8 stycznia 2015

[RR; X] Podróże czasoprzestrzenne

Dawno nie było dyskusji. Obiecuję, że teraz będą się one pojawiały o wiele częściej - przynajmniej raz w miesiącu (to na pewno), a najprawdopodobniej dwa razy, chyba że znajdą się ciekawsze rzeczy, jak na przykład kolejne ćwiczenie, poradnik czy konkurs.
Wzięłam sobie Wasze opinie do serca. Do tej pory sądziłam, że większość z Was kicha na science-fiction oraz horror; że wolicie dyskutować na tematy stricte fantasy. A tu proszę, tylu obrońców naukowej fikcji się znalazło :)
Tym razem podyskutujemy sobie w nieco inny sposób.

Gdyby podróże w czasie były możliwe, choć nie ogólnodostępne (wyobraźcie sobie, że jesteście kadetami centrum czasoprzestrzennego i posiadacie wymagane pozwolenie), do jakich czasów chcielibyście się przenieść i co ewentualnie byście zmienili? Weźcie, rzecz jasna, pod uwagę, jakie mogłoby to mieć konsekwencje.

Osobiście z ogromną chęcią udałabym się w przeszłość, do okresu ukochanego przeze mnie średniowiecza, jednak jedynie jako obserwator. Przeraża mnie możliwy tak zwany "efekt motyla" i z pewnością nie chciałabym mieć na sumieniu zrujnowania całego znanego nam świata, nieważne, jak byłby okrutny. Jako obserwator baczyłabym na to, aby pozostać niezauważoną, ale jednocześnie zebrać jak najwięcej informacji, które rzuciłyby więcej światła na podłoże historyczne. Z pewnością przydałyby się one ludzkości. Dzięki temu moglibyśmy odszyfrować wiele tajemnic, które od wieków nas intrygują, jak chociażby okoliczności powstania kamiennego kręgu Stonehenge czy kamiennych drzwi Puerta de Hayu Marca, które rzekomo otwierają się tylko dzięki "kosmicznemu dyskowi". Choć może nie wszystkie sekrety powinny zostać odkryte...

A Wy? Co sądzicie o podróżach w czasie? Gdzie byście się udali i po co? Czy odważylibyście się zmienić bieg historii? W jakich okolicznościach moglibyście się tego dopuścić i dlaczego? Co najbardziej chcielibyście odkryć i czy byście to ujawnili? Jak wyobrażacie sobie taką podróż i jej konsekwencje? A może podróż w przyszłość?

Dyskutujcie! :)

23 komentarze:

  1. Jeśli podróż w czasie to tylko w przyszłość, jest zbyt wielkie ryzyko że zmienię świat na gorsze albo zniszczę siebie samego.
    Po co? To chyba oczywiste, po miecze świetlne, wyniki meczów i Wiedźmina 3 (może kiedyś wyjdzie). :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jak już, to do przodu, w bliżej niesprecyzowane czasy, w których mieliby ładne, odpicowane statki kosmiczne i jakąś nową, fajną fizykę. Cofanie się raczej do mnie nie przemawia, bo niespecjalnie mnie interesują same wydarzenia, ale bardziej jakieś nowe dla mnie poznanie świata (i ładne statki kosmiczne, bo jestem płytka jak kałuża).
    Chociaż akurat jeśli chodzi o zmianę historii, to jestem raczej "wyznawczynią" idei, że to niemożliwe - albo wszystko i tak zostało już wliczone w przeszłość, albo zmiany dokonały się nie w przyszłości, z której pochodzę, ale alternatywnej, która się wytworzyła. Dlatego w sumie w podróże po czasie wybierałabym się bez jakiegoś certolenia, że zepsuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam! Przybywam z bloga http://fantasies-sherry.blogspot.com/ ponieważ miałam dać znać, czy do lutego pojawi się nowy rozdział. Moja odpowiedź brzmi: owszem, pojawi się. Prawdopodobnie w ten, albo przyszły weekend. :) Dziękuję za zwrócenie uwagi. :)
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  4. Blog funkcjonuje, ale ze względu na wypadek i pobyt w szpitalu musiałam na dłuzszy czas zrezygnowac z pisania, jednak nowy rozdzial mam nadzieje pojawi sie wkrótce... Jezeli znow nie trafie do szpitala xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Cofnąć się w czasie o parę tygodni, obstawić odpowiednie numery w lotka... to by było to! ;)
    Albo kusząca wizja ingerencji w ważne światowe wydarzenia i zasianie chaosu. Chociaż wszystko i tak prędzej czy później sprowadzi się do bycia bogatym i władzy, więc może to i lepiej, że nie posiadam wehikułu.
    Za to podróż w przyszłość wydaje się dość kusząca. Zobaczyć na własne oczy upadek ludzkiej cywilizacji - bezcenne.
    I skoro miałbym już podróżować w czasie to obowiązkowo musiałbym odwiedzić rok 802 701 - tutaj chyba nie muszę mówić dlaczego. ;)

    Jeśli chodzi o konsekwencje to zawsze fascynowały mnie paradoksy i alternatywne rzeczywistości, więc na pewno nie unikałbym decyzji, które mogłyby do nich doprowadzić. Za to rola obserwatora w najmniejszym stopniu by mnie nie satysfakcjonowała. Jeśli nie można ingerować w świat i historię to po co w ogóle podróżować w przeszłość? Z drugiej strony obserwowanie przyszłości też jakoś niespecjalnie pociąga, w końcu i tak wiadomo jak to się skończy. ;) O wiele lepiej brać czynny udział - zmieniać własną przeszłość i kształtować przyszłość znając konsekwencje konkretnych decyzji. Czyli tak czy siak wszystko sprowadza się do pieniędzy i władzy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, mnie jakoś kasa nigdy specjalnie nie pociągała. Nawet teraz, gdy czasem nie jestem w stanie kupić sobie choćby jednej książki w miesiącu, bo wolę jednakowoż jeść, wygrana w totolotka nie jest szczytem moich marzeń. Niemniej jednak można by dzięki temu pomóc wielu ludziom, a w każdym razie tym, którzy naprawdę na to zasługują (ach, te mniejszości...).
      Oglądanie zagłady własnej cywilizacji również nie wydaje mi się szczególnie atrakcyjne, jednak nie z powodu strachu (szczerze mówiąc, aż szkoda, że ta cywilizacja nadal istnieje), lecz żalu. Żal mi tej pięknej planety; świata, który mógłby być naprawdę wspaniały bez ludzkiej ingerencji. A niestety zagłada ludzkości wiąże się ze zniszczeniem Ziemi. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że nasz koniec sprowadzimy na siebie sami.
      Aczkolwiek zgodzę się, iż wobec wizji nieuchronnej zagłady, ingerencja w czas jest bardzo bardzo kusząca :) Można by to wykorzystać na tyle sposobów, ach!

      Usuń
    2. Tutaj wydaje mi się, że ludzka natura prędzej czy później popchnie każdego podróżnika w czasie do tego, by wykorzystać choć minimalnie swoje możliwości w celach materialnych. Czemu w takim razie nie totolotek? Najmniej szkodliwy. ;)
      Niekoniecznie. Upadek ludzkiej cywilizacji nie musi być zagładą gatunku ludzkiego. Tutaj znów odwołam się do mojej ulubionej - i chyba najbardziej prawdopodobnej - teorii dotyczącej naszej przyszłości (Wells i rok 802 701), która zakłada, że ludzkość upadnie w skutek własnej degeneracji, a nasza planeta pozostanie i może w końcu odpocznie. Coś takiego przyjemnie byłoby zobaczyć. Jeśli nie miałaś okazji czytać - polecam Ci "Wehikuł czasu" Wellsa. To co on tam opisuje, można zobaczyć już współcześnie - rozwój cywilizacji, zwłaszcza technologii, uwstecznia inteligencję ludzi.

      Usuń
    3. Skojarzyłam od razu, że chodzi o "Wehikuł Czasu", bo gdzieś już o tym czytałam (nie pamiętam, artykuł czy recenzję, w każdym razie jakiś tekst poświęcony po części tej pozycji), ale do samej książki nigdy się jeszcze nie zabrałam. Niemniej dziękuję za polecenie, dodam do listy "to read" :)
      Pewnie by tak było, że każdy rozważyłby wykorzystanie możliwości podróży w celu wzbogacenia się, lecz uważam, że nie musiałoby tak być, gdyby nasza mentalność była inna. Tymczasem wszystko (głównie media oraz konsumpcjonizm, jakim cechuje się nasze społeczeństwo) sprowadza się do pieniędzy. Może jestem naiwna, ale w moim odczuciu to nawet przykre.
      Oczywiście. To nie był wyrok, tylko przypuszczenie. Niemniej musisz przyznać, że taka możliwość wchodzi w grę i wcale nie jest taka odległa. Wystarczy wziąć pod uwagę technologię nuklearną. Prosty przykład tego "uwsteczniania się", o którym wspominasz. Człowiek ma w dłoniach potęgę i - o niespodzianko - wykorzystuje ją w dokładnie taki sposób, w jaki pierwotne plemiona wykorzystywały kamienie (i wcale nie chodzi tu o tworzenie nowych rzeczy, lecz o - kolokwialnie ujmując - napieprzanie się z "wrogami").
      Miliony lat ewolucji i powoli wracamy do punktu wyjścia.

      Usuń
    4. Polecam i nie zrażaj się wstępem naszpikowanym fizyką. Książka jest fascynująca, tak fakt, że napisał to 22 latek. Przemyślenia i spojrzenie na ludzkość wskazują raczej na bardzo starą duszę. (I jak tu nie przypuszczać, że on naprawdę miał wehikuł...).
      Raczej gdyby świat był inny. Idealista może być idealistą, ale idee go nie nakarmią, nie ubiorą i nie dadzą mu dachu nad głową. Czy jest to wina mediów? Nie sądzę, media co najwyżej mogą nam wmawiać, że potrzeba nam więcej niż faktycznie, ale faktyczny problem to kompletnie niezorganizowane systemy państwowe. (Demokracja to pomyłka...). Łatwiej byłoby zignorować ludzką mentalność w innych okolicznościach.
      Nie sądzę. Obecnie raczej taka wojna nie miałaby racji bytu, bo kogo urządzałaby konflikt, którego nie da się wygrać bo giną obie strony? Chyba tylko skrajnych fanatyków. Cała ta broń nuklearna to tylko pokazówka pt. "mam i mogę". Te prymitywne instynkty są silne, ale instynkt przetrwania jednak dominuje i najpewniej zawsze będzie dominował. Dlatego uważam, że taka możliwość owszem istnieje, ale nie uważam jej za prawdopodobną dopóki ludzie będą przejawiać instynkt samozachowawczy

      Ciekawa dyskusja - od podróży w czasie do perspektyw dla ludzkości. Idziemy wellsowskim tokiem rozumowania. ;).

      Usuń
    5. No i niestety znów się nie zgodzę, bo jak najbardziej wojna, gdzie obie strony giną, jest możliwa. Akurat wpasowałam się w temat, bo nie dalej niż dwa dni temu dyskutowałam z ojcem o konflikcie imperialnym Stany-Rosja. Przypuszczając, że jedna ze stron zdecydowałaby się na drastyczny krok, jakim byłoby spuszczenie bomby nuklearnej na przeciwnika - sądzisz, że wówczas atakowana strona siedziałaby z założonymi rękami? Wątpię. Raczej wyglądałoby to mniej więcej tak (musisz mi wybaczyć posiłkowanie się cytatem z "Kosogłosa", ale zwyczajnie pasuje on do sytuacji): "And if we burn, you burn with us!". To jest właśnie ta wizja nieuchronnego końca. "Przegrani" odpowiedzieliby tym samym i nagle cała półkula północna przestałaby istnieć. Mało prawdopodobne? Może, niemniej jednak wciąż możliwe. Prawo Murphy'ego To jedna z wielu opcji, a kto wie, co ludziom jeszcze strzeli do łbów.
      "Gdyby świat był inny", ale czy naprawdę to Ziemia decyduje o mentalności ludzkiej? Ten "świat" zbudowaliśmy my, sami decydując o jego konstrukcji. Może tak było wygodniej. Chętnie bym się temu przyjrzała, podróżując w przeszłość. Nie lubię niewyjaśnionych tajemnic ;)

      Usuń
    6. Wtrącę się delikatnie, skoro poruszono tak ciekawy temat jak obraz ludzi i społeczeństwo.
      Ale na początek małe sprostowanie. My nie mamy demokracji. Demokrację w sensie tego słowa mieli tylko Ateńczycy, a i tak była ona niepełna. To co nazywamy demokracją jest w rzeczywistości chorą republiką, gdzie wybieramy swojego przedstawiciela u władzy, a do wyboru jest tylko krwiożerczy wilk lub nienasycony niedźwiedź. Rządzący jednak wolą to nazywać "rządami ludu", bo może jednak ograniczy to trochę ataki na ich bogate osoby i da im spokój do nachapania się ile wlezie.
      "Wehikuł czasu" czytałem co prawda i data też wydała mi się znajoma, ale znacznie lepiej pamiętam film. Na młodszym ja wywarł trochę większe wrażenie. Jednak co do wellsowkiej wizji końca świata zawsze miałem drobne zastrzeżenie. No bo skoro ludzie zasiedlili księżyc, to co ich powstrzymywało przed osiedleniem się na stacjach kosmicznych lub ich planetach i księżycach naszego układu? Jakoś mnie przekonało to, że cała cywilizacja zdolna do swobodnych lotów między planetą, a jej satelitą była zmieciona przez rozpad tego drugiego.
      Co do wojen i niszczenia wrogów... Ludzie już tacy są. Prawdopodobnie przestaniemy być ludźmi jakich znamy, gdy przestaniemy prowadzić wojny. Ponadto największe wynalazki powstały z potrzeb albo wojennych albo gospodarczych. Na przykład internet to wynalazek wojskowy, tak samo jak wiele rozwiązań technologicznych do aut, narzędzia do badania kosmosu czy dna oceanów itp. Już tak mamy, że poprzez destrukcję poprawiamy naszą wiedzę o świecie.
      To tyle ode mnie c:

      Usuń
    7. Też się delikatnie wtrącę, ale kwestia księżyca nie ma nic wspólnego z wellsowską teorią. Akurat film ma z książką wspólny jedynie tytuł, bo reżyser uznał, że musi być miłość, główny bohater nie może być tak pragmatyczny jak był u Wellsa, ludzkość nie może być tak bezwartościowa i niech najpierw się wzniesie w kosmos i upadnie w skutek katastrofy, a nie głupoty.
      W książce nie było mowy o kosmosie, a wszystko sprowadzało się do tego, że postęp ogłupiał ludzi, a udogodnienia cywilizacji sprawiały, że ludzie uzależnili się od tych dobrodziejstw tak, że potem nie byli w stanie samodzielnie wykonywać najprostszych czynności. Koniec końców w roku 802 701 ludzie zmienili się w Elojów - rasę która na przestrzeni tysiącleci straciła do reszty inteligencje (vide ogłupienie przez technologię) i nie potrafili nic przy sobie zrobić (vide uzależnienie od technologii). Natomiast geneza Morloków w książce nie została wyjaśniona. Ale zgodnie z przypuszczeniami bohatera Morlokowie byli tymi, którzy stoją za postępem, czyli patrząc współcześnie - twórcami nowej technologii lub naszych współczesnych ogłupiaczy. Dzisiaj ta zależność Eloje - Morlokowie już funkcjonuje - Morlokowie pasożytują na nas tworząc coraz to nowe gadżety, które my - Eloje - musimy mieć, bo jesteśmy już niezdolni funkcjonować bez nich. I tak naprawdę zgodnie z teorią Wellsa to ludzkość już upada.
      Radzę przeczytać ponownie książkę, bo warto. ;)

      Usuń
    8. Hm, nie czytałam Wehikułu ani nie oglądałam filmu, lecz koncepcja, o której piszesz ("potem nie byli w stanie samodzielnie wykonywać najprostszych czynności") kojarzy mi się z bajką Disneya "Wall-e", gdzie społeczeństwo żyjące na pokładzie kosmicznego statku dryfującego po galaktyce, nie było w stanie nawet chodzić bez pomocy odpowiednich urządzeń. Ach, przy Waszych przykładach czuję się tak dziecinna :< Co poradzę, chyba nigdy nie wyrosnę z Disneya.
      W sumie dochodzę do wniosku, że koncepcja ludzi ogłupiających się własną, bądź co bądź, inteligencją (trzeba jej było do skonstruowania tak skomplikowanej technologii), brzmi dość absurdalnie. Uzależnienie to jedno; głupota drugie. Wydaje mi się, że chodzi tu raczej właśnie o zatracenie umiejętności i utracenie zdobytej przez tysiąclecia wiedzy, a nie bezpośrednio o zacofanie intelektualne. Choć, oczywiście, istnieje zjawisko ewolucji regresywnej, ale dotyczy ono również budowy anatomicznej, nie tylko umysłu.

      Usuń
    9. A książka z kartkami to cwany wynalazek. ;)
      Też uwielbiam tą bajkę, na dodatek idealnie pasuje do tematu, zatem gdzie tu dziecinność?
      Dobrze wnioskujesz - ludzie tam ulegli przemianie nie tylko intelektualnej, ale i fizycznej. Pod tym względem "Wehikuł" jest dość przerażający, bo jesteśmy na prostej drodze do stania się takimi kreaturkami. Zauważ, że przeciętny człowiek nie ma pojęcia jak funkcjonują urządzenia, którymi się ogłupia. Potrafiłabyś sama naprawić komputer czy smartfon? Albo sama coś takiego skonstruować od podstaw? W "Wehikule" ewolucja przebiegała dwutorowo i w efekcie w 802 701 roku żyli Eloje - potomkowie współczesnych ludzi, którzy nie tworzą technologii, a z niej korzystają, w książce przedstawieni właśnie jako ogłupiała, zdeformowana forma ludzi, którzy nie potrafią zatroszczyć się nawet o to, by samemu zrobić sobie jedzenie - wszystko musieli mieć podane na tacy. Druga grupa - Morlokowie - to potomkowie ludzi, którzy obecnie zasypują nas nowymi gadżetami, żyją obsługując maszyny (i Elojów). A całość to przejaskrawiona sytuacją pasożytnictwa jednej grupy, na głupocie drugiej. I owszem, jest to realne już obecnie - choćby popularne ostatnio uzależnienie od smartfona, facebooka czy internetu. To ogłupia, nie mówiąc już o tym, że ktoś nie przyzwyczajony do długiego korzystania z komputera po kilku godzinach czuje się jakby wypił coś mocniejszego. Zatem obojętne dla naszych mózgów (i ciał) to być nie może. ;) Idąc tym tokiem rozumowania inteligencja naszych wnuków będzie dużo niższa niż choćby nasza czy naszych dziadków, a za kilka pokoleń może będziemy jak te "kluski" z bajki "Wall-e". Zresztą wystarczy spojrzeć nawet na szkoły - kiedyś wymagano od ludzi myślenia na egzaminach, teraz bezmyślnie wypełnia się testy.
      Eh, w sumie temat rzeka - najlepiej samemu przeczytać książkę i wyciągnąć wnioski, bo jednak lektura daje do myślenia, a Wells zostawia też pewną furtkę na własną interpretację i nie kończy książki jednoznacznie.

      Usuń
    10. Heroina - Owszem tylko najpierw potrzebna jest pierwsza strona, która zaatakuje.A rozpoczynanie wojny, w której z góry wiadomo, że zniszczy się nie tylko wroga, ale też siebie i przy okazji innych nie ma sensu. Można grozić, można robić pokaz siły, ale nikt nie chce być tym pierwszym, bo to trochę jakby decydować się na globalne samobójstwo. Instynkt samozachowawczy wygra. Współczesne wojny raczej toczyłyby się poprzez internet - hakerzy siejący spustoszenie w obronie, wykradanie tajemnic itp. i na podłożu gospodarczym - odcinanie od handlu. Ba, nawet i konflikty zbrojne z użyciem nowoczesnej broni, ale na pewno nie nuklearnej. Jak mówiłem rozpoczynanie wojny, w której nikt nie wygra jest nieopłacalne dla nikogo. Mówisz tu tylko o kontrataku drugiej strony i z tym się zgadzam, ale potrzeba tej pierwszej. O ile takiej wojny nie rozpętają fanatycy-samobójcy to nie jest ona zbyt realna.
      Świat w kontekście świata ludzi, nie świata w ogóle. ;)

      Argray: Demokracja jako ogół. Bo masz racje, akurat polska demokracja to raczej twór pseudo-demokratyczny. Chociaż ciężko powiedzieć czy Grecy mieli prawdziwą demokrację. Może za dwa tysiące lat nasza demokracja będzie uznawana za prawdziwą. Tutaj to już mój prywatny pogląd, ale akurat dla mnie wszelkie ustroje demokratyczne (albo pseudo-demokratyczne jak słusznie zauważyłeś) są chore z samego założenia. Wolność - ok, ale ludzie są za głupi by radzić sobie z wolnością i wychodzi zwykły burdel (bo bałagan to za łagodne określenie). Ale jak mówiłem to mój prywatny pogląd - szanuję zwolenników demokracji, zwłaszcza tych, którzy naprawdę mają piękne i idealistyczne podejście do wolności i chcieliby coś zmienić. Sam akurat jestem zwolennikiem systemów totalitarnych czy wręcz takich skrajności jak w "Nowym wspaniałym świecie" Huxleya, ale ja mam dość dziwne poglądy polityczne i tutaj wolę nie wdawać się w dyskusje, bo wiem jak wiele moich poglądów może ludzi razić, a nie chcę nikogo prowokować. :)
      Co do "Wehikułu czasu" to Prezydent pięknie to ujął i podsumował. Jeśli chodzi o film to poza tytułem i motywem podróży, nie ma on nic wspólnego z teorią Wellsa. Twórca filmu przedstawił swoją radosną wizję, która nie ma zbyt wiele sensu choćby przez nieścisłości, o których wspominasz. Poza tym film bardziej nawiązuje do współczesnej książki "Statki czasu", która jest odpowiedzią na teorie Wellsa i przedstawia jakby alternatywną linię czasu, w której ludzie rozwijają się zamiast upaść. Powieść też całkiem ciekawa, co prawda dużo gorsza od oryginału Wellsa, ale jako ciekawostka i pewna polemika z autorem naprawdę się sprawdza, zwłaszcza, że "Statki" są bardziej optymistyczne dla ludzi niż "Wehikuł". Polecam odświeżyć książkę i sięgnąć też po "Statki" (mogę nawet służyć ebookiem).
      Przemoc to część naszej natury, tak samo jak i materializm. ;)

      A dyskusja naprawdę fajna nam się stworzyła. Mam nadzieję, że częściej będą pojawiać się tematy związane ze science fiction, bo jednak prowokują do rozmów na ciekawe tematy - aż miło. :)

      Usuń
    11. I jeszcze słówko do Prezydenta...
      Czytam i jestem pod wrażeniem dokładnej interpretacji książki. Dodałbym jednak to i owo o Morlokach. Owszem Wells nie mówi wprost kim byli Morlokowie i na początku stawia dwie hipotezy, które obala po scenie w podziemiach muzeum, gdzie widzi nowoczesne machiny Morloków i gdy zdaje sobie sprawę, że chcą oni zbadać jego wehikuł. W książce można bardzo wyraźnie wywnioskować, że Morlokowie pochodzili od fachowców, wynalazców i fabrykantów, a Eloje raczej od bogaczy, których było stać na te wszystkie cuda techniki, które produkowali. Potem pojawia się dygresja o czasach wielkiego rozwoju techniki, które podróżnik mijał. Pada tam wtedy stwierdzenie, że to co było dostępne w jego czasach dla bogatych elit, parę wieków później było już powszechne dla wszystkich - jak choćby teraz.
      Wspomniałeś o fizycznej degeneracji. Tutaj uzupełnię. U Elojów fizyczna degeneracja była mniejsza od umysłowej, u Morloków na odwrót.
      Niemniej i tak chylę czoła przed pięknym podejściem do tematu.

      Usuń
  6. Najsłynniejszym paradoksem związanym z podróżowaniem w czasie jest tzw. paradoks dziadka. Czyli co by było, gdybyśmy cofnęli się w czasie i zabili własnego dziadka. Teoretycznie doszłoby do tak mocnego nagięcia w czasoprzestrzeni, że wszechświat implodowałby w sekundę po dokonaniu morderstwa. Z drugiej strony jest też teoria, że linia czasu ustabilizuje się wymazując zabitego dziadka i podstawiając na jego miejsce kogoś innego. Czyli autokorekta czasu i brak możliwości większych ingerencji w znaną nam historię.
    Dlatego też w przeszłość niezbyt chciałbym się wybrać mając do dyspozycji zniszczenie lub brak możliwości zmiany historii.
    Za to w przyszłość podróż jest jak najbardziej możliwa. Paradoks bliźniaków to doskonale obrazuje (jeden na zostaje na ziemi, a drugi podróżuje z prędkością świata w kosmosie i po roku wraca, a tu niespodzianka, minęło 100 lat i zostawiony brat to starzec). Ponadto może w przyszłości technologia będzie tak zaawansowana, że będzie przypominać magię? Chciałbym to zobaczyć. I chciałbym polatać myśliwcem z działkiem jonowym i torpedami protonowymi :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój ulubiony dział na barze, na dodatek z dyskusją na jeden z moich ulubionych tematów. Jak miło. :)

    Ja bym wehikuł czasu wykorzystał bardzo banalnie - cofnąłbym się do lat 70tych i osiedliłbym się tam aż do końca XX wieku. Nie lubię współczesności, za to uwielbiam lata 70te i 80te, no i chętnie jeszcze raz przeżyłbym 90te, bo mało z nich pamiętam.
    Z mniej przyziemnych zastosowań wehikułu to na pewno wyruszyłbym w przeszłość by móc spotkać Douglasa Adamsa, Isaaca Asimova, H.G Wellsa, Arthura Clarke'a, Roberta Heinleina, Aldousa Huxleya, Einsteina, Bohra, Keplera, Hubble'a, Newtona i Galileusza. Pewnie znalazłoby się ich jeszcze więcej.
    Jeśli chodzi o podróż w przyszłość to mam dość XXI wieku, więc nawet wolałbym nie oglądać XXII ani kolejnych. Z przeszłości, bardziej interesuje mnie poznanie wybitnych postaci niż powtórka z historii. Chociaż podobnie jak autorka dyskusji, chętnie dowiedziałbym się więcej choćby o Stonehenge.

    OdpowiedzUsuń
  8. Po pierwsze przeniosłabym się do początku roku akademickiego, palnęła się w łeb i powiedziała, że mam się uczyć, bo znowu jesteśmy na najlepszej ścieżce do oblania sesji.
    A tak serio to tez z wielką chęcią zobaczyłabym na własne oczy średniowiecze i starożytność. Starożytność chyba nawet bardziej, wszystkie te monumentalne budowle w czasach świetności, walki gladiatorów, igrzyska olimpijskie, orgie i w ogóle, moim zdaniem ciekawie tam mieli. :D Ingerować raczej bym się bała, a i chyba nie odczuwałabym jakiejś wielkiej potrzeby, chociaż gdyby nadarzyła się okazja, to kto wie. Z chęcią za to zostawiłabym po sobie jakiś znacznik w stylu "tu byłam". Na przykład walnęłabym jakieś smoka, jednorożca albo śmiesznego ufoludka na prehistorycznych malowidłach na ścianach i dała ludziom zagadkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I potem wracasz do teraźniejszości i natrafiasz na wojnę religijną między wyznawcami jednorożca i śmiesznego ufoludka w której obie strony są wyposażone w broń nuklearną. Brawo właśnie zniszczyłaś świat :D

      Usuń
    2. Efekt motyla, I said! :D
      Zgadzam się z Galenem - to było pierwsze, o czym pomyślałam, choć brałam pod uwagę raczej rozważania w stylu "kosmici są wśród nas" niż wojnę nuklearną, aleno.

      Usuń
    3. I mam przed oczami Monty Pythona i "Żywot Briana" kiedy to wyznawcy nowo powstałej religii Briana, kłócą się o to czy ważniejsza jest jego tykwa czy jego sandał. :)

      Usuń
  9. W końcu bar fantastyki, a nie barek fantasy. Mam nadzieję, że niebawem zaserwujecie gościom też coś o horrorze. ;)

    Podróże w czasie w celach zarobkowych w sumie dobry pomysł. Ja bym wykorzystała również do celów matrymonialnych i upolowała sobie jakiegoś wikinga lub szkota na męża. W końcu w naszych czasach ciężko o tak idealny kawał chłopa jak kiedyś. ;)
    A skoro mam już odpowiedni kawał chłopa, pieniądze, zamek i drzewo to można pomyśleć o czymś poważniejszym. ;)
    Chętnie odwiedziłabym czasy dżumy i wikingów jako dwie wielkie historyczne fascynacje. Bardzo chciałabym też bliżej poznać wczesną historię Celtów. Zapewne kusiłoby mnie by mnie by zostać w dawnych czasach jako swoja odległa przodkini, wtedy najpewniej wybrałabym jakiś spokojniejszy okres w dziejach Szkocji, albo w czasach wikingów (cudownie byłoby mieć zaszczyt bycia członkinią rodu Eryka Rudego). Idąc w drugą stronę- z roku na rok coraz mniej interesuje mnie przyszłość. Chociaż chętnie sprawdziłabym czy za sto lat ludzie będą wyglądać jak w filmie "Wall'e" albo czy powstanie Skynet. ;)
    Za to tajemnice monumentów jak Stonehenge, rysunków z Nazca albo wspomnianych tu kamiennych drzwi byłoby na pewno fascynujące. Paradoksy czy efekt motyla to rzecz nieunikniona i nawet jako bierny obserwator ma się wpływ na olbrzymie zmiany w historii, więc skoro i tak nie można nic na to poradzić to trudno - albo wywołam lawinę zdarzeń albo stworzę miliony alternatywnych wszechświatów, co w sumie jest równie fascynujące co sama podróż.

    I słówko na koniec, bo skoro w jednej dyskusji pojawiają się podróże w czasie i tajemnice Stonehenge to... czy ktoś z was miał okazję czytać serię Outlander (w Polsce wydana pt. "Obca") Diany Gabaldon? Bo jej pomysł na sekret kamiennych kręgów takich jak Stonehenge jest absolutnie cudowny. Sama książka również - jak ktoś czytał to wie, a jak ktoś nie czytał to powinien to nadrobić. ;)

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.