6 stycznia 2014

[RR; IV] Granica między światami

EDIT: Jak tym razem nikt się nie udzieli, to nie macie co liczyć na następne dyskusje. Dla kogo ja to robię? ._.

Bywa, że nawet miłośnikom fantastyki przyjdzie napisać coś stricte realistycznego, a i zagorzałym realistom nieraz wpadnie do głowy pomysł na opowieść rodem z mitów, baśń oraz legend. Wiadomo, że każdy autor specjalizuje się w ukochanej przez siebie dziedzinie - nawet jeśli tworzy teksty z najróżniejszych kategorii - o której wie najwięcej. Fantaści bardzo często lekceważą codzienność, obyczajowość książek, zapominając, iż przecież fantastyka ma z realizmem wiele wspólnego, a wręcz niekiedy na nim bazuje.

Temat na dziś: który świat, według Ciebie, jest trudniejszy do opisania - wymyślony czy rzeczywisty? Który wydaje Ci się bardziej niesamowity/bezbarwny, przyjazny/niegościnny? Czy w znanej Ci literaturze fantastycznej została opisana kraina, gdzie zdecydowanie lepiej by Ci się żyło (jeśli tak - podaj przykład oraz uzasadnij)? Jeśli piszesz Fantasy - co sprawia, że Twój wymyślony świat różni się od naszego lub co nadaje bardziej mistycznego charakteru światu realnemu? Jak cienka jest granica między światami w literaturze? Jakie realistyczne elementy odnajdujesz w fantastyce?

Dawno nie było dyskusji, więc nadrabiam zaległości. Obiecany poradnik już niebawem!

16 komentarzy:

  1. No dobra, spróbuję rozruszać towarzystwo ^^

    Powiem szczerze, że się waham. Z jednej strony rzeczywisty świat to już z góry określone zasady, reguły oraz prawa, których koniecznie trzeba przestrzegać i które są... nienaruszalne. Z drugiej jednak - to już zostało wcześniej dla nas przygotowane. Wystarczy zajrzeć do jakiejkolwiek książki, otworzyć pierwszą stronę z wyszukiwarki, a wszystkie szukane informacje zostaną podane nam jak na tacy, wystarczy się ich trzymać.
    Z własnym światem nie jest tak prosto. Jeśli ma to być świat dobrze zrobiony, to trzeba się nad nim zastanowić, zapisać nowe reguły - bo pragniemy przecież odmienności oraz oryginalności - sprawdzić, czy były logiczne, a jeśli przeczą naszym zasadom, to znaleźć dla nich dobre wytłumaczenie. Trzeba wiele rzeczy budować od nowa, od zera, potem natomiast wiedzieć i pamiętać, co się stworzyło, żeby własny świat nie przyczynił się do naszej literackiej zguby.

    Podsumowując moje długie dywagacje, uważam, że własny świat bywa trudniejszy, bo samo jego stworzenie jest wymagające. Z tego właśnie powodu to wyzwanie - nawet jeśli wymyślimy, nie mamy pewności, że zdołamy przekazać informacje w klarowny sposób, że przedstawimy nowe uniwersum na tyle plastycznie, na ile sami je widzimy.

    Jeśli się gdzieś powtórzyłam albo byłam niejasna, to przepraszam, ale Mama chodzi mi za plecami i utyskuje, że mam tak rozbudowane zdanie do wypowiedzenia i nie chcę z nią rozmawiać, tylko się wypowiadać ;_; Straszna kobieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trochę wygodne z mojej strony, ale napiszę tylko, że się zgadzam. Ujęłaś wszystko co chciałam napisać. Wyjdź mi z głowy. Z własnej ręki mogę tylko napisać, że fantastyczne krainy jawią mi się tak niebezpiecznie i nieprzyjaźnie, że nie chciałabym w nich żyć. No Alagaesia może spoko, ale czasy po wykluciu Saphiry. Szerokim łukiem ominęłabym Westeros i przyległe tereny, a także realia Wiedźmina, bo terror się tam dzieje straszny. Nie mam najmniejszej ochoty użerać się z jakimiś bestiami z bagien, ani ordynarnymi rycerzami, ale chciałabym mieć wilkora. Wilkora i Smoka i wiedźmiński miecz, albo chociaż Zar'roca czy brishingra. Czyli podsumowując moją chaotyczną wypowiedź, nie chciałabym mieszkać w fantastycznych krainach, choć przygarnęłabym niektóre elementy świata przedstawionego, jeśli wiecie co mam na myśli.

      Usuń
    2. A ja się nie zgadzam :)

      "Wystarczy zajrzeć do jakiejkolwiek książki, otworzyć pierwszą stronę z wyszukiwarki, a wszystkie szukane informacje zostaną podane nam jak na tacy, wystarczy się ich trzymać."
      Patrząc na książki czy blogi z opowiadaniami - nic nie jest dla ludzi tak trudne jak zajrzenie do tych książkę, znalezienie informacji i trzymanie się ich. Właśnie przy takich utworach wychodzi na jaw, że sama wyobraźnia (bez wiedzy) jest nic nie warta. Można mieć bogatą wyobraźnię, tworzyć własne światy, ale co to za sztuka? Sztuką jest wpleść swoją historię w ścisłe i niezmienne ramy jakie narzuca nam świat. A jeszcze by ta historia była spójna i nie gryzła się ze światem. To już wyższa półka. W sumie to samo mogę powiedzieć o fanfikach (prawdziwych fanfikach nie opowiastkach dzieci, a do takich zaliczam np. "Statki czasu" S.Baxtera czy "Aliens" S.Perrego). Stworzenie dobrego, spójnego fanfiku bez mieszania w kanonie, z zachowaniem praw rządzących uniwersum i charakterów oryginalnych postaci to potwornie trudna sprawa. W autorskim opowiadaniu nie ma ograniczeń, a co za tym idzie - nie ma trudności.

      "Z własnym światem nie jest tak prosto."
      A skąd! Jest banalnie prosto. Tworząc własny świat autor staje się bogiem, który tworzy wszystko i ma nad wszystkim pełnię władzy. Co to za sztuka wymyślić własny świat, kulturę, historię, przyrodę... Nie ma w tym żadnych ograniczeń, inspiracji jest masa, a ram nie ma wcale.

      Ja uczyłam się pisać tworząc własne światy, zazwyczaj wykreowane z dokładnością do całego kalendarium historycznego i mini przyrodniczych encyklopedii. To była zabawa - nie wysiłek.
      Wysiłek zaczął się kiedy chciałam napisać dobry fanfik i z lekkością wplatać własne fantazje między kanon (tu moim mistrzem był S.Baxter i jego "Statki czasu"). Teraz moją ambicją jest stworzenie dobrego kryminału osadzonego w naszej rzeczywistości.

      PS. Rozumiem skąd wziął się ten dziwny pogląd i jeśli patrzeć TYLKO na blogaskowy świat to owszem - przyznaję Ci rację. W tym środowisku opka realne wykazują się zerową wiedzą i bazują na codzienności, fanfiki to tylko opowiastki o miłości jakiś dwóch bohaterów, a autorski świat to coś w czym ałtorki sobie nie radzą. Niemniej ja mówię o ambitniejszych utworach i autorach - a w tym kontekście autorski świat to przyjemna literacka zabawa, fanfik - wyzwanie, realizm - jeszcze większe wyzwanie.

      Usuń
  2. Jak mus, to mus. Lubię czytać dyskusje i czasem się wypowiedzieć, choć do tej zdania jakoś specjalnie nie mam. Mimo to i tak się udzielę, by kolejne powstały.
    A więc do rzeczy. Czytam dużo książek europejskich i japońskich w przekładzie na angielski (przy okazji świetne ćwiczenie języka obcego) i mogę wysnuć pewien podział. Mianowicie europejczykom tak do 100 lat wstecz lepiej wychodzi opisywanie światów wymyślonych niż rzeczywistości wokół nas. Wychodzi to nam lepiej, ale to nie znaczy, że Japończycy jakoś źle to robią, ale nam wychodzi to po prostu lepiej. Jednak jeśli patrzeć na opis życia codziennego (wzoruję się tu na kilku obyczajówkach Plicha i kilku innych współczesnych autorów, których czyta moja mama) wychodzą tak dobrze Japończykom, że gdyby pominąć okazjonalne elementy humorystyczne lub nadnaturalne, iż nasi nawet nie mają co startować w tej dziedzinie. Może to wina kultury, ale opis robienia naleśnika w wykonaniu Japończyka jest sto razy ciekawszy niż opis tej samej czynności napisany przez autora z naszego kręgu kulturowego, który do tej pory wpadł mi w ręce.
    Dlatego co trudniej opisać? Z tego co widzę to dla nas jest to życie codzienne, bo uważamy jest za bezbarwne i nudne.
    Pójdźmy jednak dalej i odpowiem na kolejne pytanie postawione przez naszą Heroinę. Tak, są krainy w fantastyce, w których prawdopodobnie czułbym się lepiej niż tutaj. Są to na przykład Królestwo Zielonego Smoka w "Złotym Smoku" lub Stalowy Zamek Aincrad z powieści "Sword Art Online". Prawdopodobnie tak jest, bo też kocham marzyć.
    Na koniec jeszcze odpowiem jak według mnie cienkie są granice pomiędzy fantastyką, a rzeczywistością. Zależy. Tak, zależy od dzieła, kultury, autora i innych czynników, czy świat wymyślony jest daleki od rzeczywistości, czy też przylega tak blisko, że bez mikroskopu tej granicy się nie ujrzy. I nie mówię tu tylko o realiach, ale raczej o światopoglądzie jego mieszkańców. Przykład ode mnie. Na zachodzie jest kultura pieniądza. Koniec, tego się nie zmieni. Dlatego dla nas bliskie jest albo sprzeciwianie się temu poprzez zbieranie przyjaciół i wspólne walczenie z przeciwnościami lub wykorzystanie tej kultury. A u Japończyków podstawą jest służba społeczeństwu co często się ukazuje w samotnym bohaterze, który troszczy się o przyjaciół, nie angażując ich za żadne skarby w walkę, nawet jeśli sam dozna ogromnych szkód i chęć bycia dla kogoś potrzebnym. U nich granice rzeczywistości będą cienkie właśnie przy takich dziełach, które stawiają takie myślenie na pierwszy plan. Tak więc jak wspomniałem, według mnie granice rzeczywistości są sprawą indywidualną i ich szerokość zależy od zbyt wielu czynników nawet w obrębie jednego dzieła, by powiedzieć, czy są one grube, czy praktycznie nie istnieją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Do tej zdania nie mam", a ten esej to co to jest według Ciebie? xD

      A teraz, skoro już podzieliłam się ze wszystkimi moją przyjacielską uwagą:
      Przede wszystkim dziękuję za podzielenie się z nami swoimi cennymi obserwacjami. Zawsze miło, gdy ktoś zwraca uwagę na takie rzeczy. Jest to jednocześnie ciekawe, jak i douczające, także pochwalam :3
      Nigdy nie czytałam opisów dnia codziennego w stylu japońskim, ale co do "naszych" nie mam innego zdania niż: mierne. Może rzeczywistość Japończyków jest o wiele bardziej barwna od naszej? Zdawać by się mogło, że tak, ale patrząc na wszystkie problemy, z którymi się borykają... Z drugiej strony Japonia jest zawsze hop do przodu z przemysłem oraz technologią (podobnie Chiny), a w każdym razie o wiele dalej niż Europa. Całe ich życie skupia się na realizmie, może dlatego ich wyobrażenie świata fantastycznego nie dorównuje naszemu (mając na myśli ogół).
      Och, znasz SAO? *^*'
      Na koniec dodam tylko tyle, iż bardzo podoba mi się Twój sposób rozumowania w kontekście tytułowej granicy. Daje do myślenia.

      Usuń
    2. Czy ja znam "SAO"? Oczywiście, że tak. Mam ściągnięte na komórkę 11 tomów powieści w pdfie, dwa dodatkowe czekają na transfer z lapka, czytam wszystkie spinn-offy, mam pierwszy sezon na dysku, widziałem już 2h specjala i czekam niecierpliwie na sezon 2, którego rozpoczęcie ma być w tym roku, a szczegółowa data ma być ujawniona podobno jeszcze w tym miesiącu. Jestem fanem można rzec :D Aż żałuję, że jeszcze nie ma NerveGear lub AmuSphere, a FullDive to jeszcze pieśń przyszłości.
      A teraz do tematu z powrotem. Cieszę się, że moje przemyślenia dają też innym do myślenia, bo to znaczy, że są coś warte. A jak jeszcze pomogą komuś poszerzyć horyzonty myślowe to będę wręcz wniebowzięty :D

      Usuń
    3. Poza tym zobacz kogo mam w avatarze XD

      Usuń
  3. Po pierwsze: powinnam być hobbitem i mieszkać w Shire! Serio, to miejsce idealne dla mnie, ładnie i zielono, całe dnie bym paliła to ich fajne ziółko, a na gastro pochłaniała ogromne ilości smacznego jedzonka i nikt by na mnie krzywo nie patrzył.
    Fantastyka ma ten plus, że daje większe pole do popisu. Wiadomo, potrzebne jest jakiś logiczne uzasadnienie dla wprowadzanych elementów i wszystko się musi trzymać kupy, ale można wprowadzić do swojej opowieści dużo ciekawych "gadżetów" (chcesz zamek ze szkła? magiczne szkło i robota magów i proszę bardzo, fireballe kolorowe błyskawice gratis :D ) Ale jednocześnie istnieje też ryzyko zaśmiecanie powieści taki właśnie kolorowymi ozdobnikami - stosowane w umiarze są fajne, budują zupełnie odmienny, specyficzny klimat, potrafią być bardzo obrazowe i działać na wyobraźnię, ale jak ze wszystkim trzeba mieć umiar. Ciężko wykreować cały swój świat od podstaw, ale też nie widzę takiej potrzeby Nie twierdzę, że to nie byłoby ciekawe, ale jednak zawsze opieramy się na znanych realiach (w fantasy najczęściej średniowiecznych), jedynie ubarwiając je w niektórych miejscach - dodajemy smaku, wprowadzamy akcent tajemniczości, baśniowości, albo grozy.
    Nie twierdzę jednak, że powieści osadzone w świecie rzeczywistym są mniej ciekawe - jest mnóstwo miejsc tajemniczych, klimatycznych i egzotycznych i nierzadko są one dużo ciekawsze od oklepanych realiów fantastycznych. Tak więc moim zdaniem nie świat, a sposób jego opisania wpływa na to, czy historia będzie ciekawa, magiczna i oryginalna.
    Który jest trudniejszy do opisania trudno mi powiedzieć. Sama teraz piszę fantasy chyba trochę z lenistwa - nie wiem, w jakim momencie historii mogłabym osadzić fabułę mojego opowiadania, pasują mi realia średniowieczne, a po wykreowaniu swojego świata nie muszę tak ściśle trzymać się faktów. Wtopy oczywiście zaliczam, ale na pewno mniej, niż gdyby opowiadanie pretendowało o miano historycznego - wtedy to by pewnie pierdoła pierdołę goniła, pierdołą poganiając.

    OdpowiedzUsuń
  4. jaaa! Czekałam na taką dyskusję! Dobry temat! I kto niby miałby się nie udzielić, my? Ależ absolutnie! Postanowienie, to postanowienie ;) No to jedziemy:

    Osobiście czytam dużo książek z działu fantastyki - praktycznie wszystkie, jakie wpadną mi w ręce. I rzeczywiście tak jest, że niekiedy autor traci ten realizm i zapomina o rzeczywistości. Piszę fantastykę, więc niekiedy wydaje mi się, że świat przedstawiony powinien być magiczny, nie z tego świata, taki z innej bajki. Jednak swoją drogą ciężko jest opisać taki świat - moim zdaniem oczywiście. Co prawda - autor ma wielkie pole do popisu: wszystko co sobie wymarzy może być w tym świecie, ale w zwyczaju można się wtedy łatwo w nim pogubić. Realizm jest jak najbardziej łatwiejszy. Wszystko mamy podane jak na tacy, tylko że ciężko też miesza się elementy fantastyki do normalnego świata. W zasadzie, sama nie wiem co jest łatwiejsze do opisania.
    Bardzo lubię Avatara na przykład. Puszka pandory jest tam wspaniale przedstawiona, a jedynym elementem łączącym dwa światy są ludzie. I w sumie podoba mi się takie połączenie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, to i ja się włączę do dyskusji. Przyznam, że po przeczytaniu pytania od razu pomyślałam, że ciężej (i na pewno przyjemniej, ale do tego dojdę) jest opisywać świat wykreowany przez nas, ale zaraz pojawiły się wątpliwości. No, może nie tyle wątpliwości, co plusy i minusy obu światów, że się tak wyrażę. Bowiem zgodzę się z poprzedniczkami, że aby stworzyć naprawdę dobry, swój własny świat, trzeba go dopracować w wielu szczegółach. Może nie aż tak jak Tolkien, gdzie czytając historię ma się wrażenie, że to nic innego, jak spis historycznych faktów, ale jednak wypadałoby dodać jakieś... charakterystyczne zasady, elementy, coś, co wyraźnie by podkreśliło, że kreujemy coś zupełnie nowego. Ale z drugiej strony dzięki fantasy możemy wybrnąć z naszej niewiedzy na temat świata realnego: w końcu opisując rzeczywistość musimy mieć jaką taką wiedzę na temat, który podejmujemy. Ktoś tu napisał, że wystarczy zajrzeć do Internetu lub książki, by dowiedzieć się tego, czego nam potrzeba. Ale to jest po stokroć zbyt łatwo powiedziane. Bo gdyby tak faktycznie było, każdy z nas mógłby pisać dosłownie o wszystkim. A mimo to zajmujemy się tym, na czym się znamy. A pisząc fantasy wymyślamy to po swojemu (no, pomijam low i tego typu inne fantasy, gdzie ten świat realny w dalszym ciągu jest niezwykle istotny), kreujemy własne zasady, a ewentualną niezgodność możemy wyjaśnić, wymyślając coś jeszcze innego. Faktem jednak jest, że dziś ciężko stworzyć naprawdę ciekawy świat, który by się nie powtarzał w licznych publikacjach. Bo jeśli będzie w sporej mierze skopiowany z innego pomysłu, tym samym nie jest to nasz świat, a przynajmniej nie w całości. Zaś gdy sami coś tworzymy, tak jak wspominałam, musimy zadbać o szczegóły, ale i o to, by się ich trzymać i nie wprowadzać pomyłek i chaosu. Bo świat rzeczywisty ma żelazne zasady, a ten nierealny nie: są płynne, łatwo ulegające naszym poprawkom, toteż nie utrwalają się jeszcze w pamięci na tyle, by całą resztę do tego przystosować. A w świecie fantasy łatwo się pomylić.
    Który lepszy, gorszy, przyjazny, niegościnny? To proste: tylko od nas to zależy. Jeśli tego zapragnę, stworzę magiczną krainę, której mieszkające tam stworzenia będą pragnęły uciekać do naszego przegniłego świata, bo tu rzeczywiście jest lepiej. Czemu nie: chyba kiedyś napiszę opowiadanie o takim świecie, który jest niby jak z bajki wyjęty, a jednak sterroryzowany, hłehłehłeh >:) Najczęściej jest jednak odwrotnie: to nasz świat jest tym złym, z którego chcemy uciekać. A odpowiedź na pytanie 'czemu' jest dość prosta: nie znamy innego świata, więc uważamy go za najgorszy (niekiedy tylko za najlepszy i to w skrajnych przypadkach - taka ot, ponura rzeczywistość). Toteż każdy zapewne choć raz marzył o wyrwaniu się do obcej krainy, najlepiej takiej wykreowanej i rządzonej przez nas :D Ja bym chciała wylądować w świecie... Wiedźmina, Władcy Pierścieni... w świecie typowo fantastycznym: z elfami, krasnoludami, elfami, duchami, elfami, innymi potworami no i oczywiście z elfami. A mimo to w pisaniu uwielbiam klimaty low fantasy - wyjaśnijcie mi ten paradoks o.o Tak czy siak uważam, że na tym świecie istnieje magia i ja ją dostrzega pod postacią czasu, toteż poświęcam mu sporo miejsca w moich historyjkach. Za nim pojawiają się kolejne postacie, motywy, wydarzenia - wszystko związane w jakiś sposób z czasem. I czasem zdaje się, że to może być prawdziwe i kto wie, czy za 43765 lat moje fantasy nie zmieni się w science-fiction, o ile oczywiście ludź rozgryzie zagadkę czasu ;) Hm, a granica... kiedyś była bardzo wyraźna między jednym światem i drugim. A dziś - już o tym pisałam - czasami potrafi być niemal niezauważalna.
    No, tyle ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytasz się o paradoks uwielbienie elementów high fantasy i zaczytanie jednak w low...
      Cóż, mam pewną teorię (niech mnie ktoś palnie, jak się za bardzo mędrkuję lub teoretyzuje na marne), ale myślę, że tu chodzi właśnie o te granice światów i reguły się nimi rządzące. Bo cóż jest przyjemniejszego od zakwestionowania istniejących reguł, zerwania tego zakazanego owocu nakazów i więzi jakie wyprodukowaliśmy w tym świecie? Stworzenie nowego owocu? Nie uważam. Zakazany owoc zawsze jest największą przyjemnością właśnie z powodu tego, że jest zakazany i chcemy zobaczyć, jak niepasująca nam reguła rozpada się lub ulega zmianie.
      Poza tym ciekawe jest to podejście, że dzisiejsze fantasy może być jutrzejszym sci-fi. Byłoby interesujące to, że pojawią się krasnoludy, magia, płynność świata zależna od magów i bóstw oraz Twoje ukochane elfy. Jednak nie jestem wtedy pewien czy będą używać mieczy stalowych czy świetlnych w takim wypadku XD

      Usuń
    2. A widzisz, to bardzo dobre pytanie: bo czy to zły pomysł, by osadzić magiczne stworzenia w przyszłości? Akurat piszę opowiadanie o tematyce postapokaliptycznej, w którym umieszczę sporo elementów fantastycznych. A co do twojej teorii, to zdecydowanie się z tobą zgadzam. Tylko żeby tej reguły zupełnie nie zniszczyć, a jedynie przemienić na nasze potrzeby, a to też sztuka, nie uważasz? ;>

      Usuń
    3. Z tego, co pamiętam, Inez prowadzi bloga http://roze-nocy.blogspot.com o tematyce postapokaliptycznej, gdzie występują magia, elfy oraz im podobne elementy :) To dość ciekawe połączenie, a odnoszę wrażenie, że niewiele jest takich utworów.

      Usuń
    4. @Methrylis
      Uważam. Zmiana reguł jest czasem trudniejsza niż ich zniszczenie (patrz zmiana stylu władzy, a nie rządzących na przykład), co jeśli się uda należy nagrodzić co najmniej owacjami na stojąco.

      @Heroina
      Mało? Chyba tak. Czasem jeszcze sobie "spaceruję" po blogosferze i tematyka krzyżującej się magii i nauki jest niezwykle rzadka, a jeśli już natrafię na jakąś to raczej jedna strona walczy z drugą.

      Usuń
  6. Hej, jeżeli chodzi o moją historię, to jej półroczny zastój jest związany z brakiem weny i czasu, ale przewiduję jej zmartwychwstanie w najbliższym czasie. Przepraszam za kłopot i pozdrawiam :3
    [wrong-path]

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o kreację świata, to z pewnością najłatwiej pisać o świecie rzeczywistym i rzeczach mających miejsce współcześnie. Nie trzeba dzięki temu kłopotać się dużą ilością opisów, tłumaczeń. Najtrudniej zaś moim zdaniem jest opisywać coś w świecie rzeczywistym tak, by było to zgodne z wydarzeniami historycznymi. Wymaga to zrobienia reaserchu i przyłożenia się do pracy. Z kolei opowiadania fantastyczne mają tę zaletę, że można w nich zmieszać wynalazki z różnych epok i pozwolić sobie na naprawdę wiele. Wymaga to oczywiście dogłębnego opisania realiów czytelnikowi, ale samo wymyślenie świata jest bardzo łatwe. Osobiście tworzę... minipowieści w realiach low fantasy i jedną sagę w realiach high, jednak są one dodatkiem, dzięki nim opisuję np. rasizm bez niebezpieczeństwa, że kogoś urażę. I moim zdaniem nie warto ładować w powieść nie wiadomo ile elementów fantastycznych bez późniejszego ich wykorzystania. Minimalizm w tej kwestii jest bardzo zdrowym podejściem.

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.