13 lipca 2014

Nowe posty, lipiec 2014

http://kolacja-z-wampirem.blogspot.com/

Ta pieszczota była pożądliwa, język i wargi zachęcające. Oplótł mnie ramionami i przyciągnął do siebie, ściskając mocno. To był nasz pierwszy – prawdziwy, a zarazem ostatni – pocałunek.
Sekundę później patrzyłam jak odchodzi i znika gdzieś pomiędzy targiem. Ścisnęło mnie w gardle. Głupia! – zaskrzeczała podświadomość – nigdy go nie będziesz miała, on nigdy nie był twój! Tak, wewnętrzny głos miał rację. Czemu więc opłakiwałam kogoś, kogo nigdy nie miałam? Łzy płynęły po policzku gdy tak patrzyłam na pusty już plac. Jego obecność sprawiała, że czułam się lepiej, że jakoś odnajdywałam się w tym cholernym świecie wampirów, a teraz? Teraz go nie ma! Och, co ja zrobiłam?
 


http://krzywe-odbicie.blogspot.com/
Krzywe odbicie (CriminalEye)

Nagle jednak w tej całej wizji coś zaczęło mu nie pasować – wszystkie Serca, z przejęciem słuchające słów swojego króla, wydały mu się zbyt ludzkie, zbyt żywe. To przecież tylko myśli, stwierdził. Na co im ciała, kiedy spotykają się we własnym gronie? Gdy rozmawiają ze swoimi panami – o tak, wtedy owszem! Muszą mieć przecież namacalny kontakt. Ale... gdy przebywają wśród siebie? Czy nie wystarczy, aby zderzały się ze sobą pod postacią czystej materii, zrzuciwszy tę ciążącą formę, i od razu wymieniały się wszystkim, co wiedzą? A czy w ogóle potrzebują się spotykać? Skoro są myślami i poniekąd połączone ze sobą jakąś nierozerwalną więzią, czy nie wystarczy im czegoś wiedzieć, aby reszta wiedziała to samo?
Ale czy w takim razie nie byłyby wszechwiedzące? Ama mogłaby zdradzić mi tajemnice całego świata, każdego Władcy Luster z osobna, dumał dalej. Na Pana, przecież – gdyby tak było – na co komu Gran Mirall, skoro ma jedno z Serc, jedno z ogniw należących do niewyobrażalnie wielkiego łańcucha?
 


www.opowiadaniafantasyz.blog.pl
Synowie wojny (Rocky Drago)

Położył rękę na skroni Dagoneta, by wydobyć z niej strzałę. Ujął ją w prawą dłoń i począł ciągnąć, gdy nagle namacał na drzewcu jakąś nierówność, coś jakby dość misterne żłobienie. Szarpnął gwałtownie, a gdy już trzymał swobodną strzałę w ręce, przyjrzał się jej uważnie, wystawiając na działanie wschodzącego powoli słońca.
Drzewiec nie był gładki, ale to poczuł już wcześniej. Teraz z kolei jego oczy ujrzały podobiznę wijącego się niczym morskie fale węża, z którego łba wydostawał się równie mocno poskręcany jęzor.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.