporo mających rozbudowane zdanie na ten temat osób. Miejmy nadzieję, że i tym razem będzie się o co spierać :)
Idąc tropem idei sci-fi, dyskusja początkowo miała dotyczyć antyutopii oraz utopii, później obcych ras i wojen międzyplanetarnych. Niestety musiałabym nieco bardziej przygotować się do któregoś z tych tematów, a obecnie nie przebywam u siebie. Tak więc odłóżmy to na przyszły miesiąc (przypuszczam, że będzie to różnica dwóch tygodni od teraz), a na razie zajmijmy się... horrorem!

Jednym z pierwszych filmów o zombie w obecnie znanej nam formie była "Noc Żywych Trupów" wyreżyserowana przez Georga Romero (1968 r.), choć sama nazwa zombie powstała nieco wcześniej, rozpowszechniona przez Williama Seabrooka pod koniec lat 20. XX wieku. Przez dziesiątki lat obraz nieumarłych diametralnie się zmieniał, mimo że koncepcja pozostała w gruncie rzeczy ta sama. Narodziła się prawdopodobnie z kultury voodoo.

Na początku za zombie uważano człowieka dotkniętego klątwą, który wracał zza grobu jako poniekąd żywe zwłoki. Uznawano również, że to ciało ulegające czyjejś woli, działające zgodnie z nią. Obecnie proces powstawania zombie tłumaczy się różnie. Epidemia nieznanego wirusa, mutacje genetyczne, skażenie nuklearne. Sam obraz zombie również nie jest jednoznaczny. Niekiedy są to istoty bardzo ruchliwe, przerażająco wręcz zręczne i inteligentnie, innym znów razem to powoli poruszające się zwłoki, gnijące w promieniach słońca.

A jakie jest Wasze zdanie o zombie? Czy przekonuje Was koncepcja żywych trupów? Jaki byłby Wasz plan na przeżycie, gdyby wybuchła apokalipsa zombie? Jak sądzicie, dlaczego temat, choć wykorzystany chyba na wszelkie możliwe sposoby, wciąż cieszy się ogromnym zainteresowaniem i niezaspokojoną ciekawością? Dlaczego przeraża nas wizja umarłych powracających zza grobu? Czy macie ulubiony film lub książkę z tego zakresu?

16 komentarzy:

  1. Moim ulubionym zombie jest komandor Shepard z serii Mass Effect (na początku drugiej części został zabity i po około dwóch latach w grze wskrzeszony, więc się liczy, prawda?). I choć to zombie w guście sci-fi, a nie horroru, to nieumarłych można chyba spotkać w każdej konwencji, tak są popularne.
    Ta popularność według mnie polega na dwóch rzeczach. Po pierwsze to fascynacja wymieszana z ciekawością na temat życia po życiu, czyli pytanie stare jak świat "Czy istnieje Niebo?" (ewentualnie inny świat spirytystyczny). Ludzie zawsze chcieli wiedzieć, czy nasza dusza po śmierci wędruje gdzieś, czy umiera razem z nami, a czy jeśli wędruje, to czy da się ją przywołać, nawet jako coś niedobrego.
    Druga zasługa popularności zombiaków to strach. No bo jak się nie bać czegoś czego nie da się zabić, bo już jest martwe, i próbuje zabić nas (powtórzenie celowe XD)? Można tylko uciekać przecież.
    A właśnie. A czemu w ogóle zombie mają być złe? Bo Bóg stworzył życie i śmierć, a wszystko co się temu nie poddaje to nienaturalne przekleństwo i zła wola za tym? W Meksyku celebruje się święto zmarłych na wesoło, zostawia się przodkom słodycze itp. w duchu przywitania śmierci, więc trochę inaczej niż w przypadku Halloween czy naszych rodzimych zaduszek.

    Tak na marginesie. Jeśli chodzi o zombie to Japończycy w zeszłym roku wyemitowali anime "Niedziela bez Boga", gdzie ludzie po śmierci nie wyruszali na tamten świat, tylko "żyli" dalej na Ziemii. Oczywiście ich ciała już się regenerowały i nie rośli, więc można powiedzieć, że to spokojniejsza wersja apokalipsy zombie. Polecam choćby obejrzeć kilka pierwszych odcinków c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego zombie muszą być złe?
      Wydaje mi się że to wynika z ich korzeni tak jak pisała Degausser ale również z tego że, zombie tradycyjne są albo kontrolowane przez kogoś (najczęściej złego) albo są opanowane przez wirus, grzyba czy innego pasożyta i ich jedynym celem jest rozprzestrzenianie się. Natomiast przykłady o których ty piszesz nie nazwałbym zombie, właśnie przez to że "żyją" zwyczajnie i mają starą świadomość. Określiłbym je jako nieumarłych ale to tylko moje zdanie, a jestem człowiekiem który nie jest wielkim fanem zombie, więc może się mylę ;)

      Usuń
  2. A ja przyznam, że fenomen zombie jest dla mnie absolutną zagadką i dogłębnie nie ogarniam, co jest w nich takiego fajnego. Nie, żebym bardzo próbowała się do nich przekonać, ale chcąc nie chcąc na kilka filmów/tekstów o nich natrafiłam, ale skończyło się na wynudzeniu mnie kompletnie. Dlatego jestem ciekawa, co fascynaci żywych trupów powiedzą na ten temat, bo chociaż mnie już raczej nie przekonają, to autentycznie jestem ciekawa, jakie są powody tej w końcu bardzo głębokiej i szeroko zakrojonej fascynacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. YASSSS *zapowietrza się, przygotowuje inhalator i rozkłada wszystkie swoje zabawki*
    Zombie (i wszystko z nimi związane) zaskarbiły sobie moją miłość nie ze względu na to, że pchają do rozmyślań na temat życia po życiu, nie był to też strach, oba wspomniane przez Argray. To, co ja uwielbiam w apokalipsie zombie, czy to filmowej, książkowej, komiksowej (prawdziwej? Chlip) - jakiejkolwiek - jest możliwość obserwacji ludzi. To, co zrobią w danej sytuacji zagrożenia życia, czy uratują obcą, nieznaną albo słabo znaną im osobę, a nawet czy będą mieli dostatecznie dużo odwagi, by uratować kogoś z rodziny. No i idąc dalej tym tropem, można dostrzec zmiany w zachowaniach (podejrzewam, że zazwyczaj na gorsze), a może nawet nie tyle co zmiany, a uwydatnienie mało widocznych wcześniej cech. Utrata zaufania względem ludzi (do jakich wydarzeń to doprowadzi?), być może większa skłonność ku rozwiązaniom siłowym (jakie będą tego konsekwencje?), większe wyrachowanie (jak odbije się to na relacjach w grupie lub z bliskimi?), mogłabym wyliczać i wyliczać, bo zmiany w sposobie myślenia lub w charakterze i ich konsekwencje są jak dla mnie bardzo interesujące.

    Nawiązując też do pytania Argray - "A czemu w ogóle zombie mają być złe?", jak dla mnie tutaj dużą rolę odgrywa to, że zombie kiedyś były normalnymi ludźmi. Takimi, co to sobie hasali po świeżym powietrzu, nawiązywali relacje z innymi ludźmi, w końcu tworzyli rodziny, majstrowali sobie dzieci - większość to, wiadomo, mniej lub bardziej dobre osoby, które raczej nikogo by nie skrzywdziły. Zombie wyglądają jak ludzie, ale nie hasają, tylko gonią, nie nawiązują relacji, tylko atakują, nie tworzą rodzin, tylko hordy, nie majstrują dzieci, tylko zarażają ludzi i przyczyniają się do rozrostu... gatunku. Porównując coś takiego, raczej każdy postawiony na przeciwko żywego trupa nie uznałby go za dobrego (to, że byłyby potencjalnie interesujące, to inna sprawa). Coś jak gdyby postawić człowieka przed klatką z niedźwiedziem - wtedy jesteśmy bezpieczni i nie uważamy niedźwiadka za zagrożenie, więc możemy spróbować się czegoś o nim nauczyć, poobserwować, co robi, jak się zachowuje, tralalala, ale inaczej zareagowalibyśmy, gdyby wrzucono nas do klatki z tym jakże uroczym niedźwiadkiem. Nawiasem mówiąc, niedźwiedzie jakoś bardziej przerażają mnie bardziej niż zombie.
    Oto powód szeroko zakrojonej satysfakcji :P. Same zombie - meh, urocze, interesujące, ale na dłuższą metę mogą być nużące. Zombie jako narzędzie - wyciągam popcorn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale ja się pytam, dlaczego te zombie mają być jak niedźwiedź niebezpieczne. W przytoczonych przeze mnie przykładach (kultura Meksyku, Niedziela bez Boga) zombie nie są wcale żądnymi naszych mózgów bestiami o nieskończonej wytrzymałości spopularyzowanymi przez kino i komiksy. Właściwie jedyną różnicą pomiędzy żywymi i nieżywymi tutaj jest to, że ci drudzy umarli. I jeśli moment śmierci nie zostawił widocznych śladów na ciele, to w sposób widoczny nie można było nawet rozróżnić umarłego od żywego (brak bicia serca i inna temperatura ciała to już jakiś kontakt, więc do pierwszego wrażenia nie przypisuję).
      Właśnie to mnie zastanawia. Czemu zombie są ukazywane jako złe istoty, a nie osoby, które umarły i nie odeszły, a zwyczajnie dalej prowadzą codzienne "życie"?

      Usuń
    2. Ach, trochę inaczej to odebrałam.
      Voodoo, czarna magia? ;) Od tego właśnie powstały zombie - wskrzeszone przez kogoś, kto później sprawował nad nimi kontrolę. Jeden mógłby wykorzystywać sobie takich bezmyślnych zombie jako siłę roboczą na polu, drugi bardziej wątpliwych moralnie czynów...

      Usuń
    3. Cóż, nie do końca czarna magia i Meksyk nie ma w kulturze voodoo. Jakby to ująć...? Można sobie wyobrazić człowieka, który zmarł we śnie, ale rano wstał i spędził kolejny dzień nieświadom swojej śmierci np. na pieczeniu chleba. O takie zombie mi chodzi. Nie mają one absolutnie nic wspólnego ze złem.
      I pamiętam, że widziałem/czytałem kilka pozycji z takim dobrym wizerunkiem zombie (tytułów poza "Niedzielą..." nie pamiętam) i jednak widać, że nie jest on zbytnio popularny. Sławne są tylko te złe, zgniłe i często same bezmózgie.

      Usuń
    4. Czy taka sytuacja nie była u Pratchetta? Na pewno w Straży Nocnej i w jeszcze jakimś tomie cyklu u Śmierci, ale nie pamiętam którym. Idea tam była właśnie taka, że w pierwszym przypadku koleś był psychiczny i nie przyjął do wiadomości, że umarł, a w drugim, że Śmierć zrebelił i nie zabierał zmarłych z ich ciał. I tam właśnie te zombie żyły zupełnie normalnie, były akceptowanymi członkami społeczeństwa i musiały trzymać się daleko od ognia, ale oprócz bycia zombie każdy z nich miał własny charakter. No ale Pratchett to Pratchett. Taką wersję zombie kupuję, chociaż prawda, że nie ma ona specjalnie punktów stycznych z popularnym rozumieniem tych stworów (no, zresztą tak samo jak Pratchettowskie wersje wampirów czy wilkołaków).
      Wracając do tematu - w sumie kupuję to wyjaśnienie Degausser, że po prostu chodzi o ukazanie reakcji ludzi w konkretnej sytuacji. W końcu dla mnie też clue programu to zawsze wrzucenie bohaterów w jakąś paskudną sytuację i obserwowanie, co zrobią - z taką tylko różnicą, że akurat moje sytuacje nie zawierają zombie, ale bardziej przyziemniejszą wojnę czy coś w ten deseń.

      Usuń
    5. Argray, no tak, ale odpowiadałam na pytanie, dlaczego zombie muszą być złe, więc sięgnęłam do korzeni, a korzeniami byłaby właśnie Afryka, może Haiti (chociaż do ich kultury zombie przywitały raczej z Afryki właśnie...), a nie Meksyk.
      Niofomune, a te książki to sobie przeczytam, bo taka wizja brzmi ciekawie :).

      Usuń
    6. W Straży Nocnej tam tego mało jest, ale zgooglałam sobie tę książkę z cyklu o Śmierci i to był Kosiarz. Na pewno to takie, cóż, inne spojrzenie na tę tematykę, chociaż prawda, że nie każdemu Pratchett pasuje.

      Usuń
  4. Kocham zombie! Mam opracowany plan uwzględniający ludzi, których zabiorę (ich przydatność) punkty, które zahaczę, uciekając i przedmioty jakich będę potrzebowała. Przeczytałam kilka książek i jestem wielką fanką TWD. Nie przepadam za niestandardową koncepcją zombie jak w World War Z. Jak dla mnie pełen old school powolne, bezmózgie i kłapiące zębiskami obrzydlistwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, no ale zombie z World War Z były standardowe - powolne, raczej bezmózgie (z tego, co pamiętam), zębiskami też kłapały, ile wlazło. Chyba że chodzi ci o te filmowe - wtedy jedynie pozostaje mi polecenie ci przeczytania książki, bo film nawet nie może jej butów lizać.

      Usuń
    2. Książki nie czytałam, więc nie neguję, jednakowoż w filmie owe zombiaki były bardziej niż ruchowe. Rzecz jasna tylko w momencie, gdy wypatrzyły ofiarę. Dla porównania - w Zetce bohaterowie musieli niemalże biec na złamanie karku, uciekając przed hordą. W The Walking Dead z kolei mogli po prostu nieco szybciej iść, unikając kontaktu ze Szwendaczami, bo te biegać raczej nie potrafiły.

      Usuń
    3. Co ciekawe było w filmowym World War Z, to właśnie zachowanie zombiaków, bo atakowały bardzo zwierzęco. E, w TWD to raz Szwendacze włóczą się centymetr na godzinę, a raz bez problemu truchtają za bohaterami (wtedy, kiedy ma być suspens, rzecz jasna), ogólnie ich zachowania są bardzo niekonsekwentne czasami. Chociaż to teoretycznie można zrzucić na stopień rozkładu... Wracając do książki WWZ, to taki must read na liście każdego maniaka zombie.

      Usuń
  5. Ja też jakoś nie ogarniam fenomenu zombie. W ogóle mnie ta tematyka ani nie kręci, ani nie przeraża, co najwyżej trochę śmieszy.
    W sumie jedyny film o zombie, który naprawdę mi się podobał to World War Z. Film momentami był tak absurdalny i oderwany od jakiegokolwiek realizmu, że aż śmieszny, ale zombiaki były niebanalne, a pomysł z epidemią ciekawy, więc film mi się podobał (i to nie tylko z powodu kapitalnej ścieżki dźwiękowej).
    Wspomniane wcześniej The waking dead kompletnie do mnie nie trafiło i ledwie zmęczyłem jeden odcinek. W sumie z innymi produkcjami o zombie miałem podobnie, więc też jestem ciekaw fenomenu zombie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Temat już starszy, ale muszę się wypowiedzieć. ;)

    Jakie jest Wasze zdanie o zombie?
    Ja mam bardzo specyficzne podejście do zombie. Z jednej strony nie rozumiem ich fenomenu, z drugiej darzę je sympatią. Zawsze jak mam chęć obejrzeć jakiś zabawny horror to wybór pada na zombiaczki, które zazwyczaj są dość pocieszne i zabawne niż straszne.

    Czy przekonuje Was koncepcja żywych trupów?
    O wiele bardziej przekonuje mnie od koncepcji oszałamiająco pięknych nieumarłych jak choćby wampiry. Zombiaki są brzydkie, odpychające i przez to bardziej sensowne. Poza tym koncepcja zombie związana z voodoo jest niesamowicie interesująca, czy wręcz fascynująca, zatem w sumie można powiedzieć, że jaka kolwiek koncepcja zombie jako tako do mnie trafia.

    Jaki byłby Wasz plan na przeżycie, gdyby wybuchła apokalipsa zombie?
    O ile ze względu na mój zawód, nie padłabym ofiarą już pierwszego dnia to plan byłby prosty - zaszyć się w bezpiecznym miejscu i nie pchać tam gdzie jest niebezpiecznie. Zaś jeśli chodzi o ochronę przez zombiakami, to jestem bardzo ciekawa jak reagowałyby choćby na środki chemiczne stosowane przy balsamacji ciał. Jeśli zaś epidemia zombie przypominałaby tą z World War Z to pewnie próbowałabym dotrzeć do jednego ze szpitali od chorób zakaźnych i jakoś pomóc (lub chronić) tamtejszym lekarzom.

    Jak sądzicie, dlaczego temat, choć wykorzystany chyba na wszelkie możliwe sposoby, wciąż cieszy się ogromnym zainteresowaniem i niezaspokojoną ciekawością?
    Moda? W latach 50 i 60 królowało sci-fi i utopie, w 70 i 80 space opera, potem był bum na fantasy, a teraz mamy wampiry i zombie. Ludziom przejadły się brokatowe wampiry i na odtrutkę wolą brzydkie zombie, czemu się jakoś nie dziwię.

    Dlaczego przeraża nas wizja umarłych powracających zza grobu?
    Mnie chyba przeraża rozkład. Cały proces rozkładu ciała jest tak odrażający, że nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy wolą tradycyjny pochówek od kremacji. Gdybym spotkała kiedyś zombie najbardziej przerażałoby mnie to co dzieje się z ich ciałami - smród, gnicie... Brrr

    Czy macie ulubiony film lub książkę z tego zakresu?
    Zdecydowanie i bezkonkurencyjnie "World War Z" czyli ekranizacja "Światowej Wojny Z w relacjach uczestników". Głównie ze względu na inne i niebanalne podejście do tematu. Same zombie też są moim zdaniem ciekawiej przedstawione niż w wielu filmach czy serialach (taki TWD np. w ogóle do mnie nie trafił i po dwóch odcinkach stwierdziłam, że jest do kitu). Bardzo podobał mi się też wątek zombie w serialu "Z Archiwum X", gdzie przedstawiono klasyczne zombie - czyli związane z rytuałami voodoo. W ogóle chyba najciekawsze zombiaki w ogóle.

    No i na koniec mały bonus, dzięki któremu nawet zagorzali antyfani zombie poczują do nich sympatię... ;)
    https://www.youtube.com/watch?v=lNtxkmFpWWk

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.