8 lipca 2014

Recenzja: Bractwo Światła. Insygnia Skrytobójców



Nie mam pojęcia, czego się spodziewałam, pokładając nadzieje w książce z wydawnictwa Novae Res. Okładka była przyzwoita, opis wydawał się ciekawy, pomyślałam, że nie wydają tylko chłamu. Co więcej – chciałam w to wierzyć. Jednak już pierwsze strony lektury rozwiały moje wszelkie wątpliwości. Wyrzuciłam pieniądze w błoto i zszargałam swoje nerwy.
Najbardziej frustrujące jest to, że historia ma potencjał. Cholera, pomysł był całkiem ciekawy! Ciut wtórny, ale tego nie da się uniknąć w tych czasach. Tymczasem realizacja legła na ziemię, zakwiliła żałośnie i skonała w męczarniach razem z moją inteligencją. Powiedziałabym nawet, że czuję się tą książką obrażona.
Zacznijmy może od kwestii stylu. Całość przypomina scenariusz gry komputerowej. Sucha narracja, brak emocji, brak akcji, niezgrabne opisy, wszystko przypomina zwykłe suche wymienianie faktów. Nie czujemy tego, co się dzieje, ani grozy, ani rozpaczy, ani bólu. Zdania oscylują przy „upadł i umarł, czując żal”. No, cholernie się wzruszyłam.
Bohaterowie są płascy, papierowi, identyczni. Wysławiają się w ten sam sposób, kieruje nimi to samo – czyli nie wiadomo co – są mniej niż marionetkami. Przed chwilą zamknęłam książkę, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie nawet kilku imion postaci. Ginęły co i rusz, działy im się straszne rzeczy, a ja tylko wzdychałam z frustracją i sprawdzałam, ile jeszcze do końca tej męki.
Opisy, zwłaszcza architektoniczne, tragiczne. Nie wiem, co się tam działo, a studiuję historię sztuki i nawet fachowe pojęcia nie są mi obce. Jednak wygibasy, jakie uprawiał narrator, były nie do strawienia. Wychodziły z tego najróżniejsze straszne kwiatki, które wymienię, kiedy przejdę do swoich notatek robionych w trakcie lektury. Lepiej prezentowały się opisy przyrody, ale zabudowę miejską narrator powinien przemyśleć raz jeszcze, bo wiele kwestii nie ma sensu.
Wątki zostały poprowadzone w wielu przypadkach zupełnie bez przemyślenia. Mam nieodparte wrażenie, że książka była napisana bez planu wydarzeń, na zasadzie „mam genialny pomysł, wprowadzę go w życie!”, a pal licho to, co zostało napisane wcześniej, prawda? Przez to moja inteligencja wielokrotnie została obrażona. Oraz względna inteligencja postaci. Chyba moim ulubieńcem jest wątek księżniczki Mei – miłość deus ex machina, a rozwiązanie jej zniknięcia tak frustrujące, że aż jestem pewna, że tak to wyglądało tylko po to, żeby bohater mógł ją zerżnąć. W dodatku jej prawdziwe pochodzenie – serio, autorze? Serio? Czy ten oklepany motyw naprawdę wydawał się tak genialny, żeby go do tego bajzlu wcisnąć?
Świat wydaje się w miarę uporządkowany, ale tylko w głowie autora. Kiedy to czytamy, zostajemy zarzuceni imionami oraz nazwami, które nic dla nas nie znaczą, a które mają teoretycznie wyjaśnić wszystkie tajemnice. Nieodpowiednie, niezdarne przedstawienie rzeczywistości tamtego świata sprawia, że nic nie jest opowiedziane na tyle dobrze, żebyśmy to kojarzyli za cztery strony. Zwłaszcza w rozdziale z wielką naradą tylko wzruszałam ramionami.
Co więcej, na koniec tego świata z innego krańca można przejść w ciągu kilku godzin pieszo. To musi być świat wielkości mojego miasta.
Fascynuje mnie jeszcze jedna rzecz. Jak autor chciał wszystko dobrze opisać, skoro cztery (!) księgi zmieścił na dwustu stronach? To dla mnie niepojęte.
Ach. Opisy walki tak niezgrabne, suche oraz pozbawione emocji, że naprawdę przy nich ziewałam. W dodatku postaci robią więcej fikołków, niż faktycznie walczą, więc ktoś zaznajomiony z realiami walki bronią białą będzie z pewnością zdegustowany. Swoją drogą, motyw wojny wyskoczył zza krzaka nie wiadomo kiedy i nie wiadomo po co – zupełnie nie ogarnęłam, że zaczęła się wojna, dopóki nagle nie znalazłam się, znikąd, w środku bitwy w jednym z rozdziałów. Brawa za umiejętne budowanie atmosfery, autorze. Tak, to była ironia.
Teraz przejdę do wypisywania tego, co zanotowałam w czasie lektury. Ostrzegam, że może to zawierać SPOILERY, dlatego jeśli ktoś chce to jeszcze przeczytać, powinien przejść od razu do podsumowania mojego utyskiwania, omijając ten fragment.
1.      Łucznicy wiosłują na wodzi. Na pewno w czasie ataku zdołają przygotować łuki, nie wyrzucając wioseł. I w ogóle jaki to świetny plan. Po co komu niewolnicy, skoro można użyć szkolonych wojowników, oh wait…
2.      „Musiał polubić i lubił” – jeden z przykładów, kiedy zdanie kwiczy z powodu brutalnie zamordowanego stylu. Do tej pory nie wiem, co narrator próbował mi przekazać.
3.      Bardzo dużo opisów nieistotnych szczegółów, ale gdy pojawia się coś, co nas trochę interesuje, zostaje skwitowane jednym zdaniem. Albo słowem.
4.      Mnóstwo, mnóstwo, mnóstwo pleonazmów. Bo to takie hipsterskie, cofać się do tyłu.
5.      Bohaterowie znaleźli się w państwie Bractwa, ale boją się, że w państwie Bractwa zdradzą istnienie Bractwa. Nie mam pytań.
6.      Końcówka pobytu w karczmie – czemu nikt nie mógł zasnąć? Wojownik wziął sobie do wyra córkę karczmarza i tak intensywnie ćwiczył, że aż inni nie mogli spać? Co tam się stało?!
7.      Godło nabite na tarczę. Ktoś nie powtórzył lekcji z metalurgii. Podpowiem – zwykle takie ozdoby są wybijane.
8.      Brama z holem. Nie mam pytań, naprawdę.
9.      Na dziedzińcu zamku zostało zmieszczone całe miasto. Średniowieczni oraz renesansowi architekci przewrócili się zbiorowo w grobach.
10.  Właściwie to w obrębie murów warowni (! Co zwyczajnie oznacza, że ta budowla służyła przede wszystkim strzeżeniu bezpieczeństwa miast za jej posterunkiem) znajduje się cała metropolia. Brakuje tylko multipleksu.
11.  Brama ze złota. Jaaaasne. Znowu odsyłam do podstawowych informacji z zakresu historii sztuki.
12.  A teraz moja ulubiona wisienka na torcie. Mamy warownię, a w tej warowni jeszcze zamek. No, padam do nóżek, cholera, zamkocepcja.
13.  Brama zasypana włazami. Czy tylko ja widzę bramę wychylającą się zza wielu wieczek od kanalizacji?
14.  Bogato odziane służki. Ciekawe, czy w realiach pseudo-średniowiecznych mają też związki zawodowe i dodatek do niechcianych ciąży ze szlachcicami.
15.  Tron wyrzeźbiony ze złota. Konia z rzędem temu, kto pokaże mi artystę rzeźbiącego w złocie, a nie odlewającego ze złota. Wtedy szczerze się pokajam.
16.  Nagle pojawiają się landy. SJP podaje same interesujące znaczenia tego obcojęzycznego słowa w polskich realiach.
17.  Królowi wjeżdża się na chatę, mówiąc „siema, królu”. Walić zasady i etykietę, nie? Są w końcu ziomami z jednego podwórka! Oh wait…
18.  Królowa widzi, że wojownik przyniósł dziecko. Nie wie jeszcze, o co chodzi, ale jej reakcja wygląda mniej więcej – omg, daj, będzie moje, ja chcę, ja chcę, wychowam jak swoje!
19.  „jest już w sile wieku” – a kontekst w książce informuje, że oznacza to, iż stary dziad z niego i niczego już nie dokona.
20.  Mury wokół tylko jednej wieży. Wieża chyba też ze złota w takim razie.
21.  Bohaterowie pukają do bramy miasta. I’m done.
22.  Rozmowa trwała kilka godzin – czyli pół stronu tekstu.
23.  Ciało ludzkie sobie stoi, ale nie jest niczym zabezpieczone, jednak nie gnije. Magia, ni chybi.
24.  Zbity piach, autorze, nazywa się klepiskiem.
25.  Oręż z kruszców. Pozdrawiam. To sobie powalczą.
26.  Kto normalny robi salto, żeby tylko zdjąć płaszcz?!
27.  Nagle, znienacka, bohatera nazywamy po nazwisku.
28.  Lina z hakiem w rękawie, w dodatku strzelają nią jak Spider-Man. Ciekawe, jak wielki był ten rękaw…
29.  Gramatyka nie żyje i umarła.
30.  Niezwykle dużo wielkich liter. Nie dało się tego zrobić jakoś bardziej wiarygodnie?
31.  Nagle, w środku historii, pół rozdziału zajmuje regulamin zapisany w punktach.
32.  Postrzępiony miecz? To z czego on jest, materiału?
33.  Kiedy ludzie mają przetłuszczone włosy, z natury są źli. Nie wiedzieliście?
34.  Rozcinanie mieczem lecących strzał. Kto bogatemu zabroni.
35.  Rozpuszczona zostaje zasłona dymna, ale nie ma fizycznego wroga, w sensie człowieka – tylko maszyna. Serio bohater liczy, że dym powstrzyma mechanizm od działania?
36.  Przypływ adrenaliny sprawił, że skończył się tunel. Zgrabna narracja jest zgrabna.
37.  W środku jaskini drzewa. Nie żeby drzewa potrzebowały światła do życia – a jeśli było z tymi inaczej, ani słowa w narracji.
38.  Opkowa narkolepsja – bohater albo zasypia, nie dając faka niczemu, albo mdleje.
39.  Zamek podobno był oblężony, ale stwierdzić to można tylko po jednym facecie, który leży ranny w trawie. Poza tym wszystko normalnie.
40.  Jak nie wzbudzać podejrzeń, lekcja pierwsza – nałóż kaptur na głowę i idź w tłum. Zero podejrzeń na bank.
41.  Nikt nie dziwi się na gadającego nietoperza. Nie żeby on, zresztą, mógł rozmawiać tylko z członkami Bractwa. Autor zapomina o tym na kilka rozdziałów, a co tam.
42.  Zabili bohaterowi krewnego? Meh, specjalnie go to nie obeszło. Poza tym, że mógł się pojawić motyw zemsty.
43.  Z każdej rany krew tryska – ktoś opuścił kilka lekcji biologii.
44.  Kwiaty są jadowite. Nie trujące, ale jadowite.
45.  „Nie było im dane zejść dobrowolnie, gdyż coś ich oszołomiło i obudziło dopiero w więzieniu” – tuszę, że ten fragment broni się sam.
46.  Tarcza musi być pusta w środku, skoro unosi bohatera na wodzie.
47.  Wchodzą do strzeżonych miejsc, ale nie ma tam żadnych strażników ani zabezpieczeń. Bo jeszcze by się bohaterom nie udało!
48.  Ktoś potrzebuje słownik synonimów na urodziny.
49.  Pytania są kończone kropkami.
50.  Strażnicy są głupi i bezradni, bo inaczej bohater by sobie nie poradził. Walki mają charakter turowy, jak w Heroesie III.
51.  Bohater zresztą nie lepszy. Wszczął wojnę dla kaprysu, aha.
52.  Poza tym to ewidentne Mary Sue – wszystkie wspaniałości dla niego. Co z tego, że sensu mu poskąpiono.
53.  Po mozaikach nie da się wspinać! To płytki gładkiego kamienia, a nie relief, do diaska!
54.  Bitwa deus ex machina.
55.  Miasto jest łupione, ale życie w nim toczy się spokojnie.
56.  RZĄDZA ZEMSTY. Umarłam.
57.  Mozolna krzątanina = walka. Autor sam mnie wyręczył w oddawaniu porywających opisów bitew.
58.  Nietoperz, który nurkuje.
59.  Księżniczka koniecznie chciała zostać prostytutką, nie bacząc, że wywołuje tym wojnę, ale kto by się tym przejmował, skoro bohater może ją przelecieć.
To koniec moich notatek. Starałam się je, w miarę możliwości, cenzurować, ale frustracja brała górę. Przejdę teraz do podsumowania.

Potencjał zabity. Kiepski styl, kiepskie postaci, wtórna historia napisana tragicznym językiem. Nic nie ma sensu, a najgorsze jest to, że czytelnika to nawet nie obchodzi. Nic go w tej książce nie obchodzi. Nawet plot twisty deus ex machina. Na wszystko reakcja jest jedna: ile jeszcze stron?
2/10 – za ten zmarnowany potencjał.

16 komentarzy:

  1. Nearyh przykro mi, że jesteś tak mocno zakompleksioną osobą, piszesz krytycznie o Novae Res, a wydałaś już u nich dwie powieści, to nazywa się hipokryzja.

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/93199/anarion

    W internecie nic się nie ukryje.

    Wracając do Bractwa Światła, książka jest godna uwagi, z pomysłem i nie pożycza z innych pozycji, jak u Ciebie.

    Warto pochylić głowę nad fabułą Bractwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedną książkę, drugi anonimie. Kiedy chcesz po mnie jechać, upewnij się, że wiesz, co mówisz. Moja krytyczna opinia wobec Novae Res wynika właśnie z tego jednego doświadczenia.
      Rozpoczęłam następnie współpracę z innym wydawnictwem, zatem fail, no cóż.

      Usuń
  2. Kiszko, do recenzji mam tylko jedną uwagę (ponieważ powyższy komentarz anonima mnie doszczętnie zdruzgotał wspaniałym podejściem osoby zaprawionej w literackich bojach, pominę go milczeniem) - cały czas zaznaczasz, że pomysł dałoby radę dobrze oprawić, ale jeszcze ani razu nie wyjaśniłaś, o co tak naprawdę w powieści chodzi. No dobrze, jest sobie Bractwo, jest niby wojna, ale co w związku z tym?
    Więcej uwag nie mam. Notatki bardzo przydatne; błędy kreacyjne w powieściach błagają o pomstę do nieba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe. Bo w sumie nic więcej nie wiadomo xD Serio, nie umiem tego ubrać w słowa.

      Usuń
  3. Do punktu 15. Tak, rzeźbi się w złocie. Nie da się odlać najdrobniejszych szczegółów dlatego w ten sposób robi się ogólną sylwetkę gotowego wyrobu, a potem jubiler używa małego nożyka lub dłuta do wyrzeźbienia reszty. Dzisiaj jednak robi się to rzadko i prawie zawsze tylko w przypadku bardzo drogiej biżuterii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej chodziło mi o to, co zostało zasugerowane w książce - że wyrzeźbiono cały tron. Nie sądzę, by ktokolwiek stawiał sobie bryłę złota, z której dłutem wydrapuje kształt...

      Usuń
    2. Kto bogatemu zabroni?

      Zresztą, błędy rzeczowe są błędami względnymi. Co jeśli u nas się czegoś nie robi, a w tamtym świecie jest to na porządku dziennym? No tak, tylko trzeba o tym wyraźnie napisać - nie wiem, czy autor to robił, nie czytałam, nie zamierzam, ale z tego, co piszesz, wynika, że darował sobie tę część opisów. I to już jest błąd.

      Usuń
    3. O świecie nie wiemy nic. Znamy tylko nazwy, mnóstwo nazw, nic więcej. Kultura, historia, biologia i inne pierdoły... pominięte.

      Usuń
  4. Książki nie czytałam, ale po wyczytaniu paru punktów, które wymieniłaś chyba wiem, czym się bohater kierował.
    Np. punkty numer 28, 34, 35 i 50 odnosi się bezpośrednio do gry komputerowej Assasyn Creed, czyż nie? No i mamy wzór ;)
    Recenzja świetna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, czym się autor kierował, miało być

      Usuń
    2. Z tymi strzałami to taki trochę ulepszony Wiedźmin (jeśli dobrze pamiętam, Geralt odbijał je w locie).

      Usuń
    3. A no tak, też prawda, jednak te bomby dumne, ogólnie ta broń i w dodatku okładka oraz tytuł ( ! ) skojarzyło mi się z Assasynem bardziej

      Usuń
  5. Zastanawiającym jest to, dlaczego niekiedy naprawdę kiepskie książki są wydawane, a na te wręcz wybitne wydawca nawet nie spojrzy. Ciekawe od czego to zależy.
    Recenzja dobra, nie ma do czego się przyczepić, ale i tak będę musiał się na własnej skórze przekonać, czy ta książka jest aż tak marna.
    A.J.

    PS. Droga Nearyh, czyżbyś sama siebie skrytykowała? Wydaje mi się, że tak, sądząc po Twoich słowach i po tym, kto wydał Twoją książkę. "(...) pomyślałam, że nie wydają tylko chłamu."
    Żadnej złośliwości w tym nie ma, także spokojnie. Jedynie pytam z ciekawości ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieniądze. Słowo-klucz zwłaszcza przy tego typu wydawnictwach, niestety. Novae Res nawet nie robi porządnej korekty. Ja musiałam poprawiać błędy robione przez ich redaktora we własnym tekście.

      Och, nigdy nie twierdziłam, że moja Anarion - mówię o pierwszej części, bo drugą uważam za lepszą, no i druga nie ma żadnego związku z Novae Res - jest dobra. Jest, oh well, tragiczna. Napisana przez dwunastolatkę. Z mnóstwem błędów językowych. Tylko akcja jakoś to badziewie ratuje, bo coś się ciągle dzieje. Prawie logicznego.
      Ale wydawnictwo nie zwróciło uwagi na to, jak kiepski jest ten tekst. Oni wydają wszystko. I krzywdą autorów - mnie, autora powyższej książki oraz wiele innych osób.

      Usuń
    2. No to rzeczywiście godne pożałowania to wydawnictwo.

      Wybacz, ale nigdy nie miałem w ręku Twojej książki. Ba, nawet o niej nie słyszałem ani tytuł nie rzucił mi się w oczy w księgarni. Dlatego zapytałem, bo styczności z nią nie miałem żadnej.

      Rzeczywiście krzywdzą. Dla mnie wydanie jakiejkolwiek mojej powieści czy opowiadania byłoby już dużym osiągnięciem. Jednakże jeśli miałoby ją wydać marne wydawnictwo, to bym sobie odpuścił. Starałbym się uderzać do tych bardziej wymagających.
      W takim wypadku marność recenzowanej przez Ciebie książki nie jest jedynie zasługą jej autora. Skoro Novae Res ot tak wydało jego książkę, pewnie myślał, że wszystko jest w porządku.
      Tak czy siak dzięki za informację kogo się w przyszłości wystrzegać ; )
      A.J.

      Usuń
    3. Ja także się do tych podziękowań przyłączam, szczególnie że miałam okazję wymienić parę maili z tym wydawnictwem i w tej chwili cieszę się, że na mailach się skończyło.

      Usuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.