16 września 2013

Recenzja: Riddick


Fot.1 Plakat reklamowy
Oryginalny tytuł: Riddick
Rok premiery: 2013
Poprzednie części: "Pitch Black", "Kroniki Riddicka"
Gatunek: akcja, science fiction
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Scenariusz i reżyseria: David Twohy

Na trzecią część cyklu o Riddicku nie wybrałabym się do kina, gdyby nie mój narzeczony, który bardzo chciał zobaczyć ów film. Przyznam, że nie oglądałam poprzednich części, więc wchodziłam na salę kinową z przekonaniem, iż nie połapię się w chronologii wydarzeń i nawiązaniach do „Pitch Blacka” oraz „Kronik Riddicka”. Zostałam mile zaskoczona.
Zdradzony, walczący o przetrwanie na opuszczonej planecie Riddick staje się jeszcze bardziej niebezpieczny. Tymczasem na ziemię spaloną słońcem przybywają dwa statki łowców głów i tylko one stanowią drogę ucieczki z piekła.
Wobec filmu moje odczucia są ponadprzeciętnie dobre (zważywszy na to, że zawsze jestem sceptyczna wobec science fiction), jednak „Riddick” jak każdy film posiada wiele mankamentów.
Zaczynając od efektów specjalnych, które odgrywają w tego typu ekranizacjach bardzo ważną rolę: dźwięki oddawania strzałów z broni są wysoce realistyczne, wszędobylska krew i rany przyprawiają o dreszcze, mimo że filmowcy zdecydowanie przesadzili. Za każdym razem, gdy główny bohater zranił się bądź został zraniony, zostało zastosowane zbliżenie, żeby przypadkiem oglądający nie przegapił cieknących strug czerwonej mazi, poszarpanych mięśni czy przypalonych kończyn. W takich momentach można przyjrzeć się dopracowaniu ran, co wzbudza we mnie podziw (i prawdopodobnie o to właśnie chodziło). Niemniej jednak zawsze głównym elementem jest właśnie krew – lśniąca w słońcu, powolnie oblewająca przedramię/szyję/tors głównego bohatera, majestatycznie skapująca na ziemię. Krótko mówiąc, w filmie pojawia się tak często, że aż do kolokwialnego porzygu.
W ramach rekompensaty filmowcy zadbali o dokładność wszelkich narzędzi, sprzętów i pojazdów (w tym statków kosmicznych, sond i latających skuterów). Łatwo jest wyobrazić sobie świat, w którym przemieszczalibyśmy się prawie wyłącznie drogą powietrzną. Opuszczona, na wpół zniszczona baza łowców głów na spalonej słońcem planecie idealnie oddaje realia. Nic nie jest wykrystalizowane i przekolorowane. Surowość świata da się odczuć w każdym kolejnym kadrze. Przepięknie stworzony obraz nieznanej ziemi i zamieszkujących ją zwierząt chwycił mnie za serce. Realistyczne, a jednocześnie mocno fantastycznie. Niewielkie zróżnicowanie zwierząt i roślin wskazuje na powolną autodestrukcję planety. Do tak niegościnnego miejsca trafia główny bohater, Riddick, i zmuszony jest przetrwać na własną rękę. Ranny, opuszczony i pozbawiony broni.
Fot.2 Photos z filmu "Riddick" (2013)
Riddick to zbiegły więzień poszukujący swojej rodzinnej planety po całym wszechświecie. W więzieniu przeszedł operację wzroku i jest zdolny do widzenia w ciemności. Niezwykle wytrzymały na ból, głód, pragnienie, choroby, przeciwności losu, silny, zręczny i zwinny – obraz idealnego, niemalże niezniszczalnego wojownika. Świetnie walczy i posiada wiedzę, dzięki której udaje mu się przetrwać. Najpierw zdobywa informacje o swoim przeciwniku, by dopiero później zaatakować; inteligentny. Wstrzykuje w swoje żyły jad dzikiego zwierzęcia, by się na niego uodpornić. Tworzy własną broń. Tresuje osobnika z gatunku „pustynnych wilków”, by zapewnić sobie ochronę. W gruncie rzeczy postać jest dość przepchana, ale mimo to dziwnym trafem idealnie wpasowuje się w koncepcję świata.
W filmie nie brakuje erotycznych podtekstów, atrakcyjnych kobiet, brutalnych oraz dynamicznych scen walki, a także muskularnych, pewnych siebie mężczyzn. Innymi słowy zadbano o to, by ekranizacja spodobała się przedstawicielom obu płci. Jeśli chodzi o samą fabułę, to wydarzenia z „Riddicka” spokojnie można by zmieścić w trzech rozdziałach powieści. Dużo gadania i przemyśleń bohatera (które akurat przypadły mi do gustu) rozciągają film do maksimum. Mało wydarzeń, zbyt dużo nieistotnych szczegółów. Wyjaśnia się również kilka niedopowiedzeń z poprzednich części. I tutaj już potencjalny przyszły oglądający odnosi wrażenie, że to nie jest film dla niego, ponieważ nie połączy ze sobą wielu istotnych faktów. Błąd! Pokrótce zostały przedstawione wydarzenia z przeszłości, ale z wystarczającą dokładnością. Oglądającemu nic nie ma prawa umknąć, wszystko jest dobrze wyjaśnione – z przyczyną i skutkiem. Z tego względu moja ocena szybuje gwałtownie w górę, ponieważ „Riddick” może uchodzić za odrębną historię, a znajomość wcześniejszych części nie jest konieczna.
Ostatecznie przyznaję sześć i pół punktu na dziesięć.

5 komentarzy:

  1. "nieznanej ziemi i zamieszkujących jej zwierząt" - ja Ci dam złą odmianę zaimków xD
    "inteligetuentny" - to... specjalnie? xD

    Wpędzasz mnie w kompleksy, laska, ej. Bo ja pewnie za sto lat recenzję napiszę :< Ale przynajmniej jedna z nas się za filmy bierze... xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam z telefonu, no! XD Popraw, pliss. Nie mam lapsia że sobą.

      Usuń
    2. Dobrze, dobrze, poprawiam xD

      Usuń
  2. Wreszcie Riddick!
    Vin Diesel jest esencją tego herosa. Widziałem Kroniki, Pitch Black i grałem w gry z Riddickiem w roli głównej. Wszystko osiągało tzw. "wyższe stany średnie" jak tutaj, ale i tak przyjemnie się to oglądało/grało właśnie dzięki takiemu, a nie innemu bohaterowi.
    Czekam na kolejne recenzje. Może dacie kolejną część Asasyna? Albo którąś książkę tym razem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znając moje tempo, prędzej powstanie nowy Asasyn - bo mam wszystko zaliczone, że tak powiem - niż książka. Zwłaszcza że czytam taką ze środka cyklu i chyba zrobię tak, jak Heroina z Gone: poczekam, aż przeczytam wszystko, i opiszę całość ^^

      Usuń

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.