14 października 2013

[RR; I] Próby ożywienia ruchu


Ostatnio coś tu wszystko ucichło. Bardowie plumkają od niechcenia, stali bywalcy już posnęli w kącie, a nowych klientów brak. Skrzypienia otwierających się drzwi barmanki już dawno nie słyszały.
Słuchajcie, chciałybyśmy, żeby Bar tętnił życiem, ale musicie nam w tym pomóc. Co byście powiedzieli na cotygodniowe dyskusje na jakiś konkretny temat? Fantastyczny lub czysto literacki, oczywiście. Zachęcam wszystkich do wzięcia udziału tj. komentowania postów z dyskusjami i włączania się do już rozpoczętych dyskusji komentarzowych.
Zacznijmy może od czegoś prostego, tak na próbę. Byłybyśmy ogromnie wdzięczne, gdyby  k a ż d a  osoba, która przeczyta tenże post, zostawiła po sobie ślad. Dlaczego? Bo czemu nie! Im więcej uczestników, tym lepiej. Przynajmniej będziemy wiedziały, że ktokolwiek się tu udziela, zagląda. Dwadzieścia osób widnieje w obserwatorach, hej hej, pokażcie się!
A zatem...

Heroina wdrapała się na barową ladę i, unosząc ręce, zaklaskała. Goście pobudzili się z drzemek, a bard strzyknął palcami, po czym narzucił żywszy rytm, porzucając smętne biadolenie na dobre. Do barmanki dołączyła druga, Nearyh, i we dwie zlustrowały wzrokiem otoczenie.
Słuchajcie ludziska, bo rzecz ma się ciekawie! I zewsząd dobiegły radosne pomruki. Kobiety usadowiły się na barowym blacie i rozpoczęły gawędę.

Temat na dziś: Czego oczekujesz od książki fantastycznej? Jakie motywy najczęściej powtarzają się w Twoich ulubionych historiach i czy drażnią Cię te powtarzające się schematy? Jaki musi być bohater, aby jego rola i motywy działania "przemawiały" do Ciebie?

Barmanki również biorą udział w dyskusji ;)

35 komentarzy:

  1. Od książki fantastycznej na pewno oczekuje czegoś całkiem różniącego się od rzeczywistości, historii z jak najmniejszą ilością takich codziennych kłopotów. Sięgając po taką książkę chce odizolować się od świata najlepiej jak się da.
    Jakoś nie zauważyłam żadnych schematów. Jak dla mnie każda książka jest wyjątkowa.
    Mój idealny bohater musi mieć poczucie humoru, być odważny, ale nie aż tak, aby odwaga go ogłupiała. No i musi umieć walczyć. Nie wiem czemu, ale jakoś tak wszyscy moi ulubieni bohaterowie to wojownicy. :3

    Oto moje zdanie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, więc pewnie niespecjalnie Ci leżą książki obyczajowe, psychologiczne, romanse? Mnie nie szczególnie - właśnie ze względu na to, że byłabym zmuszona czytać o rzeczywistości, w której przyszło mi żyć, i jest to dla mnie zwyczajnie nudne.
      Chodziło raczej o motywy, które występują w wielu książkach fantastycznych, a mimo to w innych ujęciach (np. romans z nadnaturalną istotą, poszukiwanie artefaktu, czy walka dobra ze złem). Czy istnieje jakiś schemat, który Cię irytuje (choćby ze względu na sam pomysł)?

      Usuń
    2. Ja jestem od fantastyki (a właściwie fantasy) uzależniona poważnie, rzadko kiedy sięgam po literaturę... rzeczywistą, że tak powiem. Wtedy to natomiast bywała klasyka, no bo lektury. Z własnego wyboru - tylko fantasy.
      U mnie zaczynają się powtarzać ponure historie bohaterów, których wychowała ulica. Kobiety, mężczyźni, to zależy. No i bardzo lubię albo magię, albo skrytobójców. Albo oba naraz :3 Dlatego zwykle tego typu książki trzymam na półkach.
      Mnie irytuje, kiedy powtarzany jest motyw przewodni. Najlepszy przykład: dorwałam w ręce książkę Septimus Heap, bardzo mi się podobała, pochłonęłam w dwa dni. Chodząc tydzień później po księgarni, sięgnęłam po jedną, gdzie także był wykorzystany wątek siódmego syna siódmego syna. Ludzie, in a row? Serio? Albo mam pecha, albo to był wtedy taki bum, jak teraz na wampiry i słabe pornole.

      Usuń
  2. W książce fantastycznej chciałabym znaleźć inny świat, nowy, absolutnie niesamowity, ale wpleciony w rzeczywistość. Bohater nie powinien być taki cudowny, idealny (ale nie mam nic przeciwko super mocom^^ ), najlepiej z konfliktem wewnętrznym.
    I przede wszystkim (nie ma tego w książkach, ale jest na blogach) akcja nie powinna rozwijać się za szybko. Wszystko po kolei, coś wywiązuje się z czegoś, a nie ,,bum" i już się dzieje akcja.
    Takie tam moje wymagania... ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli preferujesz bohaterów dramatycznych? Tak mnie to zaciekawiło, bo wspomniałaś o konflikcie wewnętrznym. Niewiele osób przywiązuje do tego wagę, jeśli chodzi o fantastykę; takie wartości raczej wymagane są w obyczajówkach czy utworach psychologicznych (przynajmniej przez większość czytelników), ale masz rację - w fantastyce to również stwarza ciekawy element. Chodzi Ci o konflikty wewnętrzne związane z jakimś brzemieniem, czy raczej dotyczące relacji bohater-świat albo między postaciami?
      Tak, to prawda. Uważam, że zbyt szybka akcja - szczególnie na blogach - często bierze się z jeszcze nie do końca rozwiniętego warsztatu i nagminnie ignorowanego przez początkujących twórców planowania wydarzeń. Wiele osób szaleńczo goni za pomysłem, przez co pozostawia po sobie wiele niedopowiedzeń i łamie kark biednej fabule.
      Widzę, że sama piszesz, dlatego mam dla Ciebie bezpośrednie pytanie: czy planujesz przebieg każdego nowego rozdziału, czy idziesz raczej "na żywioł", mając jedynie ogólny zarys? Miewasz takie chwile, kiedy wykonując codzienne czynności (jak sprzątanie czy jedzenie) układasz w głowie scenariusze, rozmowy między bohaterami?

      Usuń
    2. Bohaterowie dramatyczni są cudowni. Ja na przykład wolę tych z rozdarciem wewnętrznym na tle sumienia czy tam moralności. Zabić dziecko czy jego matkę, by uratować miasteczko? Według mnie takie postaci w fantastyce są nawet bardziej potrzebne niż w codziennej literaturze, bo dodają historii mocy - a magia, miecz i potwory muszą być mocne. Jeśli postać jest pełnokrwista oraz pełna rozterek bądź czegoś żałuje... no to miód :3
      PLAN WYDARZEŃ JEST ŚWIĘTY. Mówię to ja. Nie wyobrażam sobie pisania czegokolwiek bez planu - ja to w ogóle tworzę szczegółowe plany do każdego rozdziału, po pięć albo sześć myślników nawet.
      Że tak się wetnę w pytanie Heroiny - ja tak mam najczęściej przy zmywaniu naczyń albo czyszczeniu konia przed jazdą. Nie wiem, to zmywanie naczyń jakoś tak odmóżdża, że się przenoszę w ten inny świat xD
      I a propos układania scenariuszy - czy ktoś jeszcze ma tak, że widzi właściwie film w głowie, który opisuje, a przy słuchaniu muzyki ma teledysk z udziałem bohaterów historii?

      Usuń
    3. @Heroina oczywiście ja nie gonię z akcją, bo ona tworzy mi się w głowie i chce ją szybko przelać do postu. Nie! Na razie tworzę problemy mojej głównej bohaterce, by później pokazać jak najlepiej jej rozterki i nieporadność. Dlatego na razie jest trochę nudno, ale już niedługo ( więc przy okazji zapraszam do obserwowania). A pomysł na tematykę mojego bloga wziął się dużo dużo wcześniej przed założeniem więc plan wydarzeń tworzył mi się z każdym dniem. Jestem za tym, że powoli powoli i wszystko wyjdzie:)

      Usuń
  3. Ja uwielbiam kiedy w książkach powstają inne języki, kiedy to jest historia pełna zapętlających się intryg, mroku, strachu i NIEDOSKONAŁYCH BOHATERÓW którzy muszą się zmierzyć z tym jacy są. KOCHAM kiedy akcja jest szybka i żywa, ja wtedy nie czytam tylko po prostu widzę. A jednocześnie, bardziej niż wszyscy lubię opisy. Nienawidzę kiedy umierają moi ulubieni bohaterowie (rzadko są oni pierwszoplanowi), ale bez tego jest zbyt dobrze. Raz tylko niemal całkiem utożsamiłam się z postacią (Brianna z Gone Zniknęli Michaela Granta) i kiedy zginęła, najpierw się pobeczałam, a potem to odrzuciłam i jakby trwałam w takim szoku. Kiedy on minął nie jadłam nic przez cały dzień i siedziałam nieruchomo na krześle - albo czytałam fragmenty z tą postacią. Nadal czasami ryczę po nocach za nią.
    Co do bohatera: Ważne żeby miał problemy - nienawidzę bohaterów w typie Mary Sue! Dobrze by było gdy czasami trafiało się co śmiesznego ("Gapiłem się na nią, jakby powiedziała: Muszę zjeść wielką, śmierdzącą skarpetę."). Ilość bohaterów - dużo. Tajemniczość i powiązanie między nimi - również. warunkiem SINE QUE NON dla dobrych książek według mnie jest nie całkowity happy end.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę powiedzieć, że bardzo zaintrygowała mnie Twoja wypowiedź. Głównie ze względu na to, że TAK!, wreszcie trafił się ktoś o tym samym postrzeganiu co ja. Nie chcę tu robić spamu, więc napomknę tylko, że w swojej własnej powstającej powieści (na blogu, z innego konta) staram się uwypuklać wszystkie aspekty, o których napomknęłaś. Przede wszystkim uwielbiam tworzyć języki, a za język elfów biję Tolkienowi pokłony (mimo że na razie nie przegryzłam się nawet przez pierwszy tom Władcy Pierścieni). Kocham za to zapętlać akcje i co i rusz zaskakiwać czytelnika - szczególnie zakończeniami zupełnie odwrotnymi do tych, jakich się spodziewał. Osobiście uważam, że w fantastyce - aby utwór był porywający - ogromną rolę stanowi gra na emocjach czytelnika.
      Cóż, chyba nikt nie lubi, kiedy giną ich pupile... poza mną. Nie znoszę, kiedy pod koniec powieści giną tylko poboczni bohaterowie, a główni zawsze jakimś cudem przeżywają, tak jak to się miało w Harry'm Potterze No szlag mnie trafia! I zazwyczaj przeżywają Ci, którzy najbardziej ryzykowali życiem; to tak nierealistyczne, że aż boli.
      Ja również lubiłam Briannę, ale jej odejście uczciłam jedynie chwilą ciszy. Za bardzo byłam ciekawa dalszych wydarzeń. Najbardziej chyba ubodła mnie rozpacz Dekki, jakoś do mnie przemawia niespełniona miłość. Współczuję takim postaciom. Za to do tej pory nie potrafię odżałować, że Trudi Canavan w "Trylogii Czarnego Maga" uśmierciła Akkarina. Nie! Płakałam tyle nocy, napisałam nawet maila do autorki po angielsku (pewnie nawet go nie zobaczyła, ale no...).
      O tak, niedoskonali bohaterowie przede wszystkim! Z takimi łatwiej jest się utożsamić, prawda? Nie wydają się wówczas nierealistyczni.

      Usuń
    2. Zabijanie głównych postaci jest zajebiste. Najlepiej po długiej i wyboistej drodze, kiedy niemalże osiągnęli swój cel albo go osiągnęli, ale nie mogą się tym nacieszyć. Muahahaha.
      Ewentualnie jeszcze lubię zrobić piekło z życia, a potem pozwolić się cieszyć życiem po przejściach. Pięcioletnie brutalne tortury? Dziewczynka dorastająca w burdelu, gwałcona od dziesiątego roku życia? Chłopiec świadkiem gwałtu własnej matki, zaraz po tym wyrzucony przez nią z domu? Sierota, której opiekun zniszczył życie, przewartościowując system wartości i tworząc z niego skurwiela? YES PLEASE :3
      A co do rozpływania się nad dobrym mordowaniem bohaterów... Próbuję sobie przypomnieć czyjąś śmierć, która mną wstrząsnęła, i nasuwa mi się książka Droga Cienia Brenta Weeksa. Co prawda u niego z tą śmiercią jest różnie, ale taką mordownię urządził postaciom... :3

      Usuń
  4. Dementorka słysząc pytanie barmanek, uśmiechnęła się tajemniczo. Wypiła dwa spore łyki zamówionego napoju i, kołysząc lekko szklaneczką, dołączyła się do dyskusji:

    Coż… fantastyki jako takiej nie czytam, głównie, a raczej nałogowo, horrory. W nich oczekuję, że autor nie będzie przesadzał z przelewem krwi i przemocy… nie. Ja oczekuję, że mnie przerazi, a nie obrzydzi. Gdy czytam jak koleś, który posiada zdolności telekinezy, wypruwa innemu gościowi wnętrzności, nawet go nie dotykając… To muszę się trzymać blisko ubikacji, a nie kochanego misia, bo się boję.
    Co jeszcze? Ach, tak. Bohater. Żadnego super bohatera z niezliczonymi zaletami. Tak, do Was mówię, fanki „Zmierzchu”. Ma być nieidealny i żeby nie wiedział wszystkiego. Też mnie denerwuje, gdy główny bohater musi wszystkich ratować, a nie może być tylko uczestnikiem wydarzeń? To mnie denerwuje, bo przez to powieść jest przewidywalna. Nie było takiej książki, że nie zgadłam jak się skończy.
    A motyw, który najczęściej się powtarza w moich ukochanych powieściach - horrory – to zawsze jest tak, że nie do końca dobro zwycięża. Nie mam zdania, czy to dobrze czy źle, ale zawsze jak czytam epilog, sama mogę wytężyć wyobraźnię i zastanawiam się: to jest część druga? Przykładem jest „Dzień Śmierci” S. Hudsona, którą polecam ludziom, którzy lubią wulgarny styl wypowiedzi narratora, z nutką brutalności w fabule.

    Wypiła do końca napój i podeszła do lady po nalewkę, czekając na wypowiedzi innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heroina przechyliła butelkę pełną ciemnego płynu, dolewając trunku do szklanki gościa.

      W gruncie rzeczy horror zalicza się do fantastyki, to jedna z trzech odnóg (oprócz tego jest jeszcze Fantasy i Science-Fiction ze swoimi kategoriami).

      Horrory powiadasz. Zapewne ugryzłaś już coś-niecoś Kinga? Ja od dłuższego czasu zbieram się do "Joylandu" i powoli brnę przez "Cmętaż Zwieżąt"(ojej, nie wiem, czy dobrze napisałam; w tytule jest kilka błędów ortograficznych - zważywszy na to, iż w fabule występuje ów napis nakreślony dłonią dziecka - ale nigdy nie pamiętam, jakież to błędy), lecz przyznam, że ta książka przeraża mnie jeszcze w przedbiegach. Oglądałam marnej jakości film i chociaż on sam niespecjalnie mnie poruszył, to świadomość przyszłych wydarzeń wywołuje u mnie dreszcz.
      To prawda. Ja również nie lubię, kiedy horrory opierają się wyłącznie na fruwających flakach (dlatego gardzę "Piłą"), wolę te z "Ciiiiisza, ciemność.... ŁUBUDUM!", jak na przykład "Grave Encounters" (film) o zamkniętym szpitalu psychiatrycznym. Ostatnio wyszła druga część i chociaż trzęsie mnie na samą myśl, to i tak obejrzę! Po to są horrory, prawda? :)
      "Zmierzch" jest tu idealnym przykładem (Edzio to taka Mary Sue, bleargh). Mnie wkurza samo posiadanie zajesuperhipermegafajnych mocuf przez postać i oczywiście sam przepych tejże postaci - za dużo posiadanych cech, które w normalnym życiu by się ze sobą kłóciły.
      Wiesz, w gruncie rzeczy to zakończenie ma 50/50 szans, jeśli chodzi o konflikt dobro-zło. Niby motyw się powtarza, jeśli chodzi o to drugie, ale to samo byłoby również z pierwszym. Jakie zakończenia preferujesz?

      Usuń
    2. Ja chyba mogę tylko wtrącić odnośnie zakończeń z dobrem i złem. Nie rozumiem - czemu 50/50? To takie, jakby to powiedział wykładowca architektury, rzemieślnicze. Artysta jest po to, żeby zaskakiwać inwencją twórczą, a kim jest pisarz, jak nie artystą? Dlatego ja lubię, jak to się pomiesza. Czyli wychodzi teoretycznie remis, okrutny dla obu stron (zwykle bardziej współczujemy dobrej, ale nie wszyscy). Poza tym, w sumie, można sobie zadać filozoficzne pytanie: jeśli zwycięży dobro, unicestwiając zło, to co, zostanie tylko tęcza i kucyponki? Zła się nie da unicestwić, dobra też nie, więc tak czy siak trzeba znaleźć rozwiązanie środkowe. Pytanie: bardziej białe czy czarne?

      Te zajęcia z historii sztuki źle wpływają na mój mózg xD

      Usuń
    3. Problem w tym, że nigdy nie wychodzi remis, bo zawsze jedna ze stron przeważa szalę, a jak żadna nie przeważa - to wciąż jest 50/50. Czyli de facto zawsze xD
      Tutaj akurat mówiąc "dobro" oraz "zło" nie mamy na myśli dobra/zła absolutnego, lecz jego jako-takich przedstawicieli w danym utworze.

      Usuń
    4. ...mówiłam, że historia sztuki źle na mnie wpływa xD
      Czy zawsze przeważa? No nie wiem. Zabijemy dwóch tu, jednego tam, ale też jednego okaleczymy, ale niedługo przyjdą kolejni i jakaś nowa historia się zawiąże. Więc nie powiedziałabym, że zawsze przeważa albo zawsze kończy się zwycięstwem jednej bądź drugiej strony xD
      Dyskusja o dobru i złu absolutnych w ogóle byłaby uroczo mózgojebiąca moim zdaniem xDD

      Usuń
    5. Przecież napisałam "a jak żadna nie przeważa[...]" *fejsdesk* xD

      Usuń
  5. Od książki fantastycznej wymagam czegoś nowego, jakiejkolwiek świeżości i dynamizmu. Szczególnie w przypadku fantasy akcja nie może lecieć jak krew z nosa - co przeraża nieco, niejednokrotnie zdarzyło mi się, by, znudzona brakiem ruchu w książce, walnąć ją gdzieś w kąt i zacząć czytać lekturę szkolną. Póki co, jedyną serią, którą naprawdę kocham i przez którą zarywałam noce, to Pan Lodowego Ogrodu.
    Czytuję również horrorki wszelakiej maści, lecz nie potrafię odczuwać przyjemności z czytania Stephena Kinga - czy tylko ja tak mam, że zanim przemulę do prawdziwej akcji, zdążę zaliczyć sto innych pozycji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś tak próbowałam, że jak jedno mnie nudziło, to czytałam inne, ale potem żadnego nie kończyłam i w pewnym momencie zrobiło mi się wstyd. Od wtedy, choćbym miała czytać z przerwami stuletnimi, zawsze męczę tylko jedną pozycję, konsekwentnie. Tak sobie postanowiłam, a osiołek ze mnie straszny ^^
      Prawdę mówiąc, jeśli jest dobrze napisane, to może dla mnie się nawet powoli bardzo toczyć - zdzierżę. Czasami natomiast, rzucona w sam środek akcji, kompletnie głupieję. Jestem beznadziejna w imionach i jak się ich nagle w książce fantasy na dwóch stronach mnoży od cholery, dostaję oczopląsu i czytam bez zrozumienia.
      Co nie zmienia faktu, że jak już coś trzyma w napięciu, to zdecydowanie jest ciekawiej!

      Usuń
  6. Od książek fantastycznych wymagam chyba tego samego, czego chcę od innych powieści - sensownych bohaterów, logicznej, spójnej fabuły lub przemyśleń, no i klimatu. Schematy mi nie przeszkadzają, jeśli są dowcipnie wykorzystane. Jest tylko jedna rzecz, której nie mogę znieść, i która chyba pojawia się raczej w fantastyce polskiej niż zagranicznej - nachalne promowanie poglądów autora. Nic tak nie niszczy nastroju i sympatii do postaci; przez to ledwo przebrnęłam przez "Kuzynki" Pilipiuka, bo ile można czytać o beznadziejnej współczesnej młodzieży i beznadziejnych bezdomnych, którzy nie potrafią zbudować sobie domku na nieużytku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko. Mnie w ogóle promowanie poglądów odrzuca, pewnie dlatego odwróciłam się zupełnie od Kościoła. No, ale to nie taka dyskusja, taka innym razem, o.
      Pilipiuka w ogóle nigdy nie lubiłam, przyznaję się bez bicia. Nawet kiedy nie wciskał mi na siłę żadnych poglądów - są gusta i guściki ^^
      Ale dokładnie - przełknę wszystko, byle było dobrze podane. Ja jestem z tych typów, co nie muszą jeść kawioru i krewetek, i co tydzień próbować czegoś pierwszy raz w życiu, ja się cieszę na schaboszczaka, nawet jak go jem co drugi dzień. Chyba że ktoś go, generalnie, spieprzy, no to nie zjem.
      Tak samo z książkami - niech będzie schemat ratowania świata przez wybrańców, ale niech to będzie dobrze, porywająco podane! Ale fakt, bohaterowie to chyba najważniejsze dla mnie diabły. To znaczy... sama mam na ich punkcie fisia, lubię kreować nowe postaci, to pewnie dlatego ^^

      Usuń
  7. Zawsze pisałam i zawsze chciałam pisać. Jako, że jestem autorką powieści fantastycznej mam też swoje przemyślenia. Co według mnie powinna posiadać książka fantastyczna?
    Coś niespotykanego. Teraz mamy modę na wampiry i wilkołaki. Co bardziej jest śmieszne wampiry w zwyczaju są dobre, seksowne, piękne i takie mua, że aż chce się je głaskać i całować, a o wilkołakach to już nie wspomnę. Ja natomiast preferuję upadłe anioły, ponieważ jest bardzo mało książek o tych że stworzeniach. Wedle mnie są one bardzo tajemnicze i można naprawdę wymyślić coś ekstra. W końcu można napisać coś o wojnie z archaniołami/nefilami/hermerami czy Bóg jeden wie z czym. Ja właśnie taką pisze.
    Bohaterowie muszą mieć to coś. Mężczyzna posiadać swego rodzaju tajemnicę, a dziewczyna nie może być jak w każdej książce niewinną niewiastą którą trzeba ratować z każdej opresji, bo jest zbyt krucha. Z tego to już bardziej Love Story wyjdzie.
    No i fabuła. Nie może stać w miejscu i ciągnąć wciąż jeden i ten sam temat. Ja na przykład poruszyłam ich aż 5 i powoli spajam w wspólną całość.
    Zakończenie też nie może być oczywiste, a najlepiej zrobić tak aby sama książka posiadała tajemnicę, by było ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upadłe anioły, powiadasz. Cóż, rzadko o nich czytam, bo zazwyczaj fabuła jest tak podobna do "love story", ech, koszmar. Najgorsze jest to, że takie opowiadania są pozbawione według mnie sensu. Upadły anioł to nic innego jak Diabeł. Jak ludzie mogą sobie wyobrażać go czy inne diabły w ludzkiej postaci i tego wcale nie uzasadnić? Jeszcze w żadnym opowiadaniu nie spotkałam się z taką odmianą o prawdziwych upadłych aniołach, bo zawsze musiała być śliczna niewiasta, pewnego dnia budzi się ze skrzydłami kruka... bla bla bla, przychodzi ni stąd ni zowąd super przystojniak, gada, że ma pójść za nim i idą razem do Piekła. Aż chce się płakać i śmiać jednocześnie. W ogóle autorki nie potrafią przedstawić tego pod względem religijnym, bo to według mnie jest to najważniejsze, bo przecież, gdyby chciały się wzorować na czymś innym, świadomie wybrały by, nie wiem... Zmierzch.
      Oczywiście nie myślę, że Twoje, Mia, opowiadanie jest takie. Tylko według mnie opowiadania na taki temat są trudne do zrealizowania pod względem fabuły i zachowania logicznych (w pewnym stopniu) wydarzeń. Podziwiam Cię, że próbujesz coś takiego tworzyć. Może do Ciebie zajrzę i zobaczę co i jak.
      A! Ja tworzę o wampirach, z czasów XVIII w. Wiesz jak to trudno? Moje wampiry nie są przystojne, są jak normalni ludzi (w pewnym stopniu:)), ukrywają się, chodzą w... brudnych rzeczach, długo by gadać (po prostu całkowite przeciwieństwo Zmierzchu, matko jak ja tej książki nie cierpię, Meyer ma przerąbane u mnie za te "świecące wampiry na słońcu"). Na czym to ja... kurde za dużo wypiłam. A teraz już wiem. Mężczyzna posiadający tajemnicę. Coś dużo mamy wspólnego, mój główny bohater ma dość sporo tajemnic, a dziewczyna (druga bohaterka) choć na początku krucha, wystawia pazurki, tzn. ząbki. :)
      Heroina! Coś ty mi nalała? :>
      Uwielbiam takie rozmowy! :)))

      Usuń
    2. Nie no, fantasy jest po to, żeby łamać schematy. Mam na myśli - jeśli upadli aniołowie występują w świecie, w którym nie ma chrześcijańskiego Boga, to co? Świętokradztwo i w ogóle dupa blada, zbita i skopana? ^^
      Także używam motywu upadłych aniołów - w dwóch, aktualnie, historiach. W obu są to po prostu odrębne rasy magiczne; w tej pierwszej historii idą w parze z aniołami, a każdy człowiek, by się którymś z nich stać, musi oddać serce (upadli) bądź życie (anioły). No i potem upadli wcale w słońcu nie sparklą, jednocześnie też nie mają nic wspólnego z Bogiem ^^
      W drugiej historii upadli aniołowie to stworzenia do połowy stworzone z magii, zamknięte w ludzkim ciele, należą do gatunku Przeklętych. Przeklęci żywią się ludźmi, by zachować swoją potężną magię, a upadli żerują na ich uczuciach. Zwykle są atrakcyjni, by na polowaniach móc uwieść ofiarę; jednak i tak ustępują pola w tej seksowności łowcom dusz, którzy muszą bardziej ofiarę zwieść na manowce ^^

      Usuń
    3. Dementorko, może i masz rację, ale z drugiej strony tak jak pisze Nearyh to fantastyka i możemy wymyślić co nam się tam podoba. Co do Meyer - hah. Przeczytałam wszystkie książki i widziałam wszystkie filmy. Może nie "jarałam" się tak bardzo tą sagą, jak moje koleżanki które mdlały na widok jacoba czy edwarda, ale nawet mnie to zaciekawiło, tylko szkoda że z Edzia zrobiła taką ci*pkę, że już tak to ujmę. W gruncie rzeczy martwi mnie to, że teraz wampiry są postrzegane jako te dobre istoty, a przecież powinny siać postrach. No i co ja tam... zapomniałam co miałam napisać xD

      A tak z innej beczki fajnie że poruszyłyście taką dyskusję. Dobrze się wypowiedzieć na tak uroczy temat w tym jakże wybornym gronie ;)

      Usuń
    4. Zgadzam się co do jednej sprawy z Dementorką. Autorki, jeśli piszą o upadłych aniołach powinny nawiązywać do spraw religijnych. To przecież ,,upadli aniołowie" - między Bogiem a diabłem, ale też nie ludzie. Tak przedstawiona historia wychodzi chyba ciekawie i logicznie. Chciałabym przeczytać taką historię, w której własnie tak temat upadłych aniołów zostałby przedstawiony. To tylko moje skromne zdanie, każdy może uważać inaczej :)

      Usuń
    5. A ja nie zgodzę się, co do tej religijności, bowiem Anioły wcale nie wywodzą się z religii chrześcijańskiej ;) Chrześcijaństwo jedynie zmodyfikowało ich wizerunek. W rzeczywistości pierwsze podania o skrzydlatych istotach pojawiły się na setki lat przed chrześcijaństwem.
      Kompletnie nie rozumiem więc, czemu nawiązywanie do religijności jest tak ważne. Ja osobiście dwa lata temu pisałam w zeszycie opowiadanie o Upadłych, którzy wcale nie zostali stworzeni przez Boga. Prolog oraz rozdział pierwszy zmodyfikowałam i umieściłam na blogu (obecnie zawieszony, noale). Mimo że owe Anioły są piękne i silne, zostały stworzone wyłącznie w celu pogrążenia świata w chaosie - w imię wielkiej, niezrozumiałej idei szaleńców. Istot podobnych do Bogów, których istnienia nikt nie jest świadomy.
      Aczkolwiek zgodzę się, że autorki - nie tylko blogowe - często przedstawiają Upadłych pod kątem religijnym, przy czym kompletnie ignorują podstawowe zasady tego spojrzenia. Rozumiem modyfikacje i celowość takiego zabiegu, ale czasami wynika to jedynie z czystej ignorancji (nie mówię, że zawsze. Kieruję to raczej do ałtoreczek).

      Tak przy okazji - bardzo mi miło, że dyskusja wzbudziła takie zainteresowanie! Z pewnością w przyszłym tygodniu rozpocznie się następna :) Muszę tylko pomyśleć nad odpowiednim tematem.

      Usuń
    6. No tak, myślę, że masz rację. Przedstawienie Upadłych jako aniołów budzących chaos to dobry pomysł, właściwie można taki pomysł połączyć z religijnością, z tym nie ma problemu, ale to, że tak przedstawiłam sprawę w komentarzu powyżej wywodzi się z tego, że to przecież, no.... aniołowie. Aniołów znamy z modlitw itd. < to ci dobrzy raczej ;) > a ci źli to po prostu upadli. No tak to wyszło na moją logikę ;D Twoje wnioski też mi się podobają i są dobre.
      A co do aktywności do tej strony to jestem jej absolutną fanką !! Serio. Nie dość, że temat tu poruszany jest mi bardzo bliski to jeszcze mogę się wielu rzeczy nauczyć. Co powinno pojawiać się w opowieści fantasy, że opowiadanie nie powinno być przewidywalne ( no to wiedziałam, ale jest tu jest, że tak to ujmę, wiele podpunktów ^^ ), itd.
      Taka moja mała prośba. Jeśli moglibyście dać temat do dyskusji, który objąłby problemy blogerek z pisaniem. Chodzi mi o błędy w opowiadaniach, czy coś w tym stylu. Nie musi być teraz oczywiście, ale chciałabym się dalej doskonalić przez tą stronę ;P

      Usuń
    7. Generalnie planuję serię artykułów z poradami - właśnie na temat pisania. Wszak niby betą jestem, to coś tam wiedzieć powinnam xD
      Tymczasem zaraz dyskusję zasłonię, bo nowy post oczekuje publikacji, niestety ^^"

      Usuń
    8. o jaka szkoda...
      Czekam niecierpliwie na kolejną dyskusję ;D

      Usuń
  8. najgorsze jest jak książka jest przewidywalna...
    Otwierasz taką i już wiesz, ten się zakocha w tamtej, ten jest pisany na straty, a ci bohaterowie na pewno przeżyją bo autor ich lubi...
    Z drugiej strony, jak nagle zakończenie jest wzięte nie wiadomo skąd, to też źle.
    Płynie sobie akcja, nie szybko nie wolno, a tu nagle raz i zaczyna płynąć w drugą stronę. Albo wodospad. Albo się kończy.
    Akcja powinna wpadać do morza, jak należy, ale, żeby przed ujściem był zakręt. Tak, że pokonujesz go i przed oczami masz nagle morze, którego się nie spodziewałeś, ale jest wysnute z logicznych wniosków.
    Akcja według mnie to podstawa.
    Oczywiście dobre wykreowanie charakterów bohaterów też jest ważne i "sceneria", i wykonenie. Ale bez fabuły nawet dobrze wykonana książka z dobrymi bohaterami, i odpowiednią "scenerią" jest niczym... jak rzeka wpadająca w bagno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony racja, z drugiej - jeśli postaci leżą i kwiczą, to niewiele będzie mnie obchodziło, co im się stanie, nawet jeśli akcja będzie porywająca i trzymająca w napięciu. Głównemu bohaterowi utną łeb? Meh. A to chyba nie o to chodzi ^^
      Oczywiście, jak coś się wlecze jak flaki z olejem, to kicha, ale znam pisarzy, którzy tworzą ciekawe historie fantasy, bardzo powoli zawiązując dynamiczne wydarzenia, a mimo to nie jest się znudzonym i przyjemnie się czyta.
      No i rażące dziury w stworzonym świecie - dziury logiczne - tylko i wyłącznie irytują. A już najbardziej nie znoszę, kiedy pisarz sobie zaprzecza i zmienia koncepcje w trakcie pisania kolejnych części.
      Wtedy to rzucam tylko: wtf?

      Usuń
  9. Nie cierpię utartych schematów. Mary Sue ukryta w ciele nieśmiałej, zakompleksionej nastolatki poznaje tajemniczego faceta, który jest wampirem/wilkołakiem/elfem/upadłym aniołem – to już dawno przestało mnie bawić, z zapartym tchem czytałam takie książki w pierwszej klasie gimnazjum.
    Oczekuję akcji. Zwłaszcza od horrorów z elementami fantastyki. Bohaterów, którzy zachowują się sensownie, a nie tak, jakby grali w parodii czy kiepskim horrorze, w którym leje się krew, a naiwna dziewczyna ginie pierwsza, bo otworzyła mordercy drzwi sądząc, że w środku nocy to pewnie przyszedł listonosz.
    Lubię, kiedy książka potrafi mnie zaskoczyć. Kiedy mam wrażenie, że znam zakończenie, ale nagły zwrot akcji sprawia, że wszystkie podejrzenia są błędne i chcę dobrnąć do epilogu, żeby zobaczyć, co wymyślił autor.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie bardzo mam siłę na rozpisywanie się o wszystkim, ale pragnę zaznaczyć, że w sumie niewiele zostało schematów "nieutartych". Może żaden.
    Nie chodzi tu tylko o literaturę, ale także inne dziedziny sztuki - na przykład muzykę. Ciągle słyszymy o rzekomych plagiatach, nie myśląc jednocześnie o tym, jak ciężko byłoby stworzyć coś naprawdę świeżego.
    Dlatego od książek już nie wymagam oryginalności - a przynajmniej nie jest to pierwsze kryterium. Przede wszystkim dobry styl. Jeśli pozwolę złapać się za rękę i poprowadzić do świata autora, znaczy to, że ma talent.
    Ach, no i jeszcze poprawność: a z tym, zdaje się, ostatnio dosyć u nas krucho.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli chodzi o fantastykę, to lubię, gdy świat jest realistyczny, a jednocześnie magiczny. Coś jakby dobór naturalny istot magicznych i tych znanych z życia codziennego. Silniejszy wygrywa dlatego, że jest silniejszy i taki powstał, a nie dlatego, że autorowi nagle się przyśniło/przywidziało, że w tamtej jaskini wrzuci 10 trolli żywiących się tylko ludzkim mięsem i przymierających głodem, choć obok przechodzi jeleń/dzik/wiewiórka/inny zwierz. Trochę realizmu.
    Natomiast jeśli chodzi o drugą odnogę Fantasy, czyli sci-fi, to uwielbiam wizje technologii i rozwiązań przeróżnych problemów dużych i małych społeczeństwa. Po prostu uwielbiam zagłębiać się w te wszystkie teorie i rozważania futurystyczne.
    No i ponad wszystko klimat, jaki tworzy się podczas czytania. Gdy autor potrafi sprawić, że wsiąkam w klimat, to potrafię wybaczyć bardzo dużo, nawet lekkie nieścisłości logiczne czy fabularne.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zawsze oczekuję od ksiażek realizmu - nawet, jśli fabuła nie ma z nim wiele wspólnego. Nie przepadam za książkami, które omijaja pewne ważne szczegóły, nie kreują całkowicie świata i pozostawiaja jedynie wiele dręczących pytań. Jako zwolenniczka dopinania wszystkiego na ostatni guzik, jestem w stanie przymknąć oko na nieciekawą fabułę, o ile świat i sposób pisania są zadowalajace.
    A jeśli idzie o schematy... Jest jednen, który mnie drażni: dziewczyna + dwóch chłopaków (dobrego i złego) Owszem, można przeczytać kilka książek o tej budowie ale przy piętnastej to zaczyna być nużące. zwłaszcza, ze w wiekszosci przypadków kończy sie jednakowo: lubym dziewczyny jest ten dobry, a "zły" się nawraca.
    W ksiazkach lubię, gdy coś dzieje się wtle. Wątek miłosny jako motyw przewodni? Zaczęło mnie to nudzić. Owszem, moze nadać on pikanterii fabule, jednak wywlekanie go nawierzch i toczenie akcji wokół niego sprawia, że odechciewa mi sie lektury.

    OdpowiedzUsuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.