18 maja 2014

Nowe posty, maj 2014

www.kolacja-z-wampirem.blogspot.com

– Puść mnie! – wysapałam z trudem. Serce łomotało w mojej piersi jak szalone. Panika wdarła się do mojego umysłu i czułam, że tracę kontrolę; Po chwili uścisk zelżał, a ja opadłam na posadzkę.
– Wy, ludzie, jesteście tacy bezmyślni – wymamrotał oddalając się ode mnie. Nie mogłam dać mu za wygraną.
– Mówisz o ludziach, jakbyś sam do nich nie należał!
– A kim według ciebie jestem? Czy wyglądam ci na człowieka? Widzisz to? – wskazał na swoje zęby, albo raczej na kły, które posiadał. – Ludzie takich nie mają. To moje narzędzie bólu i tortur. Jestem wampirem dziewczynko!
 

http://krzywe-odbicie.blogspot.com/
Krzywe odbicie (CriminalEye)

– Spijemy ten nektar, Nell, obiecuję. Tylko pod inną postacią – szepnął tak cicho, że Darnell ledwo to usłyszał.
Magiczny, ożywczy płyn brnął jednak przed siebie, dalej, do środka sali. Tam, od samej ziemi aż do monstrualnego sufitu, pięła się złota rama, upstrzona rozpalonymi do czerwoności kolcami i mieszcząca w sobie zamiast gładkiej tafli świecące, nieoszlifowane kryształy – jedyne źródło światła, które dawało taki blask, że Darnell musiał mrużyć oczy, patrząc na nie.
To właśnie do tej materii pełznął magiczny pierwiastek – wyssany ze wszystkich Luster, jakie udało się tylko Proteusowi zebrać, powstały z idealnego połączenia przeciwnych sobie mocy, wypełniał mozolnie i długo każdą kryształową cząsteczkę, kondensował się do granic możliwości, stapiał w jedno ze swoją nową powłoką. Całość sprawiała wrażenie żywej, magicznej istoty, przemienionej w jakiś gwieździsty płyn, która podążała do swojej wielkiej życiodajnej matki, aby się z nią zjednoczyć.
Gran Mirall, pomyślał Darnell. Dwa razy... pełniejsze, niż gdy widziałem je ostatnio.
  

http://nowa-opowiesc.blogspot.com/
Nowa opowieść (roxette16)

Stopnie były wąskie, wysokie, nierówne. Stąpał ostrożnie, kierując promień światła pod nogi. Za Jimem szedł Max. Chłopak podpierał się ściany; barierki nie było. Carter zamykał pochód.
Schody miały dwadzieścia stopni. Kiedy je pokonali, stanęli w piwnicy. Tu odór był wręcz nie do wytrzymania.
- Matka mnie zabije, że zasmrodziłem ciuchy – mruknął Jim, wchodząc głębiej do pomieszczenia. Przesuwał promień światła systematycznie. Wokół było sporo szpargałów, kilka mebli, w tym bujany fotel. Pomiędzy nim, a starą szafką z wyłamanymi drzwiczkami stał drewniany konik na biegunach. W rogu pokoju o ścianę oparty był zakurzony rowerek dziecięcy. Z rączek kierownicy zwisały kolorowe wstążeczki.
Nie znajdując tu nic ciekawego, ani źródła smrodu, przeszli do kolejnego pomieszczenia. Była to kotłownia, z dużym, żelaznym piecem, w którym palono drewnem.
- To pewnie zdechły zwierzak. Został tu zamknięty i zdechł. A my pchamy się tu na darmo – narzekał Carter.
- Przymknij się i rozejrzyj – rozkazał Max. - To musi być gdzieś tutaj. – Po chwili dodał. – Słyszycie to brzęczenie?
- Eee… Spójrzcie na to – drżącym głosem wypowiedział Jim. Promień trzymanej przez niego latarki oświetlał kłębowisko szmat, nad którymi latała chmara much.
 
 

- Huh... Co ja robię? Uciekam, gdy powinienem tam siedzieć i pocieszyć mamę, jak na faceta przystało. Kurwa, kurwa, kurwa!
Ze złości zacząłem uderzać pięściami w ścianę. Dopiero po dłuższej chwili mi przeszło i już ciężko oddychając oparłem się o miejsce, w które przed chwilą uderzały moje ręce. Ból w dłoniach był przyjemny, pozwalał mi się wyciszyć. Jednak zaraz po tym jak się oparłem, czyjeś ręce otoczyły mnie od tyłu i usłyszałem znajomy głos.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.