24 marca 2014

[RR; VI] Dobre złego początki

Dawno nie było dyskusji, bo jak nie problemy z zasilaniem, to wiatr mi anteny od internetu uszkodził, a wisienką na torcie okazał się być sam Blogger, który strzelił focha i nie chciał wpuścić mnie do panelu.
Zainspirowała mnie Mia swoim komentarzem pod ostatnimi statystykami, dlatego mam nadzieję, że w dzisiejszej dyskusji zobaczymy jej komentarz(?). c;

Z pewnością każdy pamięta swoje trudne początki pisarskie. Z perspektywy czasu zauważamy błędy w swoim podejściu, kiedy to uważaliśmy się za najlepszych (a przynajmniej wybitnych) pisarzy ostatniego tysiąclecia. Nawet jeśli nie obnosiliśmy się ze swoim talentem, ta pycha oraz pewność siebie gdzieś tam w nas głęboko siedziała (pozostawmy w spokoju kwestię gdzie).

Temat na dziś: co radzisz początkującym pisarzom? Jak reagujesz na przechwałki/ignorancję gramatyczną blogerów, którzy konstruktywną krytyką gardzą, upajając się jednocześnie tanimi pochwałami? A może sam dopiero raczkujesz - jak w takim razie przyjmujesz udzielane Ci rady? Bez względu na zaawansowanie w pisarstwie powiedz, co według Ciebie jest najistotniejsze w opiniach osób trzecich? Jakiej postawy wymagasz (bądź się spodziewasz) po osobach, które (jeśli) słusznie pouczasz?

Temat wiecznie poruszany, niewyczerpany. Liczę więc na Was, moi drodzy! :)

16 komentarzy:

  1. Radzę czytać, dużo, w każdej wolnej chwili;) Od tego warto zacząć. Nie czytać za to mnóstwa poradników o pisaniu, bo to miesza w głowie (wiem po sobie). Później nagle okazuje się, że jest tego za wiele i wciąż nie potrafimy naskrobać pierwszego akapitu. Jeśli już, to warto wybrać porządniejszy poradnik, np. „Warsztat pisarza. Jak pisać, żeby publikować”
    Ignorancję najlepiej... ignorować, bo jeśli ktoś chce, by mu pomóc, sam o to poprosi lub chociaż nieśmiało podziękuje za krytyczny komentarz. Cóż, całego świata nie da się zmienić.
    Dla mnie najistotniejsze jest to, że ktoś wytknie mi oczywiste błędy, a wbrew pozorom mało kto potrafił to zrobić. Poza tym ciekawe jest to, że ja, pisząc, mam jakieś wyobrażenie sytuacji, a dziesięć innych osób to samo widzi zupełnie inaczej - więc istotna jest sama opinia, która daje do myślenia.
    Wymagam za wiele od siebie i od innych, a przy tym uważam, że do krytyki trzeba dojrzeć. Nie każdy potrafi przyjmować krytykę, która mnie bardzo by ucieszyła, bo jednak jest to jakaś pomoc;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się z tobą zgodzić, w dzisiejszych czasach bardzo ciężko o porządną, konstruktywną krytykę. Sama, kiedy pisałam swojego pierwszego bloga, dostawałam tylko komentarze "Świetne. Czekam na więcej" i sama nie wiedziałam, czego oczekują ode mnie czytelnicy. Gdy ostatnio przeczytałam kilka rozdziałów tego opowiadania, załamałam się - suchy tekst pełen błędów.
      Myślę, że zanim zacznie się publikować, warto przeczytać coś niecoś na temat ortografii i interpunkcji, bo jak widzę, że ktoś pisze "złośliwom" czy "sympatycznom", to mnie szlag trafia!
      Osobiście uważam, że nie wolno obrażać się, gdy ktoś w kulturalny sposób wytknie nam błędy - gdy sama coś dostrzegę i o tym napisze, spodziewam się raczej spokojnej reakcji, może nawet podziękowania za pomoc, ale jestem świadoma, że nie wszyscy przyjmują jakąkolwiek krytykę. Gdy spotykam autora, który albo moje komentarze ignoruje, albo zaczyna mnie wyzywać, odpuszczam sobie takiego bloga. Czasami zbyt wiele wymagam, zarówno od siebie jak i od innych, często czepiam się szczególików, ale mam też świadomość, że popełniam tysiące błędów. Myślę, że to jest właśnie najważniejsze - świadomość, że nie jesteśmy nieomylni, że popełniamy błędy.
      Przede wszystkim radzę się nie poddawać i pisać.
      Co do czytania, nie byłabym tego aż taka pewna - czasem natykam się na książki pełne oczywistych błędów, które tylko niepotrzebnie mieszają mi w głowie. Oczywiście nie ma wiele takich przypadków, ale jednak.
      Troszkę nieogarnięty ten komentarz, ale myślę, że zawarłam wszystko :)

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o błędy w książkach - zgadzam się. Sama napotkałam takich kilka, gdzie gramatyka leżała, styl był straszny, a same przecinki nie miały miejsca.

      Usuń
  2. Ja mam taki system, że jeżeli do danego tekstu nie mam zastrzeżeń, albo mam sporadyczne, to raczej nie komentuję, bo niespecjalnie miałabym co. Wiem, że to wredne, ale zazwyczaj już po pierwszym rozdziale tekstu jestem w stanie powiedzieć, czy uda mi się napisać jakiś sensowny komentarz, czy tylko "ale fajnie się czytało", a wymodzenie czegoś więcej będzie strasznie pracochłonne.
    Natomiast jeżeli chodzi o teksty, do których mam więcej uwag, to niestety widzę u siebie przypadłość spowodowaną zbyt dużą ilością analiz - komentarz piszę sucho, rzeczowo, zdarzają mi się złośliwostki i dosadne stwierdzenia. Prawda, zazwyczaj się należą, ale wiem, że można by to było sformułować inaczej, gdybym posiedziała nad uładzeniem wydźwięku. Co ciekawe ludzie zazwyczaj nie rzucają się na mnie z zębami, tylko dziękują za czas i wchodzą w dyskusję - wtedy robi mi się głupio i staram się pisać w trochę bardziej stonowanym tonie. ^.^' Nie wiem, na ile spotykałam się z początkującymi pisarzami, ale jestem bardzo podbudowana, że przy moim stylu komentowania tylko raz zostałam zwyzywana i odesłana precz.
    Natomiast co do radzenia, to trudno powiedzieć. Bo reguły ortograficzne czy interpunkcyjne to jest coś do nauczenia się, kreację bohaterów można wyćwiczyć, natomiast najczęściej zdarza mi się rozwodzić nad jakimiś babolami logicznymi i tutaj ciężko cokolwiek doradzić, poza komentarzem "o, to tutaj nie ma prawa się stać". Wydaje mi się, że sama utrzymuję takiego wewnętrznego policjanta, który każe mi się zastanawiać nad niuansami fabuły i wychwytywać większość wtop, ale początkującemu pisarzowi można poradzić tylko tyle, żeby czytał tekst kilka razy, leżakował go i podczas sprawdzania nie bał się researchu. Chyba nie ma jakiejś uniwersalnej porady, która pomogłaby konstruować świat i prowadzić fabułę z głową.
    Natomiast mojego blogaska ludzie chyba boją się komentować :P - jeszcze z recenzjami i artykułami jakoś idzie, ale pod tekstami nie ma nawet jednolinijkowców "omg, pisz dalej" czy "omg, utop się". Natomiast jak dostałam maila z uwagami od nowej czytelniczki, to najpierw włączyło mi się rozważanie, czy rozmówca wie o czym mówi i jest ogarnięty w temacie, ale jak już zaakceptowałam ją jako autorytet, to świetnie mi się przyjmuje krytykę i dużo mogę z niej wynieść. Z tym że zawsze kiedy odzywa się do mnie ktoś, kogo nie znam, muszę najpierw ustalić, czy zna się na rzeczy i to jest imo najistotniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytać, czytać, czytać. Zgadzam się w tym eemencie z Desdemoną. Ponadto jeśli opisujemy daną sytuację, to w jakiś sposób ją sobie wyobrażamy. Istotne jest, aby z naszego wyobrażenia wyciągnać jak najwięcej szczegółów i ubrać je w słowa. A słownictwo mamy rozbudowane, jeśli stosujemy się do pierwszej wskazówki.
    Z tą konstruktywną krytyką to racja. Bardzo jej mało. Teksty typu "świetne, czekam na więcej" to oczywisty, nic nie wnoszący spam. Sam chętnie przyjąłbym kilka porcji gorzkich słów, oczywiście popartych argumentami. Zachęcam!
    Sam, jeśli komentuję jakiś tekst, zwracam dużą część mojej uwagi na poprawność językową i styl (na tyle na ile mogę, wszak żadnym mistrzem mowy polskiej nie jestem). Jeśli tekst jest poprawnie skonstruowany, od razu nabieram większej chęci do czytania.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, powiększa nam się grono panów wśród barowej klienteli, wspaniale :D
      Ja również zgadzam się, iż czytanie literatury, dobrej czy złej, rozwija. Sprawa ma się jednak nieco szerzej, wszak korzyści z lektury to nie tylko poszerzanie słowozbioru (że tak zarzucę neologizmem). Poprzez zapoznawanie się z umiejętnościami dobrych pisarzy w pewien sposób się ukierunkowujemy, kreujemy swój styl. Często podświadomie wzorujemy się na pisarzu/ach. Fakt, że powinniśmy dobierać lektury ostrożnie, zwłaszcza na początku. Później łatwiej przychodzi nam odróżnienie ziarna od plew, ale na początku kiepskie twory mogą wydawać się szczytem naszych możliwości, do którego staramy się dążyć, co zazwyczaj nie kończy się dobrze.
      Nie zgodzę się. Konstruktywnej krytyki, nawet w Internetach, udziela cała masa obeznanych osób. Wszystko zależy jednak od podejścia. Dla jednych krytyka będzie konstruktywna, dla innych nie. Rzecz jasna chodzi wyłącznie o indywidualne spojrzenie, od autora zależy, czy chce się uczyć, czy nie. Tendencja do uznawania uzasadnionej krytyki za chamstwo oraz niesłuszną naganę wciąż jest zbyt powszechna.

      No i co zrobisz, no nic nie zrobisz.

      Usuń
  4. OOO, jak miło, że kogoś zainspirowałam ;) Chciałam udzielić się w poprzedniej dyskusji, ale tak jakoś nie był to mój temat, a w dodatku jestem w stanie przeprowadzki, więc rzadko zaglądam do komputera. Co do dyskusji, o yeah!

    Jako, że piszę od jakiś 11 lat, jak nie więcej, trochę już na ten temat wiem. Choć w gruncie rzeczy, pisanie nie zawsze mi szło. Początkującym polecam czytanie. Ale nie blogasków z opowiadaniami, tylko książki, książki i jeszcze raz książki! Ja nie raz sięgam do swoich ulubionych, gdy zacinam się w jakimś momencie przy opowiadaniu. To niesamowicie pomaga i buduje naszą wyobraźnię. W dodatku wiele scen z opowiadań blogowych jest podobnych do książki, którą tam kiedyś czytaliśmy, dlatego gdy mam problem z opisaniem danej sytuacji zerkam do książki, czytam daną sytuację, a potem po swojemu ją opisuję xD.
    Ważne jest też, by przelać swoje myśli na papier w najdrobniejszych szczegółach. Mam z tym nie lada problem – chyba jak każdy. I w tym akurat pomaga wyobrażenie sobie danej sceny. Najlepiej zamknąć oczy i pomyśleć, jak to ma wyglądać. Musimy również umieć oddawać uczucia danych bohaterów, a przede wszystkim ich kształtować. Za żadne skarby nie wolno bohaterowi przykleić jednej „łatki” – tak kiedyś robiłam. Moja bohaterka była arogancka i na tym kończył się jej charakter, a przecież jest tyle wad i zalet, które można wykorzystać. A więc, zdecydowanie nie szufladkować postaci jedną cechą!
    Reakcja na przechwałki itp. Więc, nienawidzę jak ktoś twierdzi, że jego opowiadanie jest super i zgłasza się do miliona ocenialni! To taki wyścig, gdzie dostanę lepszą ocenę. A jak ktoś powie komuś prawdę, to już jest dopiero nieprzyjemnie. Pamiętam, że sama nie zgadzałam się w wielu kwestiach z oceniającymi, jak byłam na etapie "Ocenialni blogowych opowiadań". O Boże, wtedy to było! Krytyka działała jak płachta na byka! Ja, błędy? A skąd! Oni się mylą, wiem najlepiej! He he, tak to właśnie wyglądało. Z biegiem czasu dostrzegłam wszystko, bardzo pomogła mi w tym moja beta, a w sumie dalej pomaga. Ważne jest przyznać się przed samym sobą, że nie jestem najlepsza w tym co robię, ale chcę to zmienić. I oczywiście dać sobie pomóc, bo co z tego, jeśli ktoś zgłosi się do kogoś o pomoc, a potem nie skorzysta z tych rad?
    Młodym pisarzom radzę właśnie zatrudnienie takiej bety, która obiektywnie przeczyta tekst i spojrzy swoim okiem na niego oraz powie to, co widzi.
    Udzielanie rad - tak się składa, że uwielbiam to robić xD. Po prostu jeśli widzę coś, co kuje w oczy to sama piszę to autorowi w taki sposób, by nie obrazić, bo przecież teraz powszechnie wiadomo, że krytyka krytyką, a chamstwo, chamstwem. Ekspertem nie jestem, ale gdy widzę, że ktoś popełnia masę błędów, powtórzeń, czy czegokolwiek tam jeszcze, chętnie zwrócę mu uwagę. Tak powinno zdobywać się czytelników. Jeśli chodzi jednak o przyjmowanie rad z mojej strony - jestem zadowolona, że ktokolwiek mi ich udziela. W końcu słodkie komentarze typu "Super, fantastycznie, czekam na next! Wpadnij do mnie!" wcale nie są motywacją do pisania dalej. Ja lubię, jak ktoś mi powie prosto z mostu, że piszę strasznie i że mam się poprawić. Wtedy mam taką myśl "jeszcze ci pokażę" ;). I oczywiście uwielbiam dłuuuugie komentarze, bo te krótkie mnie nie satysfakcjonują. Jakoś tak, jak komentuje cudze dzieła, zawsze staram się zostawić po sobie komentarz długości kartki A4, ponieważ uważam, że skoro ktoś pisze jeden rozdział parę dni, to mi nic nie zaszkodzi, jak poświecę 20 minut na napisanie swojej opinii.
    Co tam jeszcze był? Opinia osób trzecich, tak. W opinii powinno być zawarte wszystko i tu wrócę do akapitu wyżej, że nie satysfakcjonuje mnie typowy SPAM. Chciałabym usłyszeć coś na temat własnej fabuły, poczuć troszkę emocji komentującego, usłyszeć parę pokrzepiających słów i dostać niezły opieprz, gdy coś zepsuję. Zdecydowanie lepsze są negatywne, ale i uzasadnione komentarze, niżeli te słodziachne.
    I to chyba wszystko, co chciałam powiedzieć. Czekam na więcej zainteresowanych, o ile będę miała jeszcze internet ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. AA i wiem, co chciałam jeszcze napisać. Ostatnio moja Beta każe mnie za logikę. Tekst musi być logiczny i coś, co nie może się stac, nie ma prawa się stać (to dopiero logicznie brzmi). Pomijam fantastykę, choć często własnie w takich tworach jest masa błędów logicznych. Ja przy pisaniu staram się, by coś było realistyczne. Na przykład, gdy akcja dzieje się w Londynie, nie wymyślam sobie ulicy tylko patrzę na mapkę, jakie są tam ulice i grzecznie wpisuję ich nazwę. Nic ściemnionego i pomieszanego!
      I tutaj odniosę się do zdania, które niegdyś wpadło mi w oko xD. "Budynek otulony egipską ciemnością" - słyszałam różne opinie na temat tego zdania, widziałam je w książce nie raz, a większość twierdzi, że jest to błąd stylistyczny. I w sumie sama już nie wiem xD

      Usuń
    2. I jeszcze jedna rada dla początkujących: Nie dodawać do dialogów czy opisów emotikonów! Boże, jak to wkurza człowieka! Przecież są od tego wykrzykniki, opisy, myślniki czy co tam jeszcze, a widziałam sporo opowiadań, które mają w sobie emotki. Masakra jakaś!

      Usuń
    3. Dopowiem do jednej tylko kwestii, bo wpadł mi do głowy komentarz, a resztą zajmę się jutro: emotikony są wielce wkurzające, ale nie zapominajmy o zdjęciach ubrań/miejsc etc. w rozdziałach zamiast opisów :DDD

      Usuń
    4. Święta racja! Chociaż w jakiejś zakładce, jakby były schowane, a opis miałby miejsce - nie mam nic przeciwko.

      Usuń
  5. Sama jestem na poziomie wtajemniczenia zwanym 'Pisarz-bardzo-początkujący', więc każdej rady wypatruję i czekam. Co do krytyki: czasami jest mi jej nawet brak. Takiej dobrej, budującej krytyki. Wiem, niestety, że ci zieloni bardzo często są głusi na wszelkie negatywne opinie, choćby nie wiadomo jak słuszne. Zdarzyło mi się dwa razy wystawić opinię o pisaninie mojej znajomej, która była, powiedzmy sobie szczerze, bardzo marna. Ja jednak powiedziałam tylko, że mogłaby spróbować umieszczać więcej opisów, ponieważ ja tutaj widzę tylko dialogi i akcję. Niemalże mnie zamurowało, jak uparcie mi zaczęła powtarzać, że to ma być opowiadanie przygodowe i opis otoczenia nie ma tu znaczenia. Uważam, że takie osoby powinny po prostu dorosnąć do przyjmowania krytyki. A nie stawiać wszystko na, jak ja to lubię nazywać, wymówkę Hemingwaya (Z filmu: ,,O północy w Paryżu": 'Nie przeczytam twojej powieści, bo jeśli będzie zła, to ją znienawidzę, bo zmarnowała mój czas. Jeśli będzie dobra, znienawidzę ją, bo będziesz dla mnie konkurencją."). Ja tymczasem po prostu nienawidzę, jak komuś daję np. epilog do przeczytania, by się dowiedzieć, czy jest ciekawy, czy zachęca do dalszego czytania, czy nie brakuje w nim akcji, opisów itd. Natomiast 99% dostaję tylko: ,,fajne". Krew mnie wtedy po prostu zalewa, bo nic prócz tego jednego słowa, powtarzanego jak mantrę, wydusić nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisząc "epilog", masz na myśli prolog? (Znaczy, można dawać i epilog, ale te pojęcia są z niezrozumiałej dla mnie przyczyny tak często mylone, że wolę zapytać).

      Generalnie się zgadzam, że jak ktoś zaczyna mnie nagle przekonywać, że brak opisów miał być, bo akcja, przygodówka i tak dalej, to może człowieka naprawdę zamurować. No, sama miałam taki moment, kiedy dziewczyna mnie przekonywała, że nie ważne jak jest napisane, bo jej warstwa stylistyczna (raczej marna, nawiasem mówiąc) nie obchodzi, ważny jest przekaz! Z drugiej strony byłabym ostrożna w wyciąganiu ze znajomych szerokich zeznań na temat tekstu - bo dla zwykłego zjadacza chleba, który nie siedzi zupełnie w literaturze i pisaniu, książka czy opowiadanie może być fajne lub niefajne, a człowiek się nie zastanawia dlaczego, jakie są elementy składowe fajności i co by mógł doradzić autorowi - bo ludzie zwyczajnie się na tym nie znają. Dlatego ja jak daję jakimś moim biol-chemom do przeczytania kawałek tekstu, to od razu nie nastawiam się na szeroką odpowiedź, ale ewentualne "fajnie", czy, jak mu się spodoba, "masz coś jeszcze?". Sama nie byłabym w stanie doradzić znajomej, jaką sukienkę ma kupić, a moje ewentualne komentarze na ich temat byłyby na poziomie "ta jest czerwona, a ta różowa" - więc zupełnie się nie dziwię, że ludzie nie chcą się specjalnie rozwodzić nad komentowaniem tekstów, jeśli to zupełnie nie jest ich konik.

      Usuń
    2. A tak, prolog, przepraszam za roztargnienie, dziękuję za uwagę :3. No tak, to co opisałaś jest rzeczywiście zrozumiałe: nie potrafią, niech nie robią. Rzecz w tym, że niezmiernie mnie denerwuje, jak sami proponują pomoc, a potem się dziwią, jak się denerwuję z ich 'fajne'.

      Usuń
    3. Jak przywrócą mi neta w lapku chętnie wpadnę na Twojego bloga ;)

      Usuń
    4. Och, to miło z twojej strony. Jest tylko jeden problem: takowego nie posiadam. Wolę pisać ręcznie :)

      Usuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.