29 listopada 2014

Recenzja: The Maker (Heroina)

"The Maker" to krótkometrażowy film animowany autorstwa Christophera Kezelosa, który swoją premierę miał w 2011 roku, zdobył dwadzieścia dwie nagrody i dwie nominacje w ciągu trzech lat. Nieśmiertelna animacja poklatkowa i tym razem robi ogromne wrażenie. Film ma filozoficzny wydźwięk. Głównym bohaterem jest nieco psychodeliczny, acz sympatyczny królik, tytułowy Maker, który pracuje niestrudzenie nad największym dziełem swojego życia, korzystając z zawierającej instrukcje tajemniczej księgi. Wydarzenia toczą się w bogato skonstruowanym pomieszczeniu - niesamowitym popisie umiejętności artystycznych twórców krótkometrażówki. Misternie stworzona kryjówka mistrza, będąca czymś na kształt biblioteki połączonej z pracownią, została urządzona w wiktoriańskim stylu. Dynamiczna akcja współgra z przepiękną muzyką smyczkową autorstwa Paula Halleya, nadającą nie tylko tajemniczego, lecz także niepokojącego klimatu. Film skłania do rozmyślań; w szczególności jego dosyć zaskakujące zakończenie. Opowiada o samotności, przemijaniu i dziedzictwie. Po obejrzeniu widz zaczyna zastanawiać się nad poszczególnymi fragmentami konstrukcji wszechświata. O niekończącym się ciągu zdarzeń i żywotach, które odradzają się wciąż na nowo, choć pod innymi postaciami i o innym znaczeniu. "The Maker" uwiódł mnie od pierwszych sekund, a fascynacja wzrastała z każdą kolejną. Gorąco polecam każdemu, nie tylko koneserom filmów krótkometrażowych, bo choć animacja trwa niecałe sześć minut, wciąga bez reszty i pozostawia smutny, choć przyjemny niedosyt.
10/10

2 komentarze:

  1. I znowu stwierdzam, że krótkie animacje to jedyny wartościowy rodzaj filmów. Jak zwykle smutne, jak zwykle przejmujące.

    Dzięki za informację; oglądałam z czystą przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.