7 lipca 2013

Nowe posty, lipiec 2013

http://legenda-sennarille.blogspot.com/

– Jeśli szukasz Lue, wiedz, że jej nie znajdziesz. Ucieknie ci, ona zawsze ucieka. Nie znajdziesz jej – wyszeptał, zastanawiając się, czy przekonuje siebie, czy oprawcę.

Zamaskowany milczał, wpatrując się w Jacka intensywnie. Nie było odwrotu, nie było szansy na wygraną. Szef albo już nie żył, albo pozbawiono go przytomności, albo w jakikolwiek inny sposób unieruchomiono. Teraz gra toczyła się między nim a nieznajomym.

Gra o wyniku ustalonym z góry.

– Chcę patrzeć śmierci w twarz – powiedział powoli.

Długi czas nic się nie działo. Potem, ku całkowitemu zaskoczeniu Jacka, obcy sięgnął do czarnej maski, by ją zdjąć. Młodzieniec sam nie wiedział, co wtedy czuł – ciekawość, że pozna oblicze mordercy? Niedowierzanie, że zostały w nim ludzkie uczucia?

Ale ostatecznie było to tylko przerażenie.
– Ty... ty jesteś... – zaczął zachrypnięty.
 
Naznaczony (Nomida)

Na krótko oślepiło go światło, wpadające przez witraż. Drobne, wielobarwne błyski, od żółci, fioletów, czerwieni aż po zielenie i najróżniejsze odcienie błękitów, układały się w niezwykłe formy, które sprawiały, że oko ulegało złudzeniu, widząc na posadzce kolorowe, rozsypane płatki kwiatów. Obraz ten tym bardziej zdumiewał, gdy wchodzący spoglądał pod nogi. Właśnie pod nimi rozciągała się następna feeria barw, mozaika ułożona z najróżniejszych kamieni: z nefrytów sprowadzanych z kopalń w Czarnym Przesmyku, białych i różowych marmurów z krajów południa, granitów z Gór Szarych i innych, tworzących skomplikowany, geometryczny wzór.



- Nie… - wypowiedziała prawie nie słyszalnie. – To nie możliwe. – Osunęła się na podłogę. Łzy spływały jej po policzkach, a ona wciąż wpatrywała się tępo w bransoletkę, nie wierząc w to, co się właśnie działo.
- Co tu się dzieje? Co to dziecko tu robi? – pytał zdezorientowany Dyrektor. Alan wskazał mu rękę Gabrieli. Spod bransoletki, która robiła się coraz bardziej czarna, wypływały strużki krwi. – Z kim jest połączona? – zapytał zdenerwowanym głosem. Miał bardzo złe przeczucia.
- Z pańskim wnukiem – odrzekł drżącym głosem Alan.



Sól ziemi (destrakszyn)

– Jeśli mam być szczera, nie zachowywałeś się wczoraj zbyt uprzejmie. Jesteś zdziwiony brakiem entuzjazmu? – Mama uczyła mnie także, aby nie porzucać formy per pan bez potrzeby, ale skoro on ją sobie darował… tak bez bruderszaftu… uznałam, że i ja mogę sobie pozwolić na tę małą niegrzeczność. Wróciłam do kuchni, zmierzyłam groźnym spojrzeniem okruszki na blacie i postawiłam czajnik na gaz. Po raz kolejny.
– Czarną nierozpuszczalną – odezwał się zmiennokształtny. Rzuciłam na niego okiem – stał w futrynie i przyglądał mi się z dziwną miną.
– Nie pijam kawy, więc nie mam.
Zmarszczył brwi.
– To czemu wczoraj ją zaproponowałaś?
– Z uprzejmości. Możesz skoczyć do sklepu obok, jeśli bardzo ci zależy. 
 
Wrong Path (Moore)


Życie jest zbyt cenne...
Upadek.
...by je stracić.
Kolejna ostra gałązka smagająca twarz.
Uciekaj!
Nimnar oddychała ciężko, lecz wciąż biegła przed siebie, w ostatniej chwili omijając wyłaniające się z mroku drzewa. Kuło ją w boku, ale wiedziała, że nie może się zatrzymać. Jeszcze nie... Nie teraz! Spódnicę miała podartą, czoło zroszone potem, a policzki czerwone. Dziewczynie brakowało sił, czuła ucisk w piersiach, a gardło drapało od chłodnego, nocnego powietrza, które łapczywie wdychała.
Uciekała od duszącego dymu, wyciskającego łzy z oczu tym, którzy jeszcze nie płakali krwią, od chłodnych murów świątyni, od całego swojego dotychczasowego życia. Stchórzyła.
Kolejny upadek zaskoczył ją piekącym bólem obdartych dłoni i słodkawą wonią wilgotnej ziemi. Odwróciła się na plecy, z trudem łapiąc powietrze i zamarła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Barmanki upominają, aby nie śmiecić (tj. nie zostawiać spamu), ponieważ ciągłe latanie z miotłą i mopem jest męczące.