13 sierpnia 2014

Recenzja: Atlas Chmur

Z powodu zwykłej niewiedzy popełniłam pewien zatrważający błąd – najpierw obejrzałam film, potem dowiedziałam się o istnieniu książki. Z drugiej strony było to moje szczęście w nieszczęściu; gdyby nie ten film, nie zainteresowałabym się książką. Cała tajemnica sukcesu zawiera się w tym, że ekranizacja była – cóż, nawet nie tylko w moim odczuciu – straszna. Oglądałam ją kilkukrotnie, za każdym razem z mocno wysilonym mózgiem, ale zupełnie nie widziałam sensu w tych scenach, nie widziałam powiązań, szukałam tego wspólnego mianownika, jednak nic. Kiedy usłyszałam o książce, pomyślałam jedno – albo jest świetna i wszystko z niej zrozumiem, albo jest równie zła co film
Na szczęście ocena końcowa zbliżona jest dla mnie do tej pierwszej hipotezy.
David Mitchell wykreował bardzo dobrą, spójną, a przede wszystkim – ciekawą historię. Dokonał wyjątkowo przyjemnej w odbiorze fuzji gatunków, tworząc powieść, która, na tle innych pozycji dzisiejszej literatury, właściwie może uchodzić za ambitną. Smutne jest jedynie to, że nie ma w tym nie wiadomo jakiej innowacji – a jednak, aktualnie powstaje tyle barachła, że Atlas Chmur wydaje się naprawdę oryginalny oraz innowacyjny.
Historia toczy się przez całe stulecia, opowiadana natomiast jest przez kilku narratorów. Mamy zatem: pamiętnik, powieść epistolarną, wywiad, wspomnienia. Dzieje się to od czasów zamierzchłych, przez współczesne, po daleką przyszłość. A wreszcie – dostajemy powieść historyczną, obyczajową, kryminalną, komedię, science fiction oraz coś na pograniczu fantasy. Dla każdego coś dobrego!
Niewątpliwie zdumiewa plastyczność i elastyczność narracji Mitchella. Każdy bohater wypowiada się we własny indywidualny sposób, metoda opowieści ulega zmianom, nawet zapis różni się w zależności od tego, w jakich czasach historia akurat się toczy. Elementem wspólnym, jaki udało mi się wyodrębnić, jest ironia – przewija się na kartach powieści w każdej epoce, cechując mniej lub bardziej jej narratorów. Ironia cokolwiek bardzo przyjemna w odbiorze, inteligentna, zmuszająca do myślenia, czyli idealnie w moim typie.
Cóż można powiedzieć o fabule oraz bohaterach, nie zdradzając tym samym ciągłości wydarzeń oraz zagadek, które zostały ukryte – niezbyt zmyślnie, ale zaspokajająco – w tekście? Trudno jest się poruszać po obszarze w tak subtelny, ale ciasny sposób splecionym ze sobą.
Adam Ewing – prawnik, który wraca ze swojej podróży na pokładzie „Wieszczki”, a zaprzyjaźniony doktor pomaga mu zwalczyć chorobę, na którą w tropikach zapadł. Poznajemy jego dziennik, gdzie zapisuje swoje przemyślenia oraz relacjonuje etapy przeprawy.
Robert Fobischer – wydziedziczony kompozytor borykający się ze sporymi problemami finansowymi, a przy tym niezwykle inteligentny oraz sprytny młodzieniec. Trafia do pracy do niepełnosprawnego muzyka, który potrzebuje sekretarza. Ze swoich przygód zwierza się w listach do bardzo bliskiego przyjaciela.
Luisa Rey – reporterka pracująca w gazecie niskich lotów, poszukująca swojego życiowego tematu, marząca o karierze bardzo dobrego dziennikarza, jakim był jej ojciec. Przypadkiem wpada na trop wielkiej afery, która może kosztować ją nawet życie. Wszystko zostało spisane w formie zwykłej powieści, w narracji pierwszoosobowej, ale w czasie teraźniejszym.
Timothy Cavendish – wydawca, który paskudnym zrządzeniem losu dorabia się olbrzymich kłopotów wraz z olbrzymim sukcesem. W ucieczce przed problemami trafia do swojego własnego koszmaru zwanym „starość”. Nie zamierza jednak się zbyt łatwo poddać! Opowieść snuje z myślą o przyszłym reżyserze, który kiedyś ma to zekranizować.
Sonmi~451 – usługująca z restauracji przyszłości, stworzona jako wieczna niewolnica, ale z powodu politycznych zadrażnień podniesiona, czyli o rozwiniętej inteligencji. Podczas przesłuchania przed egzekucją relacjonuje swoje życie Archiwiście.
Zachariasz – mieszkaniec odległej przyszłości, którego świat stał się barbarzyński, a jednymi z niewielu ostoi cywilizacji są jego ukochane Doliny. Prześladuje go jednak niesamowity pech, natomiast odpowiedzialność za popełnione czyny sprawia, że waha się pomiędzy dobrem oraz złem.
Każda historia jest zupełnie osobna, jednocześnie łącząc się z poprzednimi. Postaci dostrzegają własne echa poprzez setki lat, chociaż nie do końca zdają sobie z tego sprawę. Co więcej, łączy ich nie tylko duchowa, ale także myślowa jedność. Uważny czytelnik z pewnością natychmiast wychwyci subtelności narracji.
Trudno powiedzieć cokolwiek więcej o sześciu powieściach w jednej. Nie odczuwałam niedosytu ani przez chwilę, jedne postaci były mi bardziej obojętne, inne mniej – bardzo polubiłam Cavendisha, ale także Lusia czy Robert wydali mi się bliżsi. Ich cechy wspólne są jak najbardziej do wytłumaczenia, jednak w jaki sposób, tego zdradzić nie mogę.
Uważam, że to dobra pozycja. Czyta się przyjemnie, dość szybko, zwłaszcza jak przywyknie się do archaizacji języka z dzienników Adama. Dodatkowe brawa należą się dla tłumacza, zwłaszcza w kwestii fragmentu Zachariasza – jestem pełna podziwu spójności, jaką wprowadził w tak trudny do tłumaczenia tekst.
Ostatecznie powieść daje trochę do myślenia. Człowiek po zamknięciu jej popada na przynajmniej kilka chwil zadumy, drobnej refleksji, a tego nam brak w dzisiejszych czasach. By zachęcić do lektury, która zdecydowanie stratą czasu nie będzie, pozostaje mi życzyć:
Oby każdy z nas kiedyś odnalazł swój atlas chmur.
8/10

4 komentarze:

  1. Pamiętam, że film nie wniósł do mojego życia nic poza odrobinę wyraźniejszym niż zwykle poczuciem, że zaraz umrę. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć, czy był dobry, czy nie, bo filmy oglądam tak rzadko, że aż strach się przyznawać.

    Ale kojarzy mi się parę iście obrzydliwych scen z wydarzeń z przyszłości. Zdradź mi, Nearyh, czy w książce były zapisane tak, że wszystko się w środku przewraca: okropnie i naturalistycznie? Czy może do zniesienia? [A może w ogóle tych scen w książce nie było, bo i tak się zdarza...]
    Jeśli to drugie, to chyba znalazłam mój 'czytajny' cel na najbliższe dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze - bo prawdopodobnie chodzi tu o historię Zachariasza - język narracyjny tej części jest tak specyficzny, że trudno to jednoznacznie ocenić. Oczywiście, pojawiają się brutalne sceny podczas walk, ale czy aż naturalistyczne i odrzucające? Może jedna czy dwie mogłyby cię zmierzić, jedna mnie zszokowała, jednak zrobiła to nie dokładnym opisem, a raczej ciut aluzyjnym stwierdzeniem faktu. Elementy naturalistyczne są, ale chyba nie aż tak druzgoczące. Podobnie w historii Sonmi - jeden fragment straszny, reszta jakaś taka do przełknięcia. Przede wszystkim wpływa na to fakt, że to opowieść snuta przez konkretną postać, więc punkt widzenia jest bardzo subiektywny.
      Szczerze polecam. Warto się zapoznać z tą książką ^^

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź :). Może się skuszę.

      Usuń
  2. Ja popełniłem jeszcze durniejszy błąd - przeczytałem nie tę książkę, którą chciałem. W 2004 roku zostały wydane dwie pozycje pod tym tytułem - jakimś cudem w ręce wpadł mi "ten drugi" Atlas (The Cloud Atlas, Liam Callanan). Zorientowałem się gdzieś w połowie, czekając na te słynne zmiany perspektywy.
    Zupełnie inna historia, życie młodego sierżanta amerykańskiej jednostki saperów, który przez przypadek jest wplątany w tajną misję na Alasce. Brzmi trochę jak powieść akcji, podczas gdy narracja jest cudownie powolna. Twardy i doświadczony przełożony, wątek miłosny, duchowy świat eskimosów i pogoń za atlasem chmur. Moim zdaniem kapitalny debiut.
    Ten sławniejszy Atlas też chciałbym przeczytać, ale jak na razie jakoś się nie składało.

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.