25 sierpnia 2013

Nowe posty, sierpień 2013


Wreszcie doszli do wielkich ciemnych drzwi. Mężczyzna otworzył je i przepuścił kobietę. Weszła do środka i od razu dostrzegła cel swojej podróży. Stał nad drewnianym stołem, na którym był kawałek wielkiego papieru. Obok niego znajdowało się kilka postaci w strojach generałów. Chrząknęła, a oni odwrócili się w jej stronę.

 

Mistrz Marionetek z wściekłym rykiem poderwał się ze zniszczonego fotela, aż Bona z przejęcia spadła z popielniczki. Rzucił plastikowym lusterkiem w ścianę z taką siłą, z taką furią, że rozbiło się na miliony kawałków. Zaczął miotać się po pracowni, wywracając stoły, kopiąc w pudła. Klamry przy jego topornych butach brzęczały, poły ciężkiego płaszcza skrzypiały, kiedy skóra ocierała się o skórę.
Jak ona śmiała?! Jak ona śmiała go zobaczyć?! To były jego obserwacje, ona nie miała prawa się wtrącać! Nie mogła wiedzieć…!
Z całej siły kopnął w stary, spróchniały wieszak. Cylinder spadł na ziemię.



Blondynka wgramoliła się na pokład niewielkiego statku, starając się nie stracić przy tym świeżo przygotowanego pakunku z prowiantem. Mimo częstych wycieczek, ciągle nie czuła się pewnie wchodząc na jacht. Pogwizd, nazwany tak na cześć przyjaznego boga wiatrów, wzbudzał w niej ciepłe uczucia. Rozbudzał w miękkim sercu wspomnienia odbytych już podróży i chęć na kolejne. Zachwiał się pod naporem niewysokiej postaci, która dotarła wreszcie do wyłożonej drewnem ławeczki. Nadia opadła na nią, obok swoich stóp stawiając kosz. Malinowe usta szeroko się uśmiechnęły, a oczy rozbłysły jakby nowym światłem, gdy dostrzegły umięśnioną sylwetkę mężczyzny pod pokładem.


 
Terapia (Skyle)

Nazywają mnie Q. Geniusz, wybawiciel, nadzieja całego Miasta i drugi Twórca.
Albo po prostu pryszczaty nastolatek z za dużym ego, jak kto woli.
Mój świat złamał się już dawno temu. Niektóre rzeczy trzeba po prostu przyjąć do świadomości. Jak fakt, że domy są puste. To, że pociąg znika w miejscu gdzie kończą się tory i znów pojawia się na początku drogi. To, że ktoś steruje nami jak marionetkami, bo bez wątpienia ten cały absurd musi być kierowany jedną, niezrozumiałą, wyższą wolą.
Oczywiste jest też, że to nie może być prawdziwy świat.
Nieważne jak długo będziemy iść i tak nie znajdziemy końca. Miasto jest naszym światem. Światem spowitym przez lód z powodu nieistniejących bomb.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.