26 marca 2014

[WR] Przymiotniki wszędzie

Przymiotnik, z pozoru rzecz oczywista i wszystkim bliżej znana. Męczono nas – lub nadal męczą – tym w szkołach, tłuką do głów, każdy na pewno jest w stanie wymienić z marszu, tuż po przebudzeniu, na jakie pytania odpowiada ten nasz przymiotnik. Wydaje się zatem, że moja próba usystematyzowania wiedzy okaże się zupełnie bezsensowna. Otóż nie.
Zauważyłam już, że wielu miewa problemy z użyciem tego pisarskiego przyjaciela w sposób poprawny. Problem zaczyna się od doboru odpowiedniego słowa poprzez ich ilość, aż wreszcie – zapis z innymi częściami mowy. Spróbuję w sposób zwięzły oraz klarowny przybliżyć sens stosowania przymiotników w prozie wszelakiej.
Zacznijmy od czegoś najprostszego – od definicji przymiotnika.

Przymiotnik – część mowy określająca cechy istot żywych (ludzi i zwierząt), rzeczy, zjawisk, pojęć i stanów. Nazwa wywodzi się od słowa „przymiot” – czyli cecha, właściwość , która określa właściwości dostrzegalne ludzkimi zmysłami oraz pozazmysłowe wywnioskowane z zachowania istot żywych bądź właściwości przedmiotów.

Podsumowując, przymiotnik, odpowiadając na pytania jaki?, jaka?, jakie?, służy nam do nakreślania przestrzeni w sposób plastyczny oraz obrazowy. Dzięki niemu oddajemy to, co sami sobie wyobraziliśmy, by czytelnik mógł widzieć akcję w możliwie wiernym zbliżeniu do naszego oryginału. Pojawia się jednak problem – czasami o przymiotniku zapominamy.

Brak przymiotników w opisach
„W powietrzu wisiała chmura mgły. Obłok zdawał się ogarniać las zewsząd, otaczać go ramionami, osłaniać przed spojrzeniami. Tylko pnie drzew, niczym szpony zwierzęcia, przecinały morze, wystając jak zadry z powierzchni. Ich kora mieniła się różnymi odcieniami brązu; teraz po drewnie spacerowały wciąż żuki o pancerzykach, w górę wił się bluszcz, od strony pysznił się mech. Gałęzie krzewów szeleściły poruszane podmuchami wiatru. Ściółka chrzęściła pod naciskiem, a liście skrzypiały. Dokoła roznosił się zapach szyszek i rosy. Przez ciszę przebił się świergot ptaków na tysiąc głosów”.
[„Anarion 2. Utracona przeszłość”, Natalia Molenda, Solaris, 2013]

Postanawiając pracować na własnym tekście, bo uważam, że mam nadal pełne prawo do modyfikacji fragmentów, udostępniam wam skrawek opisu okrojony ze wszelkich przymiotników. W paru miejscach stracił on nawet sens, nie chciałam jednak ingerować więcej, zatem musicie to wytrzymać. Dla porównania przeklejam teraz oryginał:

„W powietrzu wisiała chmura mlecznej mgły. Obłok zdawał się ogarniać las zewsząd, otaczać go puchatymi ramionami, osłaniać przed niechcianymi spojrzeniami. Tylko grube pnie drzew, niczym szpony zwierzęcia, przecinały białe morze, wystając jak zadry z gładkiej powierzchni. Ich kora mieniła się różnymi odcieniami brązu; teraz po drewnie spacerowały wciąż rozespane żuki o wielobarwnych pancerzykach, w górę wił się bluszcz, od północnej strony pysznił się ciemnozielony mech. Gałęzie niższych krzewów cicho szeleściły poruszane delikatnymi podmuchami wiatru. Ściółka chrzęściła cicho pod najdrobniejszym naciskiem, a zbutwiałe liście skrzypiały niezadowolone. Dokoła roznosił się słodki zapach szyszek i porannej rosy. Przez martwą ciszę przebił się świergot ptaków na tysiąc głosów”.
[„Anarion 2. Utracona przeszłość”, Natalia Molenda, Solaris, 2013]

Pozostawmy rozważania nad poprawnością samą w sobie, skupmy się natomiast na przymiotnikach jako takich. Z pewnością widać różnicę. Pierwszy opis był dość poprawny – między innymi dzięki porównaniom – jednak przymiotnik dodaje tekstowi pewnej mięsistości. Pozwala czytelnikowi niemalże poczuć atmosferę za sprawą drobnej synestezji zmysłów. Oczywiście nie zalecam stosowania tej metody na miarę młodopolskich autorów, jednak musimy pamiętać: jeden przymiotnik może zmienić prawie wszystko. Wydźwięk, barwność, atmosferę. Tak samo przy wypowiedziach czy mimice – nadają bohaterowi emocji, wyrazu, energii, pozwalają wczuć się w nastrój.

Nadprzymiotnikoza

Można przesadzić z ilością stosowanych przymiotników. Równowagę uzyskuje się wraz ze świadomością, gdzie opis staje się niezbędny, a gdzie lepiej być lakonicznym. Przymiotnik ma to do siebie, że zwalnia narrację, stopuje akcję, zmusza czytelnika do zatrzymania się na chwilę, pochylenia nad obrazem, który rysujemy mu przed oczami. Błędem jest stosowanie przymiotnika bez przerwy, by określić każdy, najdrobniejszy przedmiot, by opisać otoczenie, gdy trwa szaleńcza ucieczka lub ciężka walka. Przymiotniki średnio sprawdzają się w takiej formie, zwłaszcza w parach lub grupach. Napisać: zadał szybki cios – w porządku. Ale napisać: zadał szybki cios, błyskawiczny, niemalże niewidoczny, płynny oraz finezyjny, szaleńczy w swojej dokładności – to już drobna przesada. Przeciwnik zdążyłby urąbać łeb bohaterowi, zanim skończymy się nad tym zdaniem rozwodzić.
Są też takie momenty, kiedy przymiotniki są zbędne. Nikogo nie obchodzi, że „chwyciła mosiężną, ciemną, zimną klamkę i pchnęła dębowe, duże, gładkie, chłodne drzwi”, naprawdę można napisać: otworzyła drzwi. Ewentualnie: nacisnęła klamkę, otwierając drzwi. Bardziej czytelnika zainteresuje, co się znajduje za tymi cudownymi drzwiami – tam można trochę pofolgować przymiotnikom. Spotykałam się ze zjawiskami, kiedy te klamki i drzwi otrzymywały po pół akapitu, a pokój bohatera był kwitowany stwierdzeniem „stało tam łóżko i szafa”. Złoty środek, moi drodzy, złoty środek!

Nie!

Skoro już jesteśmy przy przymiotniku, czas sobie wyjaśnić jedną rzecz. Często wielu o tym zapomina, nie słuchało na polskim albo opuściło tę lekcję i nie nadrobiło materiału. Pora to podkreślić i rozwiązać problem raz na zawsze.
„Nie” z przymiotnikami piszemy razem.
Zatem mamy: niemiły, niechętny, nieduży, niemały, niechciany, niekochany, nieznoszący, niewierny, nieśmieszny.
Sprawa ma się inaczej z przymiotnikami w stopniu wyższym i najwyższym. Tam „nie” trzyma się od nich z daleka.
Zatem jest: nie najgorszy, nie najlepszy, nie najszybszy, nie lepszy, nie gorszy.

Stopniowanie

Znowu sprawa prosta, która czasami budzi wątpliwości. Chodzi mianowicie o to, kiedy stopniujemy normalnie, a kiedy opisowo. Można także stopniować w dół. Istnieją przymiotniki, których nie poddaje się stopniowaniu. Zacznijmy jednak od początku.
1) Stopniowanie proste:
Mały – mniejszy – najmniejszy
Duży – większy – największy
Szybki – szybszy – najszybszy
2) Stopniowanie opisowe:
Zniszczony – bardziej zniszczony – najbardziej zniszczony
Kiedy stosować jedno, a kiedy drugie? Wystarczy pomyśleć. Zawsze stosujemy stopniowanie proste, jeśli się da. Od niektórych przymiotników nie da się utworzyć tych form, dlatego dodajemy dodatkowe wyrazy. Bo jak by to wyglądało? Zniszczony, zniszczeńszy, najzniszczeńszy? No właśnie.
Stopniowanie w dół jest bardzo proste oraz zbliżone do stopniowania opisowego. Dzieli się na dwa stopnie: niższy (mniej dobry) i najniższy (najmniej dobry). Używamy tego na co dzień, a niektórzy mogą sobie nie zdawać z tego sprawy.
Czego nie stopniujemy? Tego, co nie może mieć poziomów. Można być bardziej polskim? Czy jedno drzewo może być bardziej drewniane od drugiego? Albo miecz bardziej metalowy od drugiego? Najbardziej kamienny most w okolicy? Nie. Dlatego tutaj nie stopniujemy, żeby nie brzmieć śmiesznie.
Błędem jest podwójne stopniowanie. Nie piszemy: najbardziej najszybszy albo bardziej szybszy. Albo jedno, albo drugie, a najlepiej stopniowanie proste. Ta hiperbolizacja, jeśli nie ma służyć żadnemu konkretnemu działaniu, jest bezsensowna oraz niepoprawna.

Przymiotniki odimienne

Wielką czy małą literą? Raz widzimy, że ktoś pisze tak, raz tak. Okazuje się, że i na to istnieje konkretna zasada, której warto się trzymać, bo jest bardzo prosta. Otóż należy się zastanowić, czy coś odpowiada na pytanie czyj?, czy na pytanie jaki?. Jeśli to pierwszy przypadek, piszemy wielką literą, jeśli drugi – małą.

Opis, opis, opis

Na koniec pragnę podrzucić bardzo ułatwiającą życie z opisami wskazówkę. Wszystkim wiadomo, że trudno jest stworzyć dobry plastyczny opis. Rada na to, poza ciągłymi próbami, może być jedna.
Używajmy zmysłów. Odnośmy przymiotniki nie tylko do wzroku, ale także do słuchu, dotyku, węchu, smaku. Bawmy się słowem – a jeśli teraz będziemy przesadzać, po roku ćwiczeń nauczymy się ograniczać fantazję.
Nie bójcie się próbować. Zastanawiajcie się, jak sami odczuwacie różne sytuacje, na co zwracacie uwagę, tak po prostu żyjąc. Słuch? Dotyk? Wzrok?

Na ten moment to wszystko, co chciałam opowiedzieć o przymiotnikach. To bardzo przydatna, bogata w możliwości część mowy – nie bójmy się z niej korzystać, ale nie nadużywajmy dobrodziejstw. Zastanówmy się czasem, czy nie byłoby lepiej użyć zastępstwa, imiesłowu albo rzeczownika. Znajmy umiar i bawmy się słowem!

8 komentarzy:

  1. Kawał dobrej roboty, Kiszko! Tyle przydatnej wiedzy o przymiotnikach zebranej w jeden poradnik. Miejmy nadzieję, że wiele osób z niej skorzysta.
    Jedna tylko drobna uwaga - dodałabym dwa przykłady do przymiotników odimiennych na wszelki wypadek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie mogłam niczego dobrego wymyślić. Na wykładach moja wena drastycznie spada xD

      Usuń
  2. Od dziś zacznę się zastanawiać, czy nie cierpię na "nadprzymiotnikozę" albo odwrotnie;)
    Swoją drogą - zabawne określenie;)
    Tak, dobrze pisać, to być doskonałym obserwatorem. Racja, że wykorzystując wszystkie zmysły, napiszemy coś bardziej barwnego, emocjonalnego, wiarygodnego. Niestety większość opiera się tylko na jednym ze zmysłów. Jest tyle tajemniczych dźwięków do opisania, szczególnie gdy wyjdziemy na ulicę, mnóstwo różnych zapachów, ludzkich zachowań, ciekawych kształtów, przedmiotów gładkich, chropowatych, ciepłych, zimnych - wystarczy ich dotknąć.
    Też jestem za tym, by dodać przykłady do reszty, by wszyscy lepiej zrozumieli, o co chodzi^^ Chociaż i tak podeszłaś do tematu dość łopatologicznie, tzn. pisałaś o rzeczach, które powinniśmy znać z podstawówki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba bym zauważyła, gdybyś miała z tym problem xD A określenie chyba wprowadziła Chiyo - dużo jej ocenek swego czasu czytałam, potem sama zaczęłam to zauważać wśród autorów i po prostu uznałam, że będę rozprzestrzeniać tradycję tego słówka xD
      W gruncie rzeczy to nie jest bardzo trudne. Wystarczy się czasami zastanowić, co się czuje. Wyciągnąć rękę i dotknąć. Lizać nie każę xD A potem próbować przenieść nasze wrażenia na narrację. Ja na przykład często zapominam o smaku właśnie, a jak już, to robię drobną synestezję i smak łączę z węchem. Słuch i wzrok to chyba najłatwiejsze do użycia w opisach.
      Niby tak, ale betą będąc, widywałam takie rzeczy, że włos na głowie się jeży xD Jedyne co, to właśnie nie umiałam wymyślić czasami tych nieszczęsnych przykładów, dlatego uznałam "meh, jebać" xD

      Usuń
  3. bardzo dobry poradnik, choć zazwyczaj nie przesadzam z przymiotnikami, bo miejsca staram się opisywać dość obszernie (przynajmniej teraz) to z emocjami czasem przesadzam. Pomocne!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przede wszystkim przyszłam pochwalić i podziękować - jak będę miała jakieś wątpliwości, na pewno tu zajrzę! Daję ci też wielkiego + za to, że mogłam się nawet pośmiać, czytając ten poradnik. "Najbardziej kamienny most w okolicy", chciałabym taki znaleźć! :)
    Mam tylko nadzieję, że nie choruję na "nadprzymiotnikozę".
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurde, sam się zacząłem zastanawiać, czy nie choruję aby na tę jakże groźną, destrukcyjną w swym działaniu, cichą i trudną do zdiagnozowania, prowadzącą do niechybnej, acz powolnej śmierci, przymiotnikozę.

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.