18 sierpnia 2014

Nowe posty, sierpień 2014


Josephine odwróciła się napotykając spojrzenie czarnych oczu. Tak czarnych, że nie można było dostrzec granicy między tęczówką, a źrenicą. Tak rzeczywistych, iż cały świat, który ją otaczał, zdawał się być jedynie obrazem projektora. W ciągu tych milisekund, które wydawały się trwać dziesiątki lat, zobaczyła istotę tak starą jak świat. Czuła nieznoszące sprzeciwu spojrzenie, będące świadkiem ostatnich chwil każdego człowieka, jaki kiedykolwiek istniał. Każdego przedśmiertnego krzyku, łzy, śmiechu, błagania... Cofnęła się o krok przerażona tym co czuje.



http://kroniki-andalarskie.blogspot.com/

Gdy już miała zacząć wrzeszczeć, z nadzieją, że ktoś przybiegnie na pomoc, uzmysłowiła sobie, że coś słyszy. Niezbyt wyraźny szmer rozmowy. Z poczuciem ulgi ruszyła w jego kierunku, by po ledwie kilku krokach zatrzymać się raptownie. Zdała sobie bowiem sprawę, do kogo należały słyszane przez nią głosy. Zamarła, przywierając do ściany i nadstawiając uszu.
– …innych hrabiów także zaczęło organizować wojska. – Niezaprzeczalnie była to Mageritt, Najwyższa Kapłanka. – Czasem zatrzyma się tutaj jakiś kupiec lub poseł któregoś z magnatów i chlapnie mu się co-nieco. Podobno szykuje się powstanie.
Luca westchnął bardzo głośno.
– Też tak słyszałem – odparł, na co Amalisalin uniosła brwi. – W karczmach i na gościńcach ludzie szepczą po kątach, że niby idzie ta szeroko zapowiadana przez proroctwa wojna przeciwko Jessenowi, ale czy najpierw nie miał przybyć ten cały Zwycięzca? No wiesz, ten z przepowiedni. Albo raczej ktoś podający się za Zwycięzcę. Sądziłem, że skrzyknie chłopów, zwoła armię i w efekcie poderżnie gardło Miłościwie Panującemu.



http://nowa-opowiesc.blogspot.com/

Blogosfera jest śmieszna.
Przepraszam za te śmiałe i dość ofensywne słowa, jednakże mam pełne prawo do subiektywnej opinii. Przez te jakieś półtorej roku, jak "bawię się" w blogowanie, zauważyłem pewne zależności, zachowania ludzi, które jednocześnie mnie śmieszą jak i irytują. Dlaczego i jakie to zachowania, już tłumaczę.



Opowieści zza Szafy (Wiedźma Tailtiu)

Kiedy już w swej karierze narazisz się samemu królowi i po kolei wszystkim książętom, na dodatek nawiejesz z Twierdzy, z której nikt dotąd nie uciekł i, co gorsza, ujdziesz z życiem – w najlepszym razie zostajesz banitą. Możesz wtedy robić wiele rzeczy, niedostępnych zwyczajnym, ujętym w cugle procedur i nakazów obywatelom. Możesz pić do rana, nie przejmując się, że następnego dnia, będziesz umierał w robocie. Możesz ujeżdżać konie, na które w normalnej sytuacji nie byłoby cię stać. Kraść, rabować, porywać dla okupu, albo w każdy inny sposób grać możnym na nerwach.
Możesz także, tak jak teraz, siedzieć na parapecie okna, z jedną nogą podciągniętą pod pierś i przyglądać się, jak tam na dole, na ulicy, toczy się życie. Dopiero teraz jesteś w stanie wyzbyć się wszystkich wątpliwości, które gnębiły cię, kiedy jeszcze byłeś prawym obywatelem. Kiedyś, dawno temu.
Mrugasz szybko, starając się odpędzić wspomnienia. Wspomnienia są złe, w życiu liczy się tylko tu i teraz. Nie warto pamiętać. Nie powinieneś pamiętać.
Z westchnieniem odwracasz wzrok od ulicy i powoli czyścisz wąski nóż. Chciałbyś zrobić to szybko, ale nie możesz. Wiesz, że nie możesz. Lepka krew przywarła do ostrza. Nie chce zejść. Za każdym razem, gdy przejeżdżasz ściereczką po metalu, ciągną się za nią krwawe nitki.
– Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia – mówisz cicho, spokojnie, choć gniew aż się w tobie gotuje. Przywiązany do krzesła człowiek głośno pociąga nosem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.