2 czerwca 2014

Recenzja: Miasto Śniących Książek


Żegnałam się z Miastem Śniących Książek, próbując opanować drżenie dłoni, a śledząc ostatnie stronice płakałam. Od dawna żadna książka nie doprowadziła mnie do takiego stanu, kiedy to byłam zmuszona łykać własne łzy, gdyż nie nadążałam z ich ocieraniem, a jeśli już kiedyś tak się działo, sprawiała to śmierć mojego ukochanego bohatera lub świadomość, iż przygoda właśnie dobiega końca - lecz nigdy do tego stopnia. Tym razem niemalże szlochałam, przyciskając tomiszcze mocno do piersi, ponieważ "Miasto Śniących Książek"...

jest  n a j d o s k o n a l s z ą  powieścią, jaką kiedykolwiek było mi dane przeczytać.

Pierwszy raz po książkę sięgnęłam około czterech lat temu, ale wówczas nie byłam w stanie przebrnąć nawet przez pierwsze rozdziały. Autor z początku skupia się na wykreowaniu świata, co nieprzygotowanych na to czytelników może nieco zmęczyć. Ta sama sytuacja zaistniała ponownie, około trzech lat temu, by zakończyć się identycznym skutkiem - łapaniem kurzu na półce biblioteczki wśród dziesiątek innych powieści. I dopiero niedawno, skończywszy czytanie "Mistrza i Małgorzaty", podjęłam trzecią próbę. Wiedziałam, co czeka na początkowych stronach. Nie jestem pewna czy właśnie to przygotowanie, czy może zdobycie pewnego doświadczenia z literaturą sprawiło, iż niemalże połknęłam początkowe rozdziały. Chociaż nie, wyraziłam się błędnie - to książka zassała mnie.
Tak więc z każdą kolejną stroną czytałam coraz szybciej i zachłanniej. Nigdy w życiu nie czytałam niczego tak idealnie skonstruowanego, a jednocześnie kompletnie wyssanego z palca. Miasto Śniących Książek to bardzo dziwna powieść, a w swej dziwności urzekająca. Mroczne fantasy z dozą literatury grozy, momentami nawet horroru, zwieńczone czarnym ironiczno-prześmiewczym humorem. Autor wykorzystał ten rodzaj konstrukcji świata, gdzie wszystko opiera się na ziemskich prawach fizycznych, a jednak z naukowego punktu widzenia jest absolutnie niemożliwe. To bardzo ryzykowne posunięcie, wielu pisarzy połamało przy tym pióra, jednak Walter Moers sprawia wrażenie, jak gdyby cała jego pisanina nie wymagała od niego samego więcej energii od kiwnięcia palcem.
Świat opiera się na przepychu, przegięciu. Księgogród, będący tytułowym miastem, składa się całkowicie z literatury. Domy zbudowano ze skamieniałych ksiąg, rzemiosła dotyczą jedynie czytania, pisania, wydawania, poprawiania, sprzedawania tekstu, mieszkańcy prowadzą dysputy prawie wyłącznie na temat literatury. Ponadto - nawet serwowane w tawernach ciastka mają kształt książek!
Opowieść dotyczy jednak nie samego miasta, lecz katakumb, jakie ciągną się głęboko pod nim. Podziemia pełne są niebezpieczeństw i starożytnej wiedzy, zamieszkują je niebezpieczne potwory, a to tylko ułamek tajemnic, jakich strzegą. Niekiedy da się słyszeć ponure zawodzenie Króla Cieni...

"Żywa Gazeta" - karzełki w stroju z aktualnych gazet
"Opowiem wam o miejscu, w którym czytanie może doprowadzić do szaleństwa. Gdzie książki mogą zranić, otruć, a nawet zabić."
- fragment z "Ostrzeżenia" (jakże optymistycznego wstępu)
W przygodzie towarzyszy nam nasz przewodnik - Hildegunst Rzeźbiarz Mitów, który jest twierdzosmoczaninem (co oznacza, iż pochodzi z wyspy-miasta o wdzięcznej nazwie Twierdza Smoków znajdującego się w Camonii, co prowadzi do kolejnego faktu, iż jest on w istocie smokiem, choć jego skrzydła są zbyt mizerne, by mogły go dokądkolwiek ponieść). Hildegunst opowiada swą historię bezpośrednio czytelnikom. Tak więc ruszamy z naszym przyjacielem do Księgogrodu, by odnaleźć tajemniczego pisarza, którego rękopis dostał się w ręce głównego bohatera. Co takiego niezwykłego jest w tym rękopisie? Tekst jest tak niewyobrażalnie dobry, że przerasta umysł przeciętnego czytelnika. W Księgogrodzie zaś nikt nie chce pomóc Hildegunstowi, a wręcz wszyscy sugerują mu jak najszybsze opuszczenie miasta. Mroczna tajemnica wkrótce jednak zaciska swoje łapy wokół naszego gardła, sprawiając, iż nie pragniemy niczego innego, jak tylko czytać dalej.
"Podszedłem do regału, wyjąłem z niego prastare, skórzane tomisko i otworzyłem. Książka gapiła się na mnie. W jej środku znajdowało się żywe, mrugające oko, wpatrujące się we mnie z przerażeniem [...]. I zareagowałem z takim samym przerażeniem [...] - upuściłem książkę. Gruchnęła o ziemię, głośno zaszeleściła, z okładki wysunęło się cztery, sześć, osiem małych nóżek i uciekła ode mnie prościutko w stronę przeciwległej ściany z książkami. Tam wpełzła wysoko na regał i zniknęła w szparze między dwoma grubymi, brązowymi skórzanymi tomami. Obróciłem się wokół własnej osi. Dookoła zaczęło coś szeleścić, pojedyncze grzbiety książek poruszały się ledwo zauważalnie. [...] To była cała biblioteka pełna Żywych Ksiąg!"
- fragment rozdziału "Żywe Księgi"
 
Żywa Księga

Tom przepełniony jest przepięknymi rycinami stworzonymi przez samego autora. Na koniec przedstawię kilka spośród moich ulubionych, a tymczasem chcę gorąco polecić Miasto Śniących Książek. Zakochałam się w nim bez pamięci, a po jego przeczytaniu czuję się jednocześnie syta, jak i zupełnie pusta. Natychmiast zamówiłam więcej dzieł Waltera Moersa, spodziewajcie się więc kolejnych recenzji tworów tegoż autora. Powieść jest tak doskonała, tak finezyjna, niesamowita i porywająca, iż wolałabym udławić się własnym językiem, niż wystawić ocenę 10/10, a jednak nie istnieje możliwość... chociaż zaraz, to przecież moja recenzja. A zatem, żeby zachować odrobinę subtelności, wystawiam notę końcową: 11/10.
Zdjęcia robione przeze mnie, więc jeśli ktoś chciałby je wykorzystać, to byłabym wdzięczna, gdyby najpierw mnie zapytał. Przepraszam za jakość.

9 komentarzy:

  1. Po takiej recenzji aż nie sposób przejść obojętnie koło tej pozycji.
    Zainteresowała mnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, bardzo się cieszę <3 I oczywiście, po stokroć polecam! Książka jest naprawdę niesamowita.

      Usuń
  2. Recenzja napisana bardzo dobrze, powiedziałabym nawet, że aż za dobrze. Hm... nie przekonała mnie ta książka. Uwielbiam fantastykę i nawet wstęp mi się podobał (fragment), jednak czytając dalsze fragmenty stwierdzam, że to nie moja bajka. Jakoś tak... dziwnie. Te książki chodzące, heh, przypomniał mi się Harry Potter ;)
    Ale recenzja super, choć trochę za bardzo chwalisz tą książkę. Nie czytałam, więc nie wiem, jak jest naprawdę. Po książkę jednak nie sięgnę ;)
    Obecnie jaram się Wiedźminem xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co kto lubi. W moich oczach to literackie arcydzieło. Jednak książka jest bardzo dziwna, raczej nie przypadnie do gustu osobom, które nie przepadają za groteską, jednak nie można zaprzeczyć, iż sama groteska jest jednym z lepszych stylów literackich, ponieważ posiada bardzo skomplikowaną konstrukcję. Podobnie jest z muzyką jazzową - do niej trzeba dojrzeć, a podczas pierwszego słuchania niewielu osobom się podoba.
      Hah, Wiedźmin to klasyka :D Zastanawiałyśmy się nawet z Kiszką, czy napisać recenzję o całej sadze, ale doszłyśmy do wniosku, że każdy szanujący się fantasta powinien Wiedźmina przeczytać przynajmniej raz (wskazane nawet o wiele bardziej niż Harry Potter, gdyż to polski twór, a jednak zyskał sławę na skalę światową). Także raczej sobie darujemy, bo zapewne nie napisałybyśmy nic, czego już by o Wiedźminie nie napisano.

      Usuń
    2. To prawda, do tego trzeba dojrzeć no i w jakimś stopniu to pokochać. Jeśli chodzi o wiedźmina, oj ja z pewnością wyczytałabym coś jeszcze ciekawego na jego temat. Teraz nistety pozostało mi już tylko czekać na 3 część i ostatnią tej wspaniałej gry, opartej na wspaniałej książce

      Usuń
  3. Strasznie nie lubię sformułowania "trzeba dojrzeć do muzyki jazzowej" - może i niezamierzenie, ale to sugeruje, że nielubienie tego gatunku jest spowodowane jakimś brakiem dorosłości czy odpowiedniego wyrobienia, tymczasem ludzie mogą nie lubić jazzu, bo zwyczajnie im się nie podoba.

    Przyznam, że tak entuzjastyczna recenzja raczej wzmaga moją ostrożność niż mnie zachęca, ale dopisałam sobie Moersa do planowanych, żeby samej zweryfikować tę opinię. Chociaż jeżeli chodzi o samą ideę książki, to całkiem mi się podoba - trochę purnonsensowa, więc raczej w moim guście - a fragment i ilustracje z tymi żyjątkami dają raczej pozytywne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, ja osobiście nienawidzę jazzu, a nie czuję się niedojrzała xD Pisząc "dojrzeć" nie miałam na myśli dorosłości mentalnej, że tak to ujmę, a swego rodzaju przekonanie się do tej muzyki choćby na poziomie jej zrozumienia (niekoniecznie lubienia). Jazzowe dźwięki drażnią moje uszy, między innymi z tego powodu, iż nie przepadam za instrumentami dętymi. Jestem klasycznym fanem strunowców.

      Oczywiście, recenzja nie miała na celu wymuszenia na czytelniku natychmiastowego kupienia książki. To jedynie opinia, tak naprawdę warta nie więcej niż klawisze, za pomocą których ją napisano. Jeśli tekst sprawiał wrażenie, iż usiłuję wmusić czytelnikom tę pozycję do przeczytania, wynika to wyłącznie z mojego rozentuzjazmowania powieścią, gdyż do tej pory jestem nią oczarowana. Niemniej jednak to nadal tylko recenzja ;)

      Usuń
    2. Dlatego pisałam, że pewnie jest to niezamierzone, ale mimo wszystko takie sformułowanie budzi we mnie na przykład takie a nie inne skojarzenia.

      Uważam, że wszystkie opinie są jednakowo cenne, chciałam tylko zaznaczyć, że te najbardziej entuzjastyczne raczej wzmagają ostrożność. Przeczytałam recenzję jeszcze raz i myślę, że moje wrażenie jest stąd, że oprócz napisania samego o czym jest ta książka, trochę mało padło konkretów: i jeżeli chodzi o kwestie techniczne (język, kompozycja), i konstrukcję świata przedstawionego czy bohaterów. O tym ostatnim w ogóle nic nie ma, a to w końcu ważny element każdej książki. Takie fragmenty: "Autor wykorzystał ten rodzaj konstrukcji świata, gdzie wszystko opiera się na ziemskich prawach fizycznych, a jednak z naukowego punktu widzenia jest absolutnie niemożliwe" aż proszą się o rozwinięcie, na czym ta konstrukcja polegała.
      Oczywiście recenzja to przede wszystkim opinia, po prost brakowało mi jakiegoś poparcia tej opinii. Ale mam nadzieję, że wyklarowałam, co mi tak nie leżało.

      Usuń
  4. Miasto Śniących Książek <3
    Osobiście, do tej pory (a przeczytałam książkę z rok temu) nie potrafię o niej powiedzieć nic konstruktywnego. Powieść ma w sobie coś tak magicznego, że chyba nie da się tego opisać słowami, ale Tobie to wyszło. I to naprawdę całkiem nieźle, muszę przyznać.
    Pamiętam, że czytając tę książkę, czułam się trochę jak Hildegunst zapoznający się ze Złotą Listą Króla Cieni.
    Aha, i szczerze polecam Kota Alchemika, też wciąga dopiero po czasie, ale potem już nie można się oderwać.

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.